Ubranie od krawca czy buty robione na miarę są swojego rodzaju produktem ekskluzywnym. Jednak również w supermarketach wybieramy sobie ubranie i buty stosownie do własnych wymiarów i potrzeb. Dlaczego z takim trudem w systemie edukacji przebija się konieczność dostosowywania programu edukacji do możliwości konkretnego ucznia?

REKLAMA
Walka o sztywnie określony metrykalny moment zaczynania edukacji jest problemem politycznym. Merytorycznie dużo ważniejsze jest przykładanie należytej wagi do starannej diagnozy przedszkolnej i odpowiedniego dostosowania programu edukacyjnego do potrzeb każdego dziecka.
Przede wszystkim trzeba wyjąć z cienia i zwrócić społeczną uwagę na obowiązującą obecnie, wprowadzoną w 2009 roku - i jeszcze bardziej ważną już po obniżeniu wieku szkolnego - powszechnie obowiązującą diagnozę towarzyszącą przejściu z przedszkola do szkoły.
Każde dziecko jest inne, rozwija się we własnym tempie. Bardzo różny jest kapitał kulturowy wyniesiony z domu, z którym dzieci trafiają do placówek systemu edukacji. Obecnie coraz więcej dzieci rodzi się też z pewnymi problemami rozwojowymi. Dotyczy to choćby zdecydowanej większości wcześniaków i także wszystkich dzieci, którym zdobycze współczesnej medycyny umożliwiają przeżycie i stopniowe usprawnianie, pomimo stwierdzonej niepełnosprawności. Tym bardziej konieczne jest wnikliwe obserwowanie postępów rozwojowych każdego dziecka. To do konkretnego dziecka, jego potrzeb, trzeba dostosować moment rozpoczynania szkolnej edukacji, a także potem edukacyjny program.
Każde dziecko objęte obowiązkowym przygotowaniem przedszkolnym - obecnie koniecznie od wieku 5 lat - jest zgodnie z nową podstawą programową wnikliwie obserwowane przez swoich nauczycieli, a jego rodzic dostaje możliwie najbardziej precyzyjną informację o poziomie przygotowania swojego dziecka do szkoły. Informacja ta może rodzica ucieszyć i uspokoić przed wysłaniem dziecka do szkoły - gdy dowie się, że jego dziecko wiele wymaganych przedszkolną podstawą programową umiejętności opanowało lepiej od większości rówieśników. Może też skłonić do skorzystania ze specjalistycznej pomocy psychologiczno-pedagogicznej w odpowiedniej poradni - gdy na przykład nauczycielkę jego dziecka coś konkretnego zaniepokoi, czy zostaną zauważone u dziecka jakieś dysfunkcje.
Czym wcześniej dziecko trafi do specjalistów, czym szybciej zostanie objęte specjalistyczną pomocą, tym oczywiście dla niego i jego szkolnego przygotowania lepiej. Wtedy też, w oparciu o opinię specjalistów, rodzic może, i będzie mógł również po ustawowym obniżeniu wieku szkolnego, podjąć decyzję o kolejnym roku przedszkolnego przygotowania dla dziecka, zamiast posłania go do szkoły. Jeśli tylko opinia specjalistów podpowie, że będzie tak lepiej dla rozwoju tego, konkretnego dziecka. Ta zmiana przepisów była bardzo istotna i potrzebna, bez względu na to, w jakim wieku w końcu dziecko ma iść do szkoły. Wśród dzieci w każdym wieku są dzieci rozwijające się i wolniej, i szybciej od rówieśników. Dlatego konieczna jest procedura indywidualnego decydowania zarówno o przyspieszaniu, jak i o opóźnianiu momentu rozpoczynania szkolnej edukacji.
Powinno się też wiedzieć, że czasem decyzja o opóźnieniu momentu rozpoczęcia szkolnej edukacji może zaszkodzić konkretnemu dziecku. Zwiększamy prawdopodobieństwo, że dziecko nie będzie otrzymywać odpowiednich dla jego poziomu impulsów rozwojowych, że będzie się podczas "repetowania" przygotowania przedszkolnego i potem w szkole, nudziło. Gdy stanie na dalszych etapach edukacji przed większymi wyzwaniami intelektualnymi, będzie mu trudniej się z nimi zmierzyć - jako słabo zachęcanemu na początkowym etapie do pokonywania pewnych naturalnych trudności.
W dyskusji o sześciolatku jak w soczewce skupia się stereotypowość postrzegania systemu powszechnej edukacji przez większość społeczeństwa. Dominuje przekonanie, że wraz z wiekiem metrykalnym 7 lat w magiczny sposób przekraczamy jakiś próg czyniący zdolnym do zdyscyplinowanego nudzenia się (bycia "grzecznym", posłusznym, podporządkowanym) przez 45 minut. To smutne, ale tak właśnie postrzegana jest często powszechna edukacja. Widocznie swoje doświadczenia szkolne bardzo wielu obywateli wspomina raczej nieprzyjemnie, jako coś podobnego do konieczności wyrwania bolącego zęba. Edukacja szkolna może i powinna wyglądać trochę inaczej niż 20, 30, 50 lat wcześniej (od swojego wieku można odjąć tu 7 lat i odpowiednio uzupełnić...). Warto też pamiętać o tym, że niestety dla bardzo wielu dzieci przedszkole i szkoła są miejscami, gdzie są lepiej traktowane i otrzymują dużo więcej szans rozwojowych niż w domu, w tym także często jedyny w ciągu dnia ciepły posiłek. Czym szybciej tam trafią, tym po prostu dla ich rozwoju lepiej.
Każdy etap edukacyjny powinna jednak poprzedzać wnikliwa diagnoza i analiza dotychczasowej drogi edukacyjnej oraz poziomu wiedzy i umiejętności konkretnych uczniów, potem dobór zajęć i programów do możliwości, rozwojowych potrzeb, zainteresowań, uzdolnień tych uczniów. Bez tego na pewno w każdej szkolnej grupie będziemy mieli i tych, którzy trafili do niej za wcześnie, i tych, którzy nudzą się i tracą czas.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?