Propozycja pracy w sektorze pomocy społecznej spotyka się z oburzeniem ze strony niektórych pracujacych przez wiele lat w swoim zawodzie nauczycieli. Czy nauczyciele ci obecnie są w stanie przygotowywać swoich uczniów do wyzwań współczesności?

REKLAMA
Jakie możliwości pojawiają się aktualnie przed absolwentem polskiej szkoły? Wszelkie badania potwierdzają, że warto się kształcić, że czym mamy wyższy poziom wykształcenia, tym większe szanse na znalezienie pracy. Bardzo często nie jest to jednak praca zgodna z wykształceniem, w wyuczonym zawodzie, odpowiadająca aspiracjom. Czym wiecej umiemy, tym jednak łatwiej nam uczyć się nowych umiejętności, zdobywać nowe kwalifikacje, dostosowywać się do potrzeb rynku pracy. Czy tę prawdę nauczyciel jest w stanie przekazać swoim uczniom, jeśli od dwudziestu kilku lat sam nie zmienił swojego miejsca pracy i jego wiedza o poruszaniu sie na rynku pracy jest tylko teoretyczna, jeśli jako obrazę przyjmuje sformułowane z troską o niego propozycje?
Dlaczego propozycje ministra pracy traktować jako obraźliwe, kiedy ten zabiera głos, dostrzegając rosnące statystyki bezrobocia wśród posiadających kwalifikacje nauczycielskie, a jednocześnie znając potrzeby kadrowe sektora pomocy społecznej i chcąc tam widzieć osoby, które sobie z zadaniami tam obecnymi dobrze poradzą.
W wielu miejscach przez kolejne lata będzie potrzebnych coraz mniej nauczycieli. Liczba nauczycieli i tak spada nieproporcjonalnie - dużo wolniej niż liczba uczniów, jednak nie jest możliwe zachowanie wszystkich nauczycielskich miejsc pracy tam, gdzie już tych uczniów po prostu nie ma.
Może warto jednak zastanowić się nad tym, jak dotychczasowe doświadczenia, kompetencje tych, co muszą lub będą musieli z zawodu nauczyciela odejść, mogłyby się przydać. Niektóre specjalności nauczycielskie dają inne możliwości. Pewnie matematyk czy informatyk może odnaleźć się w bankowości, muzyk lub plastyk w działalności artystycznej, polonista jako redaktor tekstów, nauczyciel w-f jako trener czy rehabilitant. Jednak wcale nie jest powiedziane, że łatwo obecnie będzie im taką pracę znaleźć.
Mający kwalifikacje do wczesnej edukacji, których jest bardzo wielu, i także bardzo wielu nie ma obecnie pracy, niekoniecznie muszą szukać pracy w edukacji początkowej czy przedszkolnej, również ich wiedza mogłaby być pomocna w zajmowaniu się dziećmi młodszymi. Akurat mamy bardzo słaby system opieki nad dziećmi do lat trzech i są tu ogromne rezerwy, jeśli chodzi o popyt na takie usługi opiekuńcze i o nowe miejsca pracy - wymagające pedagogicznych kompetencji i łączące się z dużą odpowiedzialnością.
Na ogół wszyscy nauczyciele bywali w szkołach wychowawcami. Jeśli wywiązywali się z tej roli dobrze, umieją też współpracować z rodzinami uczniów, pomagać tym rodzinom rozwiązywać różne problemy, także wiedzą, jak chronić dzieci przed złym traktowaniem w rodzinie. Dlatego stwierdzenie, że ich doświadczenie pomogłoby im być dobrymi asystentami rodzin (takich miejsc pracy będzie w najbliższym czasie przybywać z uwagi na zmiany w systemie pomocy społecznej), że i w innych zadaniach z zakresu pomocy społecznej związanych z pomocą dziecku i rodzinie, mogliby się dobrze sprawdzić, jest chyba dobrą i trafną propozycją.
Pomocy dziecku i rodzinie można udzielać z pasją i zaangażowaniem, tak samo jak być dobrym wychowawcą. Mimo wszystko powinno to być jakoś bliskie dotychczasowym doświadczeniom wielu dobrych nauczycieli. Pomoc społeczna to bardzo odpowiedzialne zadanie publiczne. Jak ochrona zdrowia, jak edukacja. Do tego pojawia się w tym obszarze trochę nowych miejsc pracy. Jeśli akurat jest się nauczycielem, który traci pracę, można oczywiście obrazić się na rzeczywistość i nie podejmować pracy żadnej innej niż nauczycielska lub interesować się zupełnie innymi możliwościami, ale może jednak i tę pomoc społeczną warto wziąć pod uwagę? Tym samym swoim uczniom dać przykład zaradności i mobilności, której mamy ich uczyć.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?