Serial sprzecznych informacji dotyczących edukacji przedszkolnej, z którym mieliśmy przez ostatnie miesiące do czynienia dobitnie potwierdza, że każda istotna zmiana dotycząca oświaty niestety jest bardzo trudna do wprowadzenia.

REKLAMA
Najpierw nastąpiła zapowiedź pozytywnej zmiany zwiększającej dostęp do przedszkoli, potem ujawnił się szereg wątpliwości, uwag, protestów co do projektowanych rozwiązań szczegółowych. Następnie informacja o wycofaniu się z powodu braku środków w tym roku, kolejny zwrot polegający na znalezieniu na zmianę dodatkowych środków. Aż w końcu Rada Ministrów przyjęła projekt zmiany ustawy o systemie oświaty, którym teraz zajmiemy się w Sejmie.
Po pierwsze, w systemie oświaty każda projektowana zmiana uruchamia istniejące napięcia związkowo-samorządowe. Oświata to większość budżetu prawie każdej gminy. Nauczyciele to około 500 tysięcy wyborców, także wyborców lokalnych. Przy każdej zmianie oświatowej następuje zaostrzenie sporu związkowców i samorządowców, gdyż interesy tych dwóch stron są sprzeczne, a w oświacie bardzo silne. Ich opinie, oświadczenia, formalne i nieformalne naciski, animowane przez nich działania, medialne i polityczne, robią publicznie duże wrażenie. Zamiast zawrzeć porozumienie związkowo-samorządowe na szczeblu lokalnym, w interesie rodziców i dzieci, najczęściej łatwiej, zarówno ze strony związkowej, jak i samorządowej, artykułować swoje żale w stronę rządu i wszelkimi mankamentami lokalnych decyzji obarczyć decyzje rządowe.
Po drugie, jesteśmy dużym krajem, w którym bardzo różnie "na samym dole" wygląda sieć szkolna i przedszkolna, i jakiekolwiek proponowane rozwiązania, analizowane na przykładzie wielu gmin jako korzystne, po publicznym pokazaniu konkretnego projektu, uruchamiają symulację i publiczne prezentacje przykładów kolejnych gmin, gdzie bez wielkich dodatkowych nakładów nic się nie da wdrożyć, a rozwiązanie jawi się jako nieprzystające do rzeczywistości i zupełnie niekorzystne. Trudna jedna czy druga lokalna sytuacja, czasem wynikająca z wieloletniej polityki niezbyt rozsądnego i efektywnego zarządzania oświatą na terenie konkretnej gminy, pokazana publicznie, wywraca całą logikę i argumentację projektu.
Tymczasem rządowy projekt ustawy zawiera szereg rozwiązań mogących pomóc na lokalnym szczeblu uporządkować sieć szkół i przedszkoli. Rozpalająca emocje złotówka za godzinę to tylko jeden z jej elementów.
Oddziały przedszkolne funkcjonujące przy szkołach mają się z mocy prawa stać przedszkolami, czyli w szczególności muszą poprawić warunki swojego działania oraz oferować opiekę również w czasie ferii i wakacji. Punkty i zespoły przedszkolne także będzie można łatwo przekształcić w pełnoprawne przedszkola, tak więc będą mogły mieć lepsze finansowanie i proponować dłuższy czas pracy.
Bardzo ważna jest zapowiedź kolejnego uelastycznienia wymogów dotyczących warunków, w jakich można prowadzić przedszkole. Szczegóły - z pewnością uruchamiajace znowu lawinę sprzecznych nacisków - zobaczymy dopiero w rozporządzeniu wydanym po uchwaleniu ustawy, na jej podstawie. Wszystko to razem, to dobry krok do tego, aby zamiast rozmaitości form edukacji przedszkolnej docelowo funkcjonował jej jeden, w miarę elastyczny standard.
Konieczność zapewnienia dostępu do przedszkola każdemu dziecku i to - analogicznie jak w wypadku szkół podstawowych - w odległości do 3 km od miejsca zamieszkania (lub zapewnienia dowozu) dostarczy z pewnością wielu problemów władzom gminnym, ale jej wprowadzenie rozłożone jest na lata.
Pomoże kształtować sieć szkół i przedszkoli oraz efektywniej nimi zarządzać możliwość zgrupowania w zespół szkoły podstawowej z kilkoma przedszkolami znajdującymi się w jej obwodzie. Wspólne zarządzanie to nie tylko zaoszczędzenie na kosztach administracji, ale przede wszystkim możliwość zapewnienia w efektywniejszy sposób pomocy psychologiczno-pedagogicznej dzieciom. Małe przedszkola często miały problem z zorganizowaniem dla dzieci odpowiedniej do ich potrzeb pomocy specjalistów. Tymczasem szkolny pedagog czy logopeda może świadczyć pomoc także przedszkolakom, a gdy one trafią potem do szkoły, już będzie w stanie lepiej, znając dobrze dziecko, kontynuować udzielaną pomoc. Pomagają optymalizacji takiej pomocy również pewne obecne w projekcie ustawy zapisy dotyczące wczesnego wspomagania.
Pewne wątpliwości wzbudzają obecne w projekcie rozwiązania dotyczące przedszkoli niepublicznych. Środowiska prowadzących te przedszkola protestowały przeciw tym propozycjom, oceniając je jako zdecydowanie niekorzystne i zagrażające stabilności ich działania. Jest wiele gmin, gdzie oferta niepubliczna stanowi większość i tam właśnie wielkim problemem dla samorządu może być stworzenie realnej alternatywy zapewnienia dostępu do przedszkoli za tę obiecaną złotówkę dla każdego dziecka. W różnych bardzo warunkach funkcjonują podmioty niepubliczne i może się okazać, że w niektórych wypadkach to, co proponuje im w tym zakresie ustawa, będzie bardzo trudne do przyjęcia.
Chyba prościej byłoby - zamiast tych dość skomplikowanych propozycji - zaproponować samorządom i podmiotom prowadzącym niepubliczne przedszkola i inne formy przedszkolne, możliwość prostego przekształcania ich w przedszkola publiczne, jeśli jest taka lokalna potrzeba uzupełnienia sieci oferty publicznej. Mamy na podstawie obecnego prawa oświatowego możliwość funkcjonowania szkół i przedszkoli publicznych prowadzonych przez osoby prawne i fizyczne. Mogłoby - zależnie od potrzeb - być ich po prostu więcej.
Na postawie projektu ustawy mają funkcjonować:
- przedszkola publiczne prowadzone przez samorządy,
- przedszkola publiczne prowadzone przez inne podmioty,
- przedszkola niepubliczne oferujące edukację i opiekę na zasadach publicznych,
- przedszkola niepubliczne oferujące edukację i opiekę na innych zasadach.
Trudno zrozumieć, dlaczego trzeba wprowadzać ten nowy typ oferty przedszkolnej i czym właściwie to niepubliczne za złotówkę ma się różnić od publicznego nie-samorządowego. Chyba mogłoby być jaśniej i prościej. W Sejmie z pewnością będziemy o tym rozmawiać.
Warto też zwrócić uwagę na realne osiągnięcia ostatnich lat w upowszechnianiu edukacji przedszkolnej (dane z uzasadnienia do projektu ustawy):
3-latki edukowane przedszkolnie: rok 2006 - 33,1%, rok 2012 - 52,3%.
4-latki edukowane przedszkolnie: rok 2006 - 44,4%, rok 2012 - 66,4%.
5-latki edukowane przedszkolnie: rok 2006 - 55,9%, rok 2012 - 92,1%.
Mimo wszystko, jednak już od września może być dla rodziców taniej, choć trzeba pamiętać, że ostateczny cel - dostęp dla każdego dziecka w wieku przedszkolnym do przedszkola - ma być zgodnie z zapisami projektu ustawy w pełni osiągnięty dopiero w 2016/17 roku. Pokazanie jednak realnego planu jego osiągnięcia może cieszyć.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?