Nie mogłam być w piątek pod Sejmem, to daję głos na blogu. To głos protestu przeciw stawianiu przez tysiące (z imienia i nazwiska znane są 3 tys., a ilu jest anonimowych?) lekarzy prawa boskiego nad stanowionym. Głos - zrazu niedowierzania, aż w końcu – złości, że reakcja Ministerstwa Zdrowia sprowadza się do bon motów w rodzaju: „encyklika w domu, w pracy encyklopedia”.
REKLAMA
Prawdę powiedziawszy to moje trzecie podejście do tego tekstu. Pierwsze strawiła gorączka emocji wywołanych inicjatywą sędziwej lekarki – przyjaciółki Karola Wojtyły. Moja reakcja była mało parlamentarna przez co nie nadawała się do publikacji. Drugi raz siadłam do klawiatury na wieść o sumieniu prof. Bogdana Chazana, które w chrześcijańskim miłosierdziu skazywało pacjentkę na traumę świadomego wydania na świat dziecka niezdolnego do życia! Kiedy jednak usłyszałam głosy sankcjonujące dyktat sumienia medyka dopadł mnie paraliż członków...
I trwałabym tak w niemym odrętwieniu, gdyby mnie w końcu szlag nie trafił! Bo niby co, mam milczeć tylko dlatego, że jestem już w wieku „poprodukcyjnym” i empatia tryskająca z sumień ginekologów pokroju prof. Chazana już mnie nie dotknie?! Ale jest przecież jeszcze „Deklaracja wiary” podpisana przez 3 tysiące chrześcijańskich medyków (obecnych i przyszłych), która zawartą w ustawie o zawodzie lekarza tzw. klauzulę sumienia rozciąga jak, nie przymierzając, gumę do żucia. Nie jestem może tak radykalna jak filozof religii, prof. Zbigniew Mikołejko rozważający zniesienie w ogóle klauzuli sumienia, trudno jednak nie zauważyć, że zadziałała tu mądrość ludowego porzekadła: „dać kurze grzędę, to wyżej siędę”. Mogli lekarze w wyjątkowych (!) sytuacjach konfliktu sumienia z prawnie dopuszczalnym zabiegiem aborcji odmówić jego wykonania, za to zobowiązani byli wskazać gdzie zabieg ten jest możliwy. Tymczasem prof. Chazan takie „wskazanie” uważa za współudział w zabijaniu i zwróćmy uwagę, że tę kuriozalną interpretację wspierają wypowiedzi rzecznika praw obywatelskich, a nieoficjalnego (na razie) poparcia udziela jej Naczelna Izba Lekarska. Ta sama, do której Rzecznika Odpowiedzialności Lekarskiej odważnie (sic!) zwrócił się o wyjaśnienie sprawy minister Bartosz Arłukowicz. Ciekawostka, prawda?
Wprawdzie minister grzmiał, że lekarzy powinna obowiązywać zasada: „encyklika w domu, w pracy encyklopedia”, ale gra słów nic tu nie załatwi. Tym bardziej, że trzeba było dopiero medialnego szumu wokół prof. Chazana, aby min. Arłukowicz zajął bardziej klarowne stanowisko. Wcześniejsza akcja podpisywania Deklarcji wiary jakoś specjalnie go nie poruszyła, a przecież jest oczywiste, że to przysłowiowy młyn na wodę dla tych, którzy spokój sumienia lekarza będą chcieli stawiać nad dobro pacjenta. Jak prof. Chazan, który kosztem dramatu kobiety zadbał o własny dobrostan i w swojej „wspaniałomyślności”, jako dyrektor szpitala pomyślał też o spokoju sumienia personelu. Bo ten, co mógł zobaczyć każdy w telewizji, przyznaje, że w tym szpitalu żaden lekarz nie postąpiłby inaczej niż szef. Dając jednocześnie do zrozumienia, że poza szpitalem... I rzecz nie tylko w aborcji (legalnej), również recepty na środki antykoncepcyjne nikt nie wypisze! Nawet jeśli jest wiele opinii prawników mówiących, że klauzula sumienia dotyczy zabiegów, a nie wypisywania recept. Na badania prenatalne też nie skieruje, o czym przekonała się przed laty na własnej ciąży Katarzyna Piekarska – polityczka z SLD.
A przecież znany profesor to tylko czubek góry … nieprzestrzegania prawa i nadużywania klauzuli sumienia, do czego już nie furtkę, ale wrota otwiera Deklaracja wiary, w myśl której ciało ludzkie (z sacrum, jakimi są organa płciowe użyte przez zaślubionych przed Bogiem w celu prokreacji!) jest nietykalne i liczą się tylko wyroki Opatrzności. Ufff... Czy to możliwe, że gdy medialny szum opadnie, to zatroskani o własne sumienie lekarze powrócą do swoich praktyk? Możliwe. Jeśli państwo będzie przyzwalało na łamanie prawa, co w konsekwencji prowadzi do ubezwłasnowolnienia kobiet w kwestii macierzyństwa. Jeśli NFZ nie rozwiąże kontraktów ze szpitalami, które wybiórczo wywiązują się obowiązków świadczenia usług medycznych. Jeśli sumienie dyrektora szpitala będzie (drogą emanacji?) obejmowało całą placówkę i wszystek jej personel, jak chce najsłynniejszy ostatnio profesor.
Chociaż nie, jest na KUL-u jeszcze inny, który jednak – jak twierdzą niektórzy – złą sławą okrył stan duchowny. To etyk, ks. prof. Andrzej Szostek opowiadający się za tym, by lekarze przestrzegali prawa, a w razie konfliktu sumienia z pracą, rezygnowali z niej. Proste? Jeszcze prostszą radę ma dla zwaśnionych stron konfliktu Doktor Nieustającej Pomocy. Gdy ze zdumieniem dowiedział się ode mnie (bo sam nie ma czasu na takie rzeczy) o wrzawie wokół Deklaracji wiary, zapytał retorycznie: to już nie wystarczy przykazanie o miłości bliźniego? Jemu wystarcza i pewnie dlatego tak go kochają pacjenci.
