Samorządność uczniowska to tylko jedno z narzędzi, sposobów, przygotowywania do uczestnictwa w życiu społecznym, do aktywności obywatelskiej w dorosłym życiu.

REKLAMA
Czy uczniowie w szkole mają głos - ich głos jest słyszany, słuchany, brany pod uwagę, rozważany z szacunkiem, traktowany poważnie? To pożądany efekt dobrze zorganizowanej samorządności uczniowskiej. Ważniejszy niż przestrzeganie procedur uczniowskich wyborów. Choć przestrzegania procedur, prowadzenia kampanii wyborczych, a potem godzenia się z wolą większości, szanowania werdyktów szkolnej demokracji, także można się w szkole nauczyć.
Ograniczanie się do diagnozy trudności, stwierdzenia występowania dość częstego nienajlepszego nastawienia do idei samorządności uczniowskiej w szkołach, niestety działa raczej demobilizująco i usprawiedliwiająco. Łatwo jest powiedzieć: innym się też nie udaje, w tym stanie prawnym się nie da, tacy już są dzisiejsi uczniowie, rodzice, nauczyciele itp.
Zawiązana w styczniu 2012 roku Koalicja na rzecz samorządności uczniowskiej skupiająca sporo znanych i zacnych organizacji pozarządowych postawiła sobie za cel zmianę postaw uczniów i zmianę obserwowanych w wielu szkołach postaw osób dorosłych - rodziców, nauczycieli, innych pracowników - przejawianych wobec spraw istotnych dla uczniów. Jednak, ile się udało tej Koalicji zdziałać, poza postawieniem diagnozy co do tego, że jest trudno? Konferencja zorganizowana przez koalicjantów w październiku po raz kolejny pokazała diagnozę, oczekiwania, marzenia i raczej trudności niż recepty.
logo
Jacek Strzemieczny na konferencji zorganizowanej przez Koalicję na rzecz samorządów uczniowskich.
Tymczasem warto sobie odpowiedzieć na pytanie, co może pomóc we wzbudzaniu tej pożądanej aktywności. Jednak istnieje ileś przykładów naprawdę dobrych i interesujących praktyk. Przeanalizowanie i opisanie różnych ciekawych pozytywnych przykładów mogłoby być inspiracją dla innych, może trochę mniej pomysłowych, czy mających mniej wiary w możliwy sukces.
Być może przydałoby się także więcej dowolności w sposobach organizowania samorządu w szkołach publicznych. Interesujące dobre praktyki z sektora niepublicznego, ciekawie wdrażające ideę samorządności, często wcale nie nazywają się samorządem, a uczniowskim parlamentem czy sejmem, bądź radą uczniów. Nawet inna nazwa, inne terminy czy procedury wyborcze, wreszcie inne uprawnienia, wszystko to może tchnąć nowego ducha w idee interpretowane często zbyt zachowawczo i jednolicie.
Dorośli zamiast chcieć zarządzać uczniowskim samorządem winni go słuchać, czasem dyskretnie obserwować, nieznacznie wspierać czy inspirować, na pewno bez chęci "wiedzenia lepiej" jak wszystko ma być zorganizowane.
Wydane przez koalicjantów poradniki na pewno mogą odegrać pozytywną rolę, ale oprócz tego, zamiast szkolenia na temat, jak samorządność powinna zdaniem kogoś działać, może lepiej opowiedzieć czasem, jak gdzieś po prostu jest, co wdrażanie idei samorządności uczniowskiej daje tym, co to już dziś robią z prawdziwym zaangażowaniem i pozytywnymi efektami. Do tego z całego serca warto zachęcać tych wszystkich, którzy chcą i mogą aktywizować się w Koalicji na rzecz samorządności uczniowskiej.
Zainteresowanych pogłębieniem swojej wiedzy o samorządności uczniowskiej na przestrzeni dziejów warto także odesłać do ciekawej analizy w gazeta.edu.pl: Idea a praktyka uczniowskiej samorządności