Ufff... Ufam, że awantura o posyłanie sześciolatków do szkoły ucichnie na dłużej. Nie dawałam głosu w sprawie, bo wyrosłam z dzieci w tym wieku, a do wnuków najwyraźniej nie dorosłam. Swój pogląd wszakże mam i nieoczekiwanie ugruntował się on niedawno pod basenowym prysznicem. Zza obłoków pary wychynął bowiem obraz maminsynka, którego nawet tuzin gołych kobiet nie przygotuje do życia. Tego szkolnego również.
REKLAMA
Historyjka, którą chcę opowiedzieć ma swój początek w usłyszanej jeszcze przed wakacjami rozmowie dwóch mam. Wszystkie znajdowałyśmy się w opustoszałej już basenowej szatni, tyle że ja pozostawałam dla zbulwersowanych pań niewidoczna. To pozwoliło im dać upust emocjom, które sięgały zenitu!
- Ja tych kobiet nie rozumiem – rzuciła pogardliwie mama nr 1. - Co im przeszkadza 6-letni chłopczyk w szatni?! - chciała wiedzieć, ale mama nr 2 nie zaspokoiła jej ciekawości.
- Eee, czepiają się, bo to zaściankowe baby – jej diagnoza była za to radykalna. A że radykalizm skutecznie podgrzewa atmosferę, mamy – jedna przez drugą – zaczęły przerzucać się przykładami fatalnego zacofania pań korzystających z basenu. Że obce im jest wychowanie w zgodzie z naturą, że wszak nagość to nic zdrożnego, że ich synkowie widzą na co dzień gołe mamy, więc są oswojeni, że kobieca nagość ich nie gorszy...
- No to odpaliłam tej, która najbardziej krzywiła się na obecność chłopców w szatni, żeby się nie przejmowała i rozebrała do rosołu, bo synka to nie krępuje – w głosie mamy nr 2 słychać było nieukrywaną satysfakcję.
Trzasnęły drzwi, a ja wreszcie pojęłam, ile straciłam, że dyskusja o „obcych” w damskiej szatni odbyła się nim do niej dotarłam! Trochę żałowałam, bo nie wiedziałam czy ze strony niespodziewanie skonfrontowanych z chłopcami nagich pań padła jedyna słuszna w tej sytuacji riposta: Może pani synka to nie krępuje, ale mnie tak i to bardzo...
Niedługo pozostawałam nieutulona w żalu, gdyż chcąc popędzić kota Panu P. (czytaj: pozostać jak najdłużej sprawna pomimo parkinsonizmu) latam na basen światek piątek, więc wkrótce i ja stanęłam pod prysznicem oko w oko z sześcioletnim Adasiem. Już, już chciałam poprosić zadowoloną z siebie mamę o ewakuację syna, gdy moją uwagę przykuło zachowanie małego bohatera zdarzenia. Gimnastykując się więc przy mykwie w kostiumie, spod oka obserwowałam sześciolatka.
I choć żaden ze mnie psycholog czy pedagog, nie mam wątpliwości, że kontakty z gołymi kobietami nic a nic nie pomogą Adasiowi w osiągnięciu dojrzałości spodziewanej u chłopców w jego wieku. Adaś to bowiem kliniczny przykład kompletnie niesamodzielnego maminsynka, na dodatek z muchami w nosie! Sam się nie umyje, sam się nie ubierze, a na kroplę szamponu w oku reaguje popisem brewerii... Aż dziw, że krzątająca się wokół chłopaka mama nie wyszła z siebie, bo z kostiumu – owszem.
Ręce mi opadły, wszak mój syn też miał kiedyś 6 lat i choć nie kąpałam się z nim w jednej wannie, to nauczyłam samodzielności, a zaradność zdobył w podwórkowej szkole życia. Gdy skończył 8 lat zaczął nosić klucz na szyi, nie bez dziecięcej dumy zresztą, bo wiedział, że to z mojej strony dowód zaufania, a nie desperacji. Ale to było 20 lat temu i świat się zmienił, a wraz z nim pewnie też metody wychowawcze...
Szczęśliwie, po tym akcie samoskarcenia przypomniałam sobie o Antosi – mojej małej „koleżance” z basenu. Z Adasiem łączy ją tylko wiek, bo dziewczynka powinna mieć na imię Zosia, taka z niej Samosia! Antosię na basen przyprowadza na ogół tata i zostawia w damskiej (!) szatni, czasem tylko przez drzwi pohukując, czy wszystko w porządku. Córcia nieodmiennie odpowiada, że tak, a gdy zadeklarować jej pomoc, zawsze z pewnym zdziwieniem dziękuje. Bo Antosia daje radę! I jestem pewna, że takie sześcioletnie Antosie poradzą sobie i w szkolnej dżungli.
W przeciwieństwie do Adasiowi podobnym, którym nie pomógłby i wywalczony rok „uratowanego” dzieciństwa. Chyba że ten czas zostałby wykorzystany na przyspieszoną edukację równoległą – matki i syna.
PS. Wczoraj dokładnie o godz. 22.00 osiągnęłam swój kilometr, który jest moją prywatną miarą molestowania Pana P. Niestety, z powodu późnej pory nie spotkałam ani Antosi, ani Adasia. I dobrze, bo gdybym znowu stanęłą oko w oko z rozpieszczonym do bólu chłopcem, może wyszedłby ze mnie jakiś Makarenko?
