Polska to jednak dziwny kraj. Ci, którzy uważają, że wybory sfałszowano z dumą mówią o swoim w nich zwycięstwie. Znokautowana lewica, nurzając się „w odmętach szaleństwa”, przekracza ideologiczny Rubikon, by za moment wrócić „tam, gdzie stało ZOMO”. Kardynalski symbol liberalnego „kościoła łagiewnickiego” bryluje na święcie Radia Maryja, a katolicki – jak 98% kraju – Słupsk na swojego prezydenta wybiera geja!

REKLAMA
Nie ogarniam tego, chciałoby się powiedzieć językiem młodych. Ale czy muszę ogaraniać? Stawiłam się na wyborach samorządowych dwa razy, bo w Bydgoszczy była druga tura. Głosowałam, bo uważam to za swój obywatelski obowiązek, ale wkurza mnie, że znowu przyszło mi głosować „przeciw komuś”, a nie „za kimś”. I przyczyną tego nie jest fakt, że od dawna jestem polityczną sierotą, bo to sieroctwo jest skutkiem. Tego, między innymi, że teraz Wiejska bardziej kojarzy się z bijatyką w (nomen omen?) wiejskiej remizie, niż z powagą miejsca, gdzie stanowi się prawo. Wszak to w kręgach z Wiejskiej owa stanowiona litera przegrywa ze skromną literką „d”, jak dupa – tą od rymu z „kamieni kupa”. Ciągnąc ten wątek, nie mogę nie zauważyć, że serial „Kupa śmiechu” z małymi kanciarzami od ulicznych pojedynków, zatajonych zegarków i podniebnych wojaży za nasze pieniądze trwa... Zupełnie jakby jego bohaterowie nie słyszeli, że „jak spadać to już z wysokiego konia”.
Tymczasem nie bez kozery mawia się, że przysłowia są mądrością narodu. Weźmy kolejne, choćby takie niewinne, jak „Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni”. Mało było takich prześmiewców, którzy pukali się w czoło na wieść, że Robert Biedroń startuje na prezydenta Słupska? Z ledwością przełknęli przecież, że 3 lata temu dzięki tamtejszym wyborcom został ich kolegą z ław poselskich: no, bo nie dość, że „spadochroniarz”, to jeszcze – o zgrozo – gej! Zdeklarowany, medialny, roszczeniowy! W czasie, gdy ci (oględnie mówiąc) skonsternowani oswajali się z casusem Biedroń (czy Grodzka), ten gej pracowicie posłował służąc słupszczanom jak mógł. Bo chyba nie tylko wiecznym uśmiechem zjednywał sobie ludzi? Pracowitość Biedronia podkreśla nawet b. europoseł Kowal, któremu jego światopogląd jest wprawdzie obcy, ale szczęśliwie obce mu też pieniactwo polityczne. Rzadkość...
Równie rzadkie, jak wybranie geja na prezydenta? Nie mam pojęcia, wiem za to, że kryptogeje są wszędzie. Zatem i w ratuszach miejskich. Do tego słupskiego dojeżdża teraz na rowerze nowy prezydent, którego jednak nikt nie będzie rozliczał z orientacji seksualnej, ale z tego choćby ile zbuduje w Słupsku ścieżek rowerowych. Nieważne bowiem homo czy hetero, ważne jakim okaże się gospodarzem. Bo nie wierzę, żeby ktokolwiek z wyborców prezydenta Biedronia myślał inaczej. Nie z tak otwartym umysłem, nie z odwagą pójścia „pod prąd” uświęconej tradycją poprawności! Przysłowiową łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest tylko fakt, że sukces Biedronia jest jedynym promykiem na obliczu lidera Twojego Ruchu, który (na własne życzenie!) powoli wymiksowuje się ze sceny politycznej.
Grono kibicujących temu upadkowi jest całkiem spore. A może – przewrotnie – sukces Roberta Biedronia będzie niczym drożdże dla zaczynu nowej lewicy? W końcu tym lepsza piekarnia, im większa rozmaitość wypieków. Będę to śledziła z wypiekami na twarzy nie tylko dlatego, że jestem słupszczanką. A w Słupsku się urodziłam i spędziłam 12 - najpiękniejszych, bo beztroskich - lat dzieciństwa. Wyjechałam niepogodzona z rozstaniem i obrażona na cały świat. Długo tęskniłam, aż podświadomie zastosowałam metodę wyparcia. Nie miałam pojęcia, że po latach ten mój „raj utracony” zyska nowy blask. Że będę dumna z mojego rodzinnego miasta. Bo jestem!