Nauczyciele w szkole zespołowo mają decydować, czego potrzebują. Zamiast kupowania podręczników przez rodziców, będzie pewna pula środków do dyspozycji szkoły, która spowoduje głębszy namysł, jakie materiały edukacyjne są najlepsze dla uczniów, jak stopniowo wyposażać szkołę coraz lepiej, także w rzeczy trwałe, które mogą pełnić rolę pomocy dydaktycznych przydatnych na dłużej.
REKLAMA
W roku 2007, projektując obniżenie wieku szkolnego, proponowaliśmy również kalendarz stopniowego (zgodnie z miesiącami urodzenia) wprowadzania tego obowiązku oraz wyposażanie najmłodszych uczniów w bezpłatne dla ich rodziców podręczniki. Prace legislacyjne nad tymi projektami zatoczyły koło. Wtedy, po różnych konsultacjach i zmianach, stanęło na dawaniu rodzicom przez kilka lat wyboru oraz na poszerzeniu programu „Wyprawka Szkolna” na wszystkie roczniki objęte koniecznymi z powodu zmiany podstawy programowej zmianami podręcznikowymi. Obecnie wrócono do obniżania wieku szkolnego zgodnie z miesiącami urodzenia (pierwsze półrocze najpierw, drugie później) oraz do stopniowego wyposażenia w podręczniki szkół, w których uczą się dzieci objęte obowiązkiem szkolnym. Dobrze, że w końcu zdecydowano się przeznaczyć na to spore środki.
Dla rodziców mających dzieci w szkołach podstawowych i gimnazjach od 2017 roku (niektóre roczniki uczniów obejmie to wcześniej) zniknie potrzeba kupowania co roku podręczników. Dla nich to dobra i jasna wiadomość.
Badania mówią, że w ostatnich latach największy wpływ na sposób pracy nauczycieli ma zawartość podręczników oraz materiałów pomocniczych i szkoleń oferowanych przez wydawców edukacyjnych. Nauczyciele nauczyli się wybierać jak najlepsze ze swojego punktu widzenia materiały. Jednak zdecydowanie lepiej by było, aby koszt tego wszystkiego był ponoszony przez państwo zamiast pochodzić przede wszystkim z kieszeni rodziców.
Zmiany podstawy programowej wprowadzone w 1999 roku oraz dziesięć lat później, w 2009 roku, zaowocowały za każdym razem wzrostem wyników polskich uczniów, obserwowanym w najbardziej liczącym się i dużym międzynarodowym badaniu wyników edukacyjnych PISA.
Zaproponowanie podręcznika przygotowanego przez ministra dla klas I-III szkoły podstawowej może wpłynąć na styl pracy nauczycieli na tym etapie – potrzebne będzie pokazanie modelowego sposobu uczenia, nieco odmiennego od obecnych przyzwyczajeń nauczycieli prowadzonych za rękę przez wydawców. Zawartość tego podręcznika będzie miała duży wpływ na jakość edukacji.
W wielu krajach posiadaczem wszystkich podręczników i innych materiałów edukacyjnych jest szkoła a nie rodzice. Kupujący podręczniki rząd lub samorząd ma silniejszą pozycję wobec wytwórców tych materiałów niż rodzic. Także w Polsce wydawcy podręczników dostosują się do takich nowych reguł.
Obecnie konsultowany projekt ustawy przewiduje spore środki do dyspozycji szkół na coroczne zakupy – na podręczniki, ćwiczenia i inne materiały.
Jednocześnie stwierdza się tam (art. 22a), że Nauczyciel może zdecydować o realizacji programu nauczania z zastosowaniem podręcznika albo bez zastosowania podręcznika. Ustawa przewiduje, że nauczyciele mogą wybrać podręcznik, materiały edukacyjne zastępujące podręcznik lub też zdecydować o wykorzystaniu należnej szkole dotacji na drukowanie czy powielanie wybranych materiałów, zakup ćwiczeń, pod warunkiem zmieszczenia się w przewidzianych kwotach lub otrzymania dodatkowych środków od organu prowadzącego szkołę.
Zgodnie z omawianym projektem ustawy dzieci zaczynające naukę w 2014 roku w szkole podstawowej, dzieci w 2015 roku idące do IV klasy szkoły podstawowej lub w 2015 roku idące do I klasy gimnazjum będą „szczęściarzami” wyposażanymi rokrocznie w nowe podręczniki. Następne z kolei roczniki będą też mieć podręczniki użyczane przez szkołę, ale natrafią na podręczniki używane. Wyższe roczniki będą jeszcze funkcjonować „po staremu”. Bez zmian (podręczniki za pieniądze rodziców) będzie w szkołach ponadgimnazjalnych.
Dopiero od roku szkolnego 2017/18 sytuacja z punktu widzenia rodzica będzie prosta: mam dziecko w szkole podstawowej lub gimnazjum, szkoła zapewnia mu podręczniki i ćwiczenia, mam dziecko w szkole ponadgimnazjalnej, muszę mu podręczniki kupować. Zanim to nastąpi, pewnie parę lat wszyscy spędzą ucząc się nowych reguł i je lokalnie doprecyzowując oraz doskonaląc.
Jak sprawdzą się te rozwiązania, będzie zależeć od późniejszego uregulowania wielu kwestii szczegółowych. Wśród nauczycieli są i będą wykorzystujący wybrane podręczniki okazjonalnie, od czasu do czasu, jak i korzystający z nich na każdej lekcji. W tej samej szkole, z powodu różnych stylów i metod pracy, jeden matematyk każe wyjąć uczniom podręcznik raz na 2 tygodnie, a drugi 4 razy w tygodniu. Wśród przedmiotów są obecne w szkolnym planie przez 1 godzinę w tygodniu, a także przez 5 godzin. Podręcznik używany przez nauczyciela na co czwartej lekcji z przedmiotu 1-godzinnego będzie z pewnością zużywał się wolniej niż ten używany na każdej lekcji przez 5 godzin w tygodniu.
Pewna część podręczników zakupionych w szkole konkretnego roku z pewnością zużyje się już po roku, a inne w dobrym stanie przetrwają i 5 lat. Automatyczne wymienianie wszystkich akurat co 3 lata może być niepotrzebne, zaś niektóre przyda się wymienić szybciej. Czy będzie to możliwe? W jaki sposób organizować w szkole udostępnianie uczniom używanych podręczników, aby nie powodować napięć i konfliktów o to, kto dostanie bardziej a kto mniej zniszczoną książkę? Czy rodzic, który chce, aby jego dziecko miało podręcznik nowy, a nie szkolny – używany, będzie mógł dokonać odpowiedniego zakupu na wolnym rynku? Proponowane zmiany muszą także odpowiedzieć na takie pytania.
Nauczyciele są dość konserwatywni i najchętniej korzystają z serii podręczników, które już znają. Zmieniają podręczniki głównie wtedy, gdy zmieniają się wymagania programowe. Najczęściej stale wybierają tych samych autorów i wydawców, którzy najlepiej trafiają w ich oczekiwania i przyzwyczajenia.
Przygotowana zmiana ustawowa ograniczy im tę wolność wyboru. Jednak jeśli jednocześnie nakłoni zespoły przedmiotowe do współpracy, to da im szansę na pogłębioną refleksję, szczególnie tam, gdzie spotykają się nauczyciele o różnych poglądach i przyzwyczajeniach. Przy jakich założeniach ten wspólny wybór – dla całej szkoły – może stać się bardziej przemyślany, czerpiący z doświadczenia wszystkich?
Jak przyjmą największe ograniczenie możliwości wyboru nauczyciele wczesnej edukacji? Czy będą zabiegać o możliwość korzystania z materiałów, do których dotychczas są przyzwyczajeni? Czy będą się starać „obejść” zapisy ustawowe? Jakie materiały uzupełniające będą mieli do wyboru? Czy i jakie ćwiczenia dla uczniów, dostosowane do „ministerialnego” podręcznika, mieszczące się w przygotowanych limitach kwotowych dla klas I, przygotuje od września 2014 roku rynek? Dlaczego ustawa daje tak bardzo wysoki komfort akurat producentom podręczników do angielskiego dla klas początkowych, którzy już bezpiecznie mogą napisać cenę 25 złotych na swoich książkach, a do tego jeszcze liczyć, że dodatkowo sprzedadzą ćwiczenia? (Na pozostałe etapy jest jedynie przydział kwot na podręczniki oraz ćwiczenia, z możliwością dowolnego ich podziału, zaś tylko na pierwszym etapie wyróżniony szczególnie jest podręcznik do języka obcego.) Jeśli nauczyciel uczący angielskiego w klasach I-III zechce pracować bez podręcznika, czy i na co ta kwota może być wydana?
Szczegółowa analiza zapisów projektu ustawy nasuwa wiele pytań nauczycielom, dyrektorom szkół i samorządowcom. Swoje niepokoje zgłaszają też nauczyciele i rodzice dzieci z niepełnosprawnościami, którzy czekają na przygotowanie specjalnych podręczników – do poszczególnych niepełnosprawności odpowiednio przystosowanych.
Na część pytań zobaczymy odpowiedź, gdy pojawią się projekty rozporządzeń, wydane do projektowanej ustawy, na inne odpowiedzą dopiero rozwiązania lokalne, samorządowe, szkolne lub też codzienna szkolna lepsza lub gorsza praktyka.
