Warszawa sportem stoi, bo sport to masa, a masa to wyborcy. A polityka, która stymuluje rzeczywistość do zmian może kiedyś nam się przytrafi.
REKLAMA
Codziennie w drodze do pracy obserwuję postęp robót miejskich mających na celu przygotowanie naszego miasta na wizytację zagranicznych kibiców-bogaczy. Poranna trasa Grochów–Plac Defilad to policjanci na spacerze w okolicy Parku Skaryszewskiego, prace ogrodowe na zamkniętym terenie Stadionu Dziesięciolecia, wolnostojący od początku lat 90. zapyziały kantor, skrobanie balustrad na moście Poniatowskiego, remont rozpadającej się baszty w połowie drogi, a za mostem już nowiutka kostka i uporządkowane miejsca parkingowe naprzeciwko Muzeum Narodowego. Potem jeszcze przejazd pod Marszałkowską tunelem ulicy Złotej, gdzie od tygodnia robotnicy skuwają stare kafelki i już jestem na Placu Defilad, który niebawem przemieni się w Strefę Kibica. Zastanawiam się, na ile te ekspresowe remonty mają charakter wiosek potiomkinowskich, a na ile przeprowadzane są solidnie i poprawią jakość naszego życia w mieście stołecznym.
O Strefie Kibica i kolizji z działalnością kulturalną mieszczących się tam teatrów słyszeliśmy w mediach w tym tygodniu bardzo dużo. Niestety szum medialny nie wpłynął w żaden sposób na przekazanie jakichkolwiek wiążących decyzji instytucjom, które mają swą siedzibę na Pl. Defilad. Nadal nie wiemy, w jaki sposób i czy w ogóle widzowie będą mogli dotrzeć do Teatru Dramatycznego. Nie znamy planów zagospodarowania terenu poza rozpikselowanym planem ogólnym z oficjalnej strony miasta.
Od dwóch miesięcy staramy się o zwolnienie z płacenia czynszu za miesiąc nieużywanej sceny. Suma ok. 130.000 zł pozwoliłaby na wyprodukowanie jednej premiery lub przyjazd spektaklu „±0 – plus minus zero” Christopha Marthalera zaplanowanego w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego WARSZWA CENTRALNA 2012, który w tym roku zapewne się nie odbędzie ze względu na cięcia budżetowe w stołecznym Ratuszu.
Kiedy zakończy się sezon 2011/2012 w Teatrze Dramatycznym – tego nie wie nikt. Ani Biuro Kultury, ani Zarząd PKiN, ani Biuro Promocji Miasta, ani Zespół Organizacyjny m.st. Warszawy ds. EURO 2012. W związku z brakiem dyspozycji w czerwcowym repertuarze zaplanowane są przedstawienia: Pippi Pończoszanka na Dzień Dziecka, setny spektakl Aliny na zachód oraz uwielbiane przez widzów W imię Jakuba S. W najgorszym wypadku, gdy zasieki od strony Marszałkowskiej nie pozwolą publiczności dotrzeć na spektakle, przeprowadzimy widzów od strony Sali Kongresowej przez disco Klub Mirage, którego piwnice połączone są z piwnicami Dramatycznego ;-)
Gigantyczny projekt jak organizacja Euro2012 intensywnie angażuje pracę kilku miejskich biur, które zapewne pracują w pocie czoła. Niestety brak jasnego podziału kompetencji, jak i zrozumiałej struktury wydawania decyzji powoduje chaos i frustrację osób pośrednio włączonych w obchody święta sportu.
Porażka w staraniach Warszawy o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury nie została potraktowana jako przydatny case-study – Pani Prezydent zdecydowała o nieprzeprowadzaniu audytu. Okrutne wnioski, które zapewne zostałyby zawarte w dokumencie badającym przyczyny niepowodzenia, mogłyby dziś posłużyć do opracowania przejrzystej i efektywnej struktury organizacyjnej Euro2012.
Tymczasem na 90 dni przed inauguracją gigantycznej masowej imprezy żyjemy spekulacjami i domysłami, jak będziemy funkcjonować od połowy maja.
Chętnie przygotowalibyśmy ofertę kulturalną może nie pod gust przeciętnego kibica, dla którego w tym okresie poza sportem niewiele się liczy, ale dla zwykłych warszawiaków, których albo futbol nie interesuje albo nie stać ich na kupienie biletów na mecze.
Chętnie przygotowalibyśmy ofertę kulturalną może nie pod gust przeciętnego kibica, dla którego w tym okresie poza sportem niewiele się liczy, ale dla zwykłych warszawiaków, których albo futbol nie interesuje albo nie stać ich na kupienie biletów na mecze.
Brytyjczycy w ramach Olimpiady postawili na hasło „Take home memory of London”. Dlaczego nie moglibyśmy mieć kulturalnego festiwalu na miarę naszego miasta? Nie tak spektakularnego jak w Londynie, gdzie w czasie Olimpiady będzie można obejrzeć monograficzne wystawy Davida Hockneya, Luciana Freuda, Damiena Hirsta, Tracey Emin, spektakle w ramach World William Shakespeare Festival 2012 oraz setki innych wydarzeń.
Warszawa sportem stoi, bo sport to masa, a masa to wyborcy. A polityka, która stymuluje rzeczywistość do zmian może kiedyś nam się przytrafi.
Może w 2014 roku.
Może w 2014 roku.
