Polski system edukacji jest otwarty na dzieci i młodzież z zagranicy. Taki jest stan prawny. Dlaczego praktyka nasuwa tak wiele wątpliwości?

REKLAMA
Kilka dni temu w Dzienniku Bałtyckim opisano: Rodzina Schandorff, która ukrywa się przed niemieckim Jugendamtem (urzędem ds. dzieci i młodzieży) w okolicach Bytowa spotkała się z burmistrzem. - Sytuacja jest wyjątkowo skomplikowana - mówi Ryszard Sylka, burmistrz Bytowa. - Nie jestem w stanie złożyć dziś konkretnych deklaracji. Musimy tę sprawę dokładnie przeanalizować z naszymi prawnikami. Od trzech tygodni 13-letnia Antonia Schandorff nie chodzi do szkoły...
Takich sytuacji zdarza się więcej. Najwięcej w Warszawie, gdzie samorząd stosuje wówczas odpowiednie procedury. Niektóre wielkie miasta też sobie w takich sytuacjach dobrze radzą. Jednak w wielu mniejszych samorządach, gdy trafia się pierwszy przypadek tego rodzaju, piętrzą sie trudności i niepokoje.
Jak powinno być zgodnie z prawem?
Każde dziecko w wieku od 5 do 18 lat przebywające w Polsce musi się uczyć. Za zapewnienie dostepu do edukacji oraz egzekwowanie tego obowiązku odpowiadają samorządy terytorialne, na terenie których dzieci mieszkają. W ustawie bardzo świadomie jest napisane dzieci "zamieszkałe" a nie "zameldowane". Są dzieci z różnych przyczyn przebywające na danym terenie bez żadnych formalności. To nie tylko dzieci w takiej sytuacji, jak opisana w cytowanym artykule, czy dzieci uchodźców politycznych, ale na przykład też dzieci skonfliktowanych i ukrywających sie przed sobą rodziców.
Skomplikowane sytuacje życiowe, w jakich znajdują się rodzice dzieci, nie mogą być powodem braku dostępu dzieci do edukacji. Dlatego dyrektor szkoły podstawowej czy gimnazjalnej, w obwodzie której aktualnie dziecko mieszka, ma obowiązek to dziecko przyjąć.
Jeśli rodzice nie mają żadnych dokumentów informujących o dotychczasowej drodze edukacyjnej (ostatniego świadectwa szkolnego ze szkoły, do której dziecko chodziło zagranicą), przyjmuje się dziecko do klasy odpowiedniej do wieku dziecka i deklarowanej liczby lat nauki.
Potrzebne jest stwierdzenie, czy dziecko nie potrzebuje dodatkowych lekcji języka polskiego. Jeśli wystepują różnice programowe mocno utrudniające kontynuowanie nauki, dziecku należą się dodatkowe godziny pomocy w nauce i nawet zwiększone finansowanie z subwencji edukacyjnej. Jeśli dzieci o zbliżonych potrzebach na terenie danego samorządu jest więcej, można na te dodatkowe godziny uczniów odpowiednio pogrupować (na przykład na dodatkowy polski nauczany jak język obcy).
Bez względu na status prawny czy nawet kłopoty z prawem rodziców, każdemu dziecku należy się przyjęcie do szkoły i odpowiednia zindywidualizowana pomoc w nauce, jeśli dziecko takiej potrzebuje.
Czyli odpowiedź może być tylko jedna: objąć edukacją, zapewnić pomoc! Żadnych wątpliwości.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?