Dotychczasowe polskie reformy programowe i inne zmiany wprowadzane w systemie edukacji, które odbywały się w ostatnim dwudziestoleciu, skupiały się na działaniach, które są możliwe i powinny zachodzić wewnątrz szkoły. Natomiast sporo do zrobienia jest także na zewnątrz i wokół szkoły. Kto może i kto powinien pomagać szkole, aby zmieniała się naprawdę, w pożądanym, opisywanym w prawie oświatowym, kierunku?
REKLAMA
Z mocy prawa za pomoc uczniom, ich rodzicom i nauczycielom, odpowiadają ci, którzy pracują w poradniach psychologiczno-pedagogicznych, ośrodkach doskonalenia i doradztwa, bibliotekach pedagogicznych. Placówki te niestety nie są rozmieszczone i finansowane proporcjonalnie do potrzeb - do liczby uczniów, nauczycieli, odległości od szkół i przedszkoli.
Edukację obowiązkową należy zorganizować dla każdego dziecka i na ten cel odpowiednie samorządy otrzymują subwencję proporcjonalną do liczby uczniów posiadanych w szkołach konkretnych szczebli. Zadanie prowadzenia placówki doskonalenia nauczycieli czy poradni psychologiczno-pedagogicznej co prawda przypisano konkretnym samorządom i daje im jakąś część subwencji, jednak brak jest bezpośredniego powiązania finansowania konkretnych placówek na przykład z liczbą obejmowanych opieką szkół i uczniów.
Stan ten sprawia, że w każdym województwie jest jakaś, przynajmniej jedna publiczna placówka doskonalenia, zaś w zdecydowanej większości powiatów jest jakaś poradnia, jednak jakość ich oferty i dostęp do niej w poszczególnych szkołach są bardzo różne. Placówki te nie są specjalnie zainteresowane wzrostem zadań czy podopiecznych, ich pracownicy oprócz bezpłatnej działalności statutowej, często skupiają się na odpłatnych szkoleniach, projektach, dodatkowych miejscach lub sposobach zarobkowania.
Niekoniecznie ten stan braku należytego dostępu do doskonalenia i poradni musi źle świadczyć o kompetencjach tam pracujących. Czasem ich kwalifikacje i kompetencje są całkiem wysokie. Są też placówki pracujące naprawdę wzorowo. Jednak trudno powiedzieć, że systemowo jest to pomyślane i zorganizowane dobrze. Raczej zależy od jakiejś szczególnej lokalnej determinacji czy splotu okoliczności.
Mapa placówek doskonalenia nauczycieli oraz bibliotek pedagogicznych cały czas, w większości regionów, przypomina mapę "starych" województw. Miasta powiatowe i całe powiaty, które leżą od siedzib "starych" województw daleko, mają także trudno z dostępem do pomocy, którą można tam uzyskać.
Czy szkoły mają wystarczający dostęp do diagnozy i pomocy świadczonej przez poradnie psychologiczno-pedagogiczne, obrazują wskaźniki, takie jak odsetek uczniów mających zdiagnozowaną dysleksję lub uczniów najzdolniejszych, będących laureatami różnego rodzaju współzawodnictwa, olimpiad i konkursów.
Badania mówią, że w każdej populacji odsetek dyslektyków powinien być zbliżony, wynosi on około 10-12%. To samo dotyczy odsetka tych o największym potencjale, oni także występują wszędzie. Tymczasem są całe powiaty, gdzie zarówno nie diagnozuje się żadnych czy prawie żadnych uczniów z dysleksją, jak i nie ma także żadnych laureatów konkursów przedmiotowych.
Wskaźniki te świadczą o tym, że pewnie nie ma tam ani wystarczającej świadomości wśród nauczycieli i rodziców co do zjawiska dysleksji, ani wystarczającego dostępu do diagnozy i terapii pedagogicznej. Także pokazują brak świadomości i umiejętności co do potrzeby dodatkowej pracy z uczniem zdolnym. Pomimo, że można i należy diagnozować przyczyny i rodzaje trudności oraz zdolności uczniów, pomagać tym uczniom w rozwoju, są szkoły i całe rejony, gdzie nie odbywa się to tak, jak powinno. Widocznie nie szkoli się w tym zakresie nauczycieli i nie diagnozuje uczniów, nie pomaga także rodzicom rozumieć i wspierać w rozwoju swoje dzieci.
Zaplanowano sfinansowanie z funduszy unijnych zorganizowania - na bazie i w oparciu o to, co mamy w systemie - bardziej szczelnie oraz proporcjonalnie funkcjonującej sieci placówek, mających za zadanie wspierać uczniów, rodziców i nauczycieli z każdej szkoły, ośrodka edukacyjnego i przedszkola. Idea ta - pod nazwą centrów rozwoju edukacji - znalazła także swoje odzwierciedlenie w projekcie zmiany ustawy o systemie oświaty.
Gdybyśmy mieli należycie zorganizowaną sieć takich placówek, odpowiedzialnych za pomaganie każdej szkole dobrze poznać i zrozumieć zmieniające się wobec niej wymagania oraz potrzeby rozwojowe jej uczniów, dużo mniej byłoby niepokojów związanych z wszelkimi wdrażanymi zmianami. Mniejsze też byłoby pole do popisu dla różnego rodzaju firm szkoleniowych, które wchodzą tu w istniejącą lukę i niestety nawet sensownie pomyślane zmiany przepisów obrastają w szereg zupełnie bezsensownych procedur i formularzy, wymyślanych naprędce przez chcących zarobić na naiwności niedoinformowanego systemowo nauczyciela czy dyrektora.
Zależy nam jako społeczeństwu bardzo na dobrej jakości edukacji naszych dzieci. Jednak dopóki w Polsce nie powstanie dobrze zorganizowana i odpowiednio, proporcjonalnie finansowana, jako ważne zadanie publiczne, sieć placówek obowiązkowo wspierających w rozwoju każdą szkołę, jej ucznia, jego rodzica i nauczyciela, pomagających w podnoszeniu jakości pracy, doradzających, prowadzących przez zmiany, dopóty każda - nawet najlepsza i najbardziej potrzebna - zmiana w prawie oświatowym będzie łatwym łupem i dobrą okazją dla tych, którzy chcą wzniecić społeczny niepokój.
