Artur Barciś napisał na blogu, że jako najniższy w klasie był dyżurnym chłopcem do bicia. Ja, mając 6 lat, usłyszałam na rytmice od równolatka, że nie chce tańczyć z grubaską. Niski Artur Barciś został aktorem Dużego Formatu, docenianym przez widzów i krytyków. Ja nadal lubię tańczyć, a na co dzień dumnie stroję piórka w rozmiarze XL. Wszystko bez specjalnych śladów traumy. Bo mieliśmy do zaoferowania światu coś więcej, niż nieskazitelny wygląd?

REKLAMA
Dałam sobie czas na ochłonięcie, bo byłam wkurzona i to porządnie! Wpis pana Barcisia dolał tylko oliwy do ognia, a głównym powodem gwałtownego skoku ciśnienia stał się okładkowy tytuł z „Polityki”: „Wykluczeni XXL. Gruby stał się Murzynem naszych czasów”. Niby powinnam się już oswoić, że żyjemy pod pręgierzem modowych dyktatów piękna. Dotąd jedynie mnie to śmieszyło, gdyż panny przechadzające się chwiejnym (z niedożywienia?) krokiem po wybiegach uważam za „piękne inaczej”, tymczasem rzecz jest groźna. Już nie tylko dla anorektycznych dziewczyn, które zdrowiem płacą za ziszczenie marzeń. Pal sześć – chciały, to mają i jeszcze im za to płacą. Gorzej, że modowych wyroczni bezkrytycznie słuchają na świecie tabuny nastolatek odchudzających się na zabój, co – nomen omen – bywa dla nich zabójcze. A jeszcze gorzej, że – coraz częściej – dziewczynki walcząc z każdym gramem tłuszczu, nie muszą szukać wskazówek w lajfstylowych pismach, wystarczy, że podejrzą... własną matkę! Takoż (w ramach równouprawnienia?) tatę, bo współcześni mężczyźni nierzadko toczą boje o szczupłą sylwetkę z żarliwością neofity, który zapomniał, że obwisłe fałdy skóry dodają lat, nie urody. Im szerzej rozlewa się model życia z obowiązkowym bywaniem w siłowniach, posiadaniem osobistego trenera, tudzież prywatnej dietetyczki, tym głębiej w ciemny kąt chowają się ci, którzy temu terrorowi sprostać nie potrafią lub nie mogą. Gruby czuje się zaszczuty, bo stając się de mode i passe, jest przecież gorszy! Jak w grze komputerowej: taki Murzyn – reaktywacja... I próżno mi tłumaczyć, że ostracyzm, z jakim spotykają się dziś ludzie otyli ma być drogą do uświadomienia im, by zadbali o swoje zdrowie. Bo grubas, który wyda walkę kilogramom, może zeszczupleje, ale wprzódy zaszczuty, potem poddany presji – na pewno nie będzie zdrowy!
Niedawno byłam w towarzystwie, gdzie przedstawiono mi pana – równolatka w nimbie lisa polującego w kurnikach pełnych młodych kurcząt. Jak można się domyślić, pan nie zaszczycił mnie dłuższym spojrzeniem. Zdążyłam jednak wyczytać w nim konstatację godną tego typu donżuana: Rycząca pięćdziesiątka i do tego biodrzasta... Miłe to nie było, ale mnie rozbawiło. Bo wiedziałam, że odpłacę mu pięknym za nadobne? Może, choć skończyło się jedynie na lekkim utarciu nosa, o czym zdecydował przypadek, nie szukanie okazji. Gdy byłam młodsza, tak łatwo bym nie odpuściła! Już wtedy wiedziałam, że na pierwszy rzut oka mogę nie położyć wszystkich pokotem z zachwytu. Zresztą po co mi był pomór zbiorowy, gdy chodziło (najczęściej) o konkretnego przedstawiciela płci męskiej... Ale moja w tym była głowa, by „drugi rzut” uwiódł kogo trzeba. I tę „głowę” traktujmy dosłownie, gdyż byłam świadoma, że jeśli tylko uda mi się rzeczonego wciągnąć na orbitę dyskusji, wtedy nawet mój eklektyzm figuralny („na górze gotyk, na dole barok,” jak mawiał Niprzypiąłniprzyłatał) stanie się zaletą. Nie żebym od razu świeciła światłem wewnętrznym, ale widać miałam coś do zaoferowania, oprócz opakowania...
Dziś nie chce mi się już udowadniać Urbi et Orbi jaka jestem cool, co nie znaczy, że odradzam to chowającym się po kątach jednostkom antyżurnalowym. Przeciwnie! Bo nic nie daje takiej pewności siebie, jak świadomość własnej wartości, nad którą wszakże trzeba czasem popracować. W każdym jednak drzemie, jeśli nie talent, to pasja, a rozwijana może przydać blasku brzydkim, wielkości niskim, a grubym osłodzić życie bez słodyczy. Te słodycze to mała prowokacja, bo już słyszę głosy, że otyłość generuje choroby i trzeba z nią walczyć. A ja postuluję: sprawy medyczne zostawmy medykom, nie oddawajmy ich lekkomyślnie machinie od mody i urody, tabloidom (choćby na kredowym papierze), internetowym cud-specyfikom i całemu temu biznesowi od odchudzania. Niech od tematu trzymają się też z daleka kuratorzy, w rodzaju tej pani, która chciała chłopca z 7-kilową nadwagą wsadzić za karę do domu dziecka! Bohater zdarzenia już wie, że musi dużo biegać oraz jeść surówki i owoce. Gdy zostanie uczniem obejmie go program „Owoce w szkole” albo „Szklanka mleka”. Jak będzie miał szczęście to nawet oba, a w sklepiku szkolnym nie kupi batonika, tylko eko-kanapkę.
Lepiej bowiem edukować małego, niż stresować dużego i coś się zaczyna w tej materii zmieniać. Tydzień temu na basenie trafiliśmy z Tubylcem na zajęcia 4 szkółek pływackich jednocześnie! W tym tumulcie dopadła mnie myśl, że niedługo każdy dzieciak będzie umiał pływać, a liczne wśród nich grubaski nabiorą gibkości. Aż żal, że w Koszalinie, gdy byłam uczennicą działał tylko jeden basen... (I tak pozostało, dacie wiarę?!) Moja miłość do pływania zrodziła się więc później, ale jako dojrzała przynosi efekty – nawet w ścisku zaliczyłam swój kilometr! A może – przyszło mi do głowy – Pan P. nie lubi tłoku i czmychnął daleko? Niestety, za dwie doby stalker dał popis: były i nocne skurcze, i wędrówki niespokojnych nóg, poranna drętwota i kroczki paralityka. Usiłowałam terrorystę przepędzić na kijach z Bo i na rowerku stacjonarnym, co nie na wiele się zdało, więc znów basen i – porażka! Miałam wrażenie, że Pan P. to hydra nie tyle stugłowa, co sturęka, tak mnie obleśny obłapiał. Gotowa byłam złożyć broń, gdy na arenę (wraz z lepszą pogodą) wkroczył Tubylec i zaordynował w sobotę 1,5-godzinną przejażdżkę rowerami. Po miesiącu przerwy było ciężko, jednak wspaniale jest trochę się zmęczyć! Nigdy nie robiłam tego dla figury, teraz robię dla zdrowia. Ale może nie czekać aż podupadnie? Opornym radzę zatem, by pierwszy ruch wykonali wychodząc z kąta. Bo z kąta gorzej widać. Nie tylko nas, ale i świat.
PS. Za oknem niedzielny splinek, a ja rozkoszuję się satysfakcją, że przepłynęłam rano 40 długości basenu, zostawiając w suchym doku prześladowcę. Żaden to rekord, ale współżyjący z Panem P. docenią mój sukces.