Jakoś niesporo mi teraz pisać, w końcu jednak zajrzałam na blog. I uśmiechnęłam się czytając tytuł ostatniego wpisu „Zamienię trudne na nudne”. Oferta dotyczyła życia! Ale uśmiechnęłam się jakoś tak... smutno. Bo i powodów do specjalnej wesołości brak, gdy jest rak. Gdy do łoża dzielonego z Tubylcem, a od 5 lat też z nieproszonym Panem P. (jak nazywam swój parkinsonizm), zakradł się podstępnie jeszcze ten Obcy! Ciasno się zrobiło, ale jakby bliżej?

REKLAMA
Różne są teorie na temat związków wystawionych na jakąś ciężką próbę. Że niby to cementuje, albo że wręcz odwrotnie - oddala, czasem bezpowrotnie. Nie mam pojęcia jak jest naprawdę; myślę, że bywa i tak, i tak. A u nas jak? Staramy się żyć normalnie. Czyli, obok bezpardonowej walki z intruzem, jak zwykle ponarzekać na polityków, pójść na kije albo popływać, zrobić zakupy, zjeść razem (dietetyczny!) obiad, pokłócić się o duperele, obejrzeć ulubiony serial, pogadać z przyjaciółmi...
Wszyscy dobrze znamy mądrość ludową, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. No, to muszę przyznać, że nasza bieda nikogo zaprzyjaźnionego nie odstarszyła! Więcej, powiększyła ich grono. Bo niejednokrotnie dobre słowo usłyszeliśmy z nieoczekiwanej strony. Za to ironiczne powiedzenie, że „z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach” u nas się nie sprawdziło! Dostaliśmy psychiczne wsparcie, ale też konkretną pomoc w dotarciu do najlepszych lekarzy, metod diagnostycznych i terapii. Wiemy, że jesteśmy na początku drogi, ale taka wspólnota dodaje nam sił. Wierzymy zatem z Tubylcem, że damy radę, że będzie dobrze.
Prawdę mówiąc, nie mamy wyjścia, bo nad naszym pozytywnym myśleniem nieustannie czuwa Przyjaciółka. Czuwa, ale bynajmniej nie głaszcze po głowie. Raczej wisi nad nami jak kat! Tyle że taki, co swoje z Obcym przeżył. I zwyciężył! Przyjaciółka jest zatem twarda i nieustępliwa w egzekwowaniu choćby fizycznej aktywności. Wiemy, że robi to z troski, no i uwalnia nieocenione endorfiny, więc się podporządkowujemy. Czasem z oporami, ale jednak. I dziękujemy losowi, że mamy kogoś takiego! Kogoś, kto pomaga ustalić nową hierarchię wartości w obliczu inwazji Obcego. Kto - gdy zajdzie potrzeba - poprowadzi za rękę, albo otrzeźwiająco da po łapach, kiedy dopadnie nas zwątpienie.
Przy takim wsparciu łatwiej, nawet z Obcym, żyć normalnie. Cokolwiek to będzie znaczyło.