Wartościowe w rozporządzeniu w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach było postawienie przed nauczycielami zadania współpracy ze sobą i przede wszystkim z rodzicami uczniów - na rzecz każdego ucznia z osobna - i warto byłoby to w nowych rozwiązaniach pozostawić.

REKLAMA
Projekt rozporządzenia w sprawie zasad udzielania i organizacji pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach, który został przekazany 12 grudnia 2012 roku do konsultacji i ma zastąpić dotychczasowe rozwiązania wprowadzone rozporządzeniem z 17 listopada 2010 roku, trafnie wyszczególnia rodzaje pomocy psychologiczno-pedagogicznej, jaka może być udzielana, odpowiednio upraszcza wymogi dotyczące jej udzielania i dokumentowania. Jednak likwiduje także obowiązek organizowania spotkań zespołów nauczycieli i specjalistów na temat potrzeb poszczególnych dzieci, na które zaprasza się rodziców. To ostatnie warto pozostawić. Bez potrzeby mnożenia dokumentacji na ten temat, ale żeby rodzic w polskiej szkole miał szansę czuć się coraz lepiej. Był traktowany jako ważny partner zespołu nauczycielskiego w planowaniu pracy z jego dzieckiem. Niech jego oczekiwania będą cierpliwie wysłuchiwane i coraz lepiej spełniane.

Stan faktyczny i prawny
W szkołach mamy dużo dzieci o różnych specjalnych potrzebach edukacyjnych. Nie chodzi tu tylko o dzieci z niepełnosprawnościami albo z trudnościami typu dysleksja. Są także dzieci zdolne, których jeszcze nie odkryliśmy, nie zmotywowaliśmy, nie pomogliśmy rozwinąć ich talentu. Są dzieci pojawiające się w polskiej szkole po kilku latach nauki zagranicą. Są dzieci z zaburzeniami zachowania. Każdy przypadek ucznia, który ma problem, dysfunkcję, niepełnosprawność, ale również wybitne zdolności - miał być analizowany przez zespół nauczycieli i specjalistów z nim pracujących, przy udziale jego rodziców. Ten zespół miał ustalać plan pracy z dzieckiem, a potem interesować się jego realizacją.
Celem była zmiana sposobu pracy z uczniem. Tradycyjnie nauczyciel jest nastawiony, że ma przed sobą całą klasę i chce tę grupę nauczać tak jednym frontem. Nie ma w tym nic złego, taka jest szkolna rzeczywistość. Ale z tego powodu nauczyciele często patrzą na uczniów jak na element grupy, nie indywidualnie. Kiedy jeszcze usłyszą, że dziecko ma jakieś orzeczenie z poradni psychologiczno-pedagogicznej, traktują to jako usprawiedliwienie i chętnie by to dziecko omijali. Bo realizują program z punktu widzenia całej klasy, nie każdego ucznia z osobna. Zamiarem było odwrócenie tej sytuacji, żeby każde dziecko było widziane indywidualnie, z perspektywy jego potrzeb rozwojowych, a także oczekiwań i potrzeb jego rodziców. I żeby wszyscy nauczyciele traktowali je w podobny sposób.
Cały pakiet rozporządzeń o udzielaniu pomocy psychologiczno-pedagogicznej, wprowadzony w 2010 roku, był poprzedzony szerokimi konsultacjami i pracami ekspertów. Nauczyciele zwracają obecnie uwagę na nadmierną pracochłonność wykonywania zapisów jednego z tych rozporządzeń, teraz zmienianego. Eksperci uważają wprowadzone zmiany za zbyt mały krok w wytyczonym przez nich kierunku. W całej dyskusji o przepisach i procedurach zgubił się gdzieś uczeń i jego rodzice. To oni mieli tu stanąć w centrum uwagi.
Przeprowadzony przez Ministerstwo Edukacji Narodowej pilotaż wdrażania przepisów omawianego rozporządzenia wykazał, że część regulacji określających sposób organizacji pracy zespołów nauczycieli, wychowawców grup wychowawczych oraz specjalistów budzi wątpliwości. Obowiązki dokumentowania spotkań i planów są często interpretowane w sposób nadmiernie skomplikowany i realizowane nawet podwójnie, bez takiej faktycznej potrzeby. Także wymaganie przestrzegania różnych terminów utrudnia szkołom życie, z powodzeniem mogłyby być one ustalane dużo swobodniej, na poziomie szkoły.
Nowe rozporządzenie ma uelastycznić procedury organizacji i udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej uczniom w przedszkolu, szkole lub placówce oraz sposób dokumentowania tych działań, umożliwić sprawniejsze wypełnianie głównych celów tej pomocy. Projekt z zadowoleniem przyjmą środowiska nauczycielskie. To dla nich po prostu mniej pracy. Popatrzmy jednak na tę zmianę oczami rodziców.
Rodzice dzieci "mniej typowych" z punktu widzenia systemu edukacji - mających jakiś problem, robiących coś istotnie szybciej lub wolniej niż inne dzieci, sprawiających w klasie kłopot jakimś sposobem zachowania, czegoś nie rozumiejących, zawsze czuli się winni. Czasem byli wzywani do szkoły w celu przekazania im jednostronnego komunikatu, co powinno się w zachowaniu ich dzieci poprawić. Nie wszystko jednak można poprawić przy pomocy rodzica, który często w domu przeżywa z własnym dzieckiem jeszcze większe problemy i sam nie ma kompetencji, aby samodzielnie wymyślić, jak najlepiej reagować na jakieś problematyczne zachowania tego dziecka. To on od specjalistów ze szkoły ma prawo oczekiwać pomocy i profesjonalnej rady. Natomiast z pewnością najlepiej zna własne dziecko, wie co to dziecko lubi, czym się interesuje, przy jakich zajęciach domowych umie się skupić, co robi z przyjemnością.

Jak może i powinna wyglądać praca zespołów, mających za zadanie pomagać dzieciom?
Pierwsze spotkanie rodziców z całym zespołem nauczycieli i specjalistów prowadzących zajęcia z ich dzieckiem może okazać się dla obu stron owocne lub też trudne, szczególnie wtedy gdy pomiędzy nimi narosły pretensje i żale niezrealizowanych oczekiwań. Jednak rozpoczęcie spotkania od skierowanego do rodziców pytania, jak oceniają to, co wobec ich dziecka robi szkoła, na ile dotychczas szkoła ich zdaniem pomaga dziecku w rozwoju, czego oczekują od szkoły, w czym szkoła ich zdaniem im samym pomaga lub mogłaby pomóc, może dać rodzicom szansę przedstawienia swoich kłopotów i oczekiwań. Zaś nauczycielom da możliwość popatrzenia na dziecko trochę inaczej niż jak na jedno z wielu do okiełznania w klasie.
Być może niektórzy z nauczycieli znają dobrą drogę do danego dziecka, odkryli jego zainteresowania i pasje, czy też wiedzą jak opanować jego trudne zachowania. Mądry wychowawca postara się dać głos właśnie tym, którzy już coś dodatkowo dla tego dziecka robią, więcej o nim wiedzą. Trzeba udzielić uczciwej odpowiedzi, czy i co możemy wspólnie - rodzice, nauczyciele i specjaliści - zrobić, aby jak najlepiej pomagać danemu uczniowi. Jeśli brakuje nam kompetencji, aby akurat temu dziecku i jego rodzicom odpowiednio pomóc, skierujmy ich tam, gdzie mogą odpowiednią specjalistyczną pomoc otrzymać.
Czasem pomocy mogą też potrzebować nauczyciele, którym na przykład brakuje wiedzy o konkretnym rodzaju niepełnosprawności. I rodzice, i mający przygotowanie pedagogiczne nauczyciele na ogół dobrze sobie radzą w przypadkach "typowych", natomiast niepełnosprawność, trudne zachowania czy nietypowe mocno wykraczające poza program zainteresowania ucznia, mogą ich przerastać.
W wielu wypadkach, ani najbardziej zaangażowani rodzice, ani kompetentni nauczyciele, nie są w stanie sprawić, aby dziecko stało się idealne i niekłopotliwe. Zamiast wzajemnego obrzucania się pretensjami i posiadania nierealnych oczekiwań od siebie nawzajem, lepiej usiąść razem i jasno stwierdzić, że bez dodatkowej pomocy specjalistów nie osiągniemy odpowiednich postępów. Musimy ich zaprosić, zapoznać z sytuacją, poprosić o pomoc i potem wspólnie, solidarnie przestrzegać ich rad i zaleceń.
Wychowawca klasy, jako organizator spotkania, zapraszający na spotkanie nauczycieli w tej klasie uczących, dopraszający rodziców dzieci i - jeśli jest taka potrzeba - odpowiednich specjalistów, może na jednej kartce papieru zapisać konkluzje i na kolejnym spotkaniu, za około rok zapytać, na ile nam wszystkim się udało konsekwentnie przestrzegać podjętych ustaleń, co to przynosi i na ile jest potrzeba coś poprawić lub zmienić. Takie konsylium dotyczące każdego mniej "typowego" dziecka, odbywające się choćby raz w roku, to coś, do czego można i warto zobowiązać system edukacji. Każde dziecko, a szczególnie takie, z pomocą któremu, nauczyciele lub rodzice nie umieją sobie dobrze poradzić, zasługuje na te przynajmniej 15 minut uwagi rocznie wyłącznie jemu poświęconej, wspólnie, przez wszystkich za jego rozwój odpowiedzialnych.

Która dokumentacja jest potrzebna?
Prawnicy oraz różni oświatowi doradcy i kontrolerzy uważają, że jeśli mówimy o zespole nauczycieli i specjalistów pracujących z dzieckiem musi nastąpić akt jego formalnego powołania i stąd dyrektorzy szkół pracowicie wypełniają dokumenty powołujące takie zespoły dla poszczególnych dzieci, których w dużych szkołach bywa przecież dużo. Tymczasem, kto pracuje z konkretnym dzieckiem na zajęciach organizowanych w szkole, wynika przecież z innej szkolnej dokumentacji. Każdy wychowawca bez trudu jest w stanie zwołać taki zespół na podstawie posiadanej wiedzy o swoich podopiecznych i o organizacji pracy szkoły, w ramach szkolnych obowiązków zajmowania się problemami każdego wychowanka. Te zespoły powinny funkcjonować w ramach normalnej codziennej współpracy nauczycieli, bez żadnego formalnego powoływania.
Uczeń na odpowiednie dla niego zajęcia powinien być oczywiście kierowany bez zbędnej zwłoki. Jeśli dany uczeń na przykład:
- ma dodatkowe lekcje języka polskiego, gdyż z powodu wcześniejszego pobytu zagranicą źle zna język polski i jest to przyczyną jego trudności szkolnych,
- z powodu dysleksji uczestniczy w terapii pedagogicznej i ma odpowiednio (wszyscy wiedzą w jaki sposób w wypadku danego ucznia!) dostosowane wymagania na lekcjach poszczególnych przedmiotów,
- chodzi na zajęcia wyrównawcze z matematyki, gdyż braki w wiedzy matematycznej utrudniają mu postępy w kilku przedmiotach,
- uczęszcza na zajęcia z biologii organizowane dla uczniów na uniwersytecie, gdyż ma wybitne zainteresowania i predyspozycje w tej dziedzinie, odciągające go zresztą od innych szkolnych obowiązków,
- z powodu niepełnosprawności ma oprócz normalnych zajęć też odpowiednie zajęcia rewalidacyjne a wszyscy nauczyciele w jednakowy sposób (wspólnie ustalili jak!) reagują na jego nietypowe zachowania,
każde z tych wymienionych dodatkowych, ustalonych w szkole zgodnie z potrzebami uczniów oddziaływań ma przecież już swój program i dokumentację i nie ma potrzeby sporządzania tego planu jeszcze raz.
Akty powoływania zespołów i osobne, rozbudowane plany pracy dla każdego mniej typowego ucznia oczywiście nie są potrzebne, natomiast spotkania na temat poszczególnych dzieci z udziałem ich rodziców i krótkie zapisanie ich konkluzji na pewno ma sens. Potwierdzi to każdy rodzic, którego na takim spotkaniu o coś zapytano, poinformowano o czymś, o czym tej pory nie wiedział. Każda minuta uwagi poświęcona wyłącznie jego dziecku jest dla niego bardzo ważna.

Czas pracy nauczyciela, w tym czas dla rodziców
Pensum dydaktyczne to tylko część czasu pracy nauczyciela. Przepisy zobowiązują go do pracowania w roku szkolnym przez 40 godzin w tygodniu. Od dyrektora szkoły zależy, jakie zajęcia i obowiązki, inne niż powierzone w planie pracy szkoły zajęcia dydaktyczne, nauczyciel ma za zadanie jeszcze wypełniać.
Większość rodziców spędza w pracy przynajmniej 8 godzin dziennie. Oczekuje od szkoły interesujących i zgodnych z potrzebami dziecka zajęć w tym czasie. Zaś po pracy chce możliwości spotkania z każdym nauczycielem swojego dziecka, dowiedzenia się, jakie ono robi postępy i czego potrzebuje. Rozsądne i pożądane jest organizowanie dla uczniów - po zajęciach obowiązkowych - różnych grup zainteresowań, ciekawych sposobów spędzania czasu, między innymi w ramach opieki świetlicowej, ale także innych zajęć zgodnych z ich potrzebami i zaleceniami specjalistów. Poza tym ważne jest, aby każdy nauczyciel - na przykład przez ustaloną godzinę w tygodniu - pozostawał do dyspozycji rodziców i innych osób (specjalistów, pozostałych nauczycieli), którzy chcą na spokojnie z nim coś omówić, ustalić, dowiedzieć się. Rozsądny dyrektor często takie godziny w pracy szkoły ustanawia.
Ile czasu mogą zająć nauczycielom opisane wyżej spotkania zespołów? Jak może być to w szkole zorganizowane? Przykładowo, najprościej: jedna klasa, jeden zespół nauczycieli, jedno popołudnie - np. 10 uczniów "kłopotliwych" x 15 minut na ucznia czyli razem około 2,5 godziny. Kolejne klasy, kolejne popołudnia, zgodnie z harmonogramem ustalonym przez dyrektora. Polonista, matematyk, anglista, najczęściej ma 4-6 klas. Kilka dni w ciągu roku poświęconych po południu rodzicom uczniów to wcale nie tak dużo. Ten od przedmiotu mającego w planie godzinę lub dwie w tygodniu będzie zaproszony na więcej spotkań, ale też jemu one szczególnie mogą się przydać, bo rzadko kiedy jest w stanie na podstawie samej obserwacji na lekcji dużo o swoich uczniach powiedzieć. Nawet jeśli powinien spędzić na spotkaniach zespołów relatywnie sporo czasu, będzie to czas mu w pracy przydatny.
Warto tu podkreślić, że oddziałów klasowych w szkołach jest najczęściej najwyżej kilkanaście, że szkół o dużej liczbie uczniów i nauczycieli jest naprawdę mało, że średnia wielkość szkoły na przestrzeni ostatnich lat istotnie maleje. Dla przykładu w roku szkolnym 2009/2010 średnia liczba uczniów szkoły podstawowej wynosiła 168, a liczba uczniów w oddziale klasowym szkoły podstawowej - 18,6 (na podstawie Raportu o stanie edukacji 2010).
Można zaproponować odbywanie tych spotkań w nieco okrojonym składzie: wychowawca, rodzic, specjaliści i najbardziej zainteresowani nauczyciele, mający najwięcej godzin lub problemów z dzieckiem, wiedzy o tym dziecku, zaś pozostali zobowiązani do zapoznania się z konkluzjami i ich przestrzegania. Jednak termin na pewno powinien być ustalony w sposób dający każdemu nauczycielowi uczącemu danego ucznia możliwość wzięcia udziału.
Wydaje się, że potrzeba zapoznania się z ustaleniami zespołu na piśmie może dotyczyć tylko rodziców, którzy nie przyszli na spotkanie, pomimo przekazania im zaproszenia. Obowiązek przekazania rodzicom na piśmie ustaleń zespołu wynikał z przeświadczenia, że niestety są też rodzice, którzy nie przychodzą do szkoły, nie interesują się swoimi dziećmi.
Warto jednak dać szansę każdemu rodzicowi spotkania się z zespołem nauczycieli i specjalistów pracujących z jego dzieckiem. Przecież od tego jest szkoła, żeby się pochylić nad każdym dzieckiem i zastanowić, jakie ono ma zdolności, możliwości i potrzeby. Niestety, niektórzy nauczyciele i dyrektorzy szkół skupiają się głównie na tym, jakie papiery trzeba wypełnić, żeby się wykazać przed ewentualną kontrolą. Tymczasem ważne jest jak najtrafniejsze zauważenie potrzeb każdego dziecka, przez wszystkich jego nauczycieli. Zaplanowane z nim pracy tak, aby na każdej lekcji naprawdę miało szansę się rozwijać. Jeśli myślimy, że bez słuchania w szkołach rodziców da się dobrze wiedzieć, co jest potrzebne ich dzieciom, jesteśmy w błędzie. Polskiej szkole potrzebne jest przede wszystkim budowanie klimatu zaufania i współpracy z rodzinami uczniów. Inaczej strach wielu rodziców przed szkołą będzie przekazywany kolejnym pokoleniom. Zamiast wiedzieć więcej, pomagać lepiej, o trudnościach i potrzebach uczniów będziemy w szkołach wiedzieć coraz mniej.