Informacja, że nauczyciele będą musieli pracować w niektóre dotychczas zwyczajowo wolne dla nich dni wzbudziła skądinnąd zrozumiały sprzeciw. Tylko dlaczego argumentem bywa publiczne oświadczenie, że pracują tak, że bez przymusu na pewno żaden uczeń do nich nie przyjdzie?

REKLAMA
Wyobrażenie starszego pokolenia o szkole jako o miejscu nudnego lub odstręczającego przymusu, którego trzeba się bać i do którego najlepiej posłać dzieci jak najpóźniej, przed którym trzeba dzieci ratować, bo na pewno spotka je tam coś strasznego, jest też niestety podzielane przez niektórych nauczycieli.
Z drugiej strony trudno chyba spotkać osobę, która na swojej drodze, bez względu na to w jakich czasach się uczyła, nie spotkała jakiegoś fascynującego pedagoga, zadającego kłam wszelkim stereotypom, zarażającego swoimi pasjami, poświęcającego uczniom cały swój czas, sprawiającego że z nim po obowiązkowych lekcjach warto było przebywać. Dla jednego z nas to będzie ten, który zaraził nas swoją pasją do teatru czy muzyki, kto inny zawdzięcza mu zamiłowanie do amatorskiego uprawiania określonej dyscypliny sportu, które pozostało po skończeniu szkoły. Są też tacy, którzy prowadzili pod okiem swojego nauczyciela-pasjonata pierwsze w życiu obserwacje ptaków, z jego inspiracji doprowadzili do chemicznych eksplozji we własnej piwnicy, całymi grupami w domach dyskutowali o super trudnych i super ciekawych matematycznych czy informatycznych zadaniach. Nauka może być fascynująca i ciekawa. Prowadząc dziecko do szkoły prowadzimy go też na spotkanie ze światem wiedzy, prowadzimy do przygody z nauką.
Zależnie od szkoły, proporcje pomiędzy napotykanymi pasjonatami a tymi, którzy nudzą lub terroryzują, bywają różne. Gdy uczniów jest coraz mniej i szkoły muszą wręcz o nich konkurować, aby ich nauczyciele w ogóle mieli pracę - trzeba sprawić, aby pozostawali w tej pracy właśnie pasjonaci. Może ci pozostali, gdyby zmienili pracę, byliby po prostu szczęśliwsi. Warto wierzyć, że jest wystarczająco wielu tych, co lubią dzieci i młodzież, których ta praca po prostu cieszy.
Parę rozwiązań obecnych w nowej podstawie programowej i nowych ramowych planach nauczania jest właśnie stworzonych z myślą o tym, aby łatwiej było swoimi pasjami zarażać, aby więcej czasu spędzać z uczniami na zajęciach, które oni sami wybrali, pogłębiać te wątki, które naprawdę interesują, i nauczyciela, i uczniów. Uczenie się nowych przedmiotów licealnych mających charakter uzupełniający wykształcenie ogólne (historii i społeczeństwa oraz przyrody) - polega na wspólnym pogłębianiu kilku wybranych wątków, zgodnych z zainteresowaniami uczniów i nauczyciela. Nie trzeba uczyć się wszystkiego, ale warto się czymś z rzeczywistości społecznej lub przyrodniczej naprawdę zainteresować.
Na każdym etapie uczeń może wybierać rodzaje aktywności sportowej, na niektórych etapach także artystycznej, technicznej, na ostatnim etapie również przedmioty, których chce się uczyć istotnie więcej. Pogłębiamy co wybrane, po to, żeby polubić, żeby zamiłowanie nam pozostało. Te rozwiązania budzą sprzeciw i niektórych organizatorów edukacji (bo to skomplikowane organizacyjnie i kontrolnie), i części nauczycieli (trzeba samemu proponować coś ciekawego, zamiast pozostawać w utartych schematach), i wielu polityków (wydaje się im, że jak zapiszemy w prawie, że wszyscy się wiele i tego samego nauczą, to na pewno tak będzie).
Przyjrzyjmy się najpierw uczniowi, posłuchajmy jego samego i jego rodzica, zaplanujmy pracę w sposób dla potrzeb danego ucznia najbardziej odpowiedni. Pamiętajmy też o tym, że w dzisiejszych czasach rodzice są najczęściej mocno zapracowani i będą bardzo wdzięczni szkole, gdy ta zadba o ciekawe zajęcia dodatkowe, o opiekę nad uczniami, także w czasie wolnym od obowiązkowych godzin dydaktycznych. Dobra opieka, odkrywanie i rozwój zdolności oraz zainteresowań to coraz ważniejsze zadania szkoły. Tę obowiązkową i podstawową wiedzę uczeń często jest w stanie bardzo szybko znaleźć sam, bez słuchania godzinami swoich nauczycieli.