
Razem żyć i prowadzić biznes. Czy to jest możliwe? Niezmiernie rzadko. Jednak Izie i Robertowi udało się stworzyć nie tylko dobry i ciepły związek, wspólnie prowadzą również firmę. W ogóle są wyjątkowi. Bez napięcia, z dystansem do siebie i świata. Rozumiejący co jest w życiu ważne. Z takimi ludźmi chce się być, bo ich energia zaraża do życia i bycia szczęśliwym. Zapraszam Was na to spotkanie!
REKLAMA
Styl to...
wszystko co mnie otacza, począwszy od kubka do kawy, a skończywszy na dźwiękach i zapachach. Styl to sposób życia. Musi być konsekwentny we wszystkich aspektach otaczającego nas świata. Styl można porównać do ramy obrazu. Powinien podkreślać nasze wewnętrzne ja. Poprzez styl pokazujemy siebie innym, to on jest oceniany jako pierwszy, a nie uroda. Stylu nie da się podrobić, skopiować. On jest niepowtarzalny.
wszystko co mnie otacza, począwszy od kubka do kawy, a skończywszy na dźwiękach i zapachach. Styl to sposób życia. Musi być konsekwentny we wszystkich aspektach otaczającego nas świata. Styl można porównać do ramy obrazu. Powinien podkreślać nasze wewnętrzne ja. Poprzez styl pokazujemy siebie innym, to on jest oceniany jako pierwszy, a nie uroda. Stylu nie da się podrobić, skopiować. On jest niepowtarzalny.
Mój styl jest...
taki jak moja marka, ponadczasowy.
taki jak moja marka, ponadczasowy.
Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Rodzina...
jest moim kręgosłupem, inspiracją i absolutnym motorem.
jest moim kręgosłupem, inspiracją i absolutnym motorem.
Wspólny biznes...
Z Robertem, mimo sprzeczności i różnic, żyjemy w symbiozie. On poukładany i rozważny w każdej decyzji, ja roztrzepana, gwałtowna i czasem lekkomyślna. Właściwie to on podejmuje najważniejsze decyzje, a ja się z nim zgadzam lub nie. W biznesie dzielimy się kreacją i zarządzaniem. Ja podejmuję wszystkie decyzje dotyczące projektowania i kolekcji, Robert odpowiedzialny jest za sprawy finansowo-marketingowe. Nie będę kłamać, że wspólny biznes i małżeństwo to sielanka. Czasami bardzo trudno to wszystko ze sobą pogodzić. Ale podchodzimy do tego jak do przygody, która codziennie nas napędza nowymi wyzwaniami. Sam fakt, że bardzo się kochamy, pomaga przezwyciężyć trudne momenty.
Z Robertem, mimo sprzeczności i różnic, żyjemy w symbiozie. On poukładany i rozważny w każdej decyzji, ja roztrzepana, gwałtowna i czasem lekkomyślna. Właściwie to on podejmuje najważniejsze decyzje, a ja się z nim zgadzam lub nie. W biznesie dzielimy się kreacją i zarządzaniem. Ja podejmuję wszystkie decyzje dotyczące projektowania i kolekcji, Robert odpowiedzialny jest za sprawy finansowo-marketingowe. Nie będę kłamać, że wspólny biznes i małżeństwo to sielanka. Czasami bardzo trudno to wszystko ze sobą pogodzić. Ale podchodzimy do tego jak do przygody, która codziennie nas napędza nowymi wyzwaniami. Sam fakt, że bardzo się kochamy, pomaga przezwyciężyć trudne momenty.
Dom…
Przyjechaliśmy z Kanady w 2006 roku. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy zainwestować w dom. Zanim powstał pomysł, oglądaliśmy domy na sprzedaż. Wiedzieliśmy tylko dwie rzeczy: ma być blisko centrum i musi nadawać się do zburzenia. W końcu, po roku naprawdę intensywnych poszukiwań, znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Budowa trwała rok. Wszystko bardzo dokładnie zaplanowaliśmy, więc nie miało znaczenia, że okna zamówiliśmy zanim powstała skorupa domu. Wszyscy pukali nam w głowę, że tak się nie robi, ale naszą koncepcję domu udało się i tak zrealizować w 100%.
Urządzanie środka również było nietypowe. Na przykład podłoga - to miała być wylewka betonowa szlifowana. Pomimo opisów, zdjęć i tłumaczeń, wykonawca nie do końca nas zrozumiał. Teraz myślę, że to właśnie jej największy atut - jest zrobiona metodą prób i błędów.
Wnętrze miało być ponadczasowe i jednocześnie bardzo proste. Inspirowaliśmy się trochę Francją, trochę Skandynawią i trochę też stylem amerykańskim. Wydaje mi się, że osiągnęliśmy zamierzony efekt. Najbardziej lubię wrażenie gości, którzy po przekroczeniu progu naszego domu mówią, że czują się, jakby byli w innym kraju. To świetny komplement.
Przyjechaliśmy z Kanady w 2006 roku. Od początku wiedzieliśmy, że chcemy zainwestować w dom. Zanim powstał pomysł, oglądaliśmy domy na sprzedaż. Wiedzieliśmy tylko dwie rzeczy: ma być blisko centrum i musi nadawać się do zburzenia. W końcu, po roku naprawdę intensywnych poszukiwań, znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Budowa trwała rok. Wszystko bardzo dokładnie zaplanowaliśmy, więc nie miało znaczenia, że okna zamówiliśmy zanim powstała skorupa domu. Wszyscy pukali nam w głowę, że tak się nie robi, ale naszą koncepcję domu udało się i tak zrealizować w 100%.
Urządzanie środka również było nietypowe. Na przykład podłoga - to miała być wylewka betonowa szlifowana. Pomimo opisów, zdjęć i tłumaczeń, wykonawca nie do końca nas zrozumiał. Teraz myślę, że to właśnie jej największy atut - jest zrobiona metodą prób i błędów.
Wnętrze miało być ponadczasowe i jednocześnie bardzo proste. Inspirowaliśmy się trochę Francją, trochę Skandynawią i trochę też stylem amerykańskim. Wydaje mi się, że osiągnęliśmy zamierzony efekt. Najbardziej lubię wrażenie gości, którzy po przekroczeniu progu naszego domu mówią, że czują się, jakby byli w innym kraju. To świetny komplement.
Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
Gotowanie...
Uwielbiamy gotować! Jest w tym coś relaksującego, co w naszym przypadku jest bardzo wskazane ;-) Gotujemy głównie to, co zasmakowało nam podczas podróży po świecie. Lubię jak przychodzą do nas znajomi i coś wspólnie pichcimy. Robert uwielbia kuchnię amerykańską - steki i hamburgery to jego domena. Ja natomiast kuchnię tajską i śródziemnomorską. Ostatnio, wg przepisu naszego znajomego Greka, nauczyłam się robić wyśmienitą musakkę. Próbuję też słodkości, bo to talent mojej mamy. Nie zawsze mi wychodzi ale jestem dobrej myśli. Styl to też otaczające nas zapachy, a więc również zapachy z kuchni.
Uwielbiamy gotować! Jest w tym coś relaksującego, co w naszym przypadku jest bardzo wskazane ;-) Gotujemy głównie to, co zasmakowało nam podczas podróży po świecie. Lubię jak przychodzą do nas znajomi i coś wspólnie pichcimy. Robert uwielbia kuchnię amerykańską - steki i hamburgery to jego domena. Ja natomiast kuchnię tajską i śródziemnomorską. Ostatnio, wg przepisu naszego znajomego Greka, nauczyłam się robić wyśmienitą musakkę. Próbuję też słodkości, bo to talent mojej mamy. Nie zawsze mi wychodzi ale jestem dobrej myśli. Styl to też otaczające nas zapachy, a więc również zapachy z kuchni.
Less is more
Pracując w Kanadzie, w branży filmowej, w art departamencie obserwowałam uważnie, jak ubierają się ludzie. Wszyscy - mówiąc kolokwialnie - nijak i byle jak. Jednak moja szefowa - production designer, siedemdziesięciolatka, zawsze wyglądała o 15 lat młodziej. Zaczęłam analizować elementy jej stylu. Siwe, wręcz białe włosy, zero lub delikatny makijaż, zawsze bardzo prosty ubiór, zazwyczaj składający się z basiców i dobrej jakości t-shirtów. Jestem pewna, że to właśnie ubiór sprawiał, że wyglądała znacznie młodziej.
Pracując w Kanadzie, w branży filmowej, w art departamencie obserwowałam uważnie, jak ubierają się ludzie. Wszyscy - mówiąc kolokwialnie - nijak i byle jak. Jednak moja szefowa - production designer, siedemdziesięciolatka, zawsze wyglądała o 15 lat młodziej. Zaczęłam analizować elementy jej stylu. Siwe, wręcz białe włosy, zero lub delikatny makijaż, zawsze bardzo prosty ubiór, zazwyczaj składający się z basiców i dobrej jakości t-shirtów. Jestem pewna, że to właśnie ubiór sprawiał, że wyglądała znacznie młodziej.
Więcej inspirujących materiałów na www.kateboss.pl
ByNameSakke...
W Kanadzie i Stanach ubiór typu basic był najpopularniejszy. Idealnie było kupić sobie 5 - 6 t-shirtów i mieszać je kolorami i fasonami. Dzięki temu masz cały outfit na tydzień :) Genialne! W Polsce mieliśmy wtedy rok 2006 i tylko ZARĘ i H&M.
Nie było wielkiego wyboru, więc pomyśleliśmy, że można wypełnić tę lukę i, że to świetny pomysł na biznes. To była trudna droga. Najpierw trzeba było dostać dobrej jakości bawełnę za rozsądną cenę. Przejechaliśmy wszystkie możliwe targi. Na próżno. Albo cena była zbyt wysoka, albo jakość kiepska.
W Kanadzie i Stanach ubiór typu basic był najpopularniejszy. Idealnie było kupić sobie 5 - 6 t-shirtów i mieszać je kolorami i fasonami. Dzięki temu masz cały outfit na tydzień :) Genialne! W Polsce mieliśmy wtedy rok 2006 i tylko ZARĘ i H&M.
Nie było wielkiego wyboru, więc pomyśleliśmy, że można wypełnić tę lukę i, że to świetny pomysł na biznes. To była trudna droga. Najpierw trzeba było dostać dobrej jakości bawełnę za rozsądną cenę. Przejechaliśmy wszystkie możliwe targi. Na próżno. Albo cena była zbyt wysoka, albo jakość kiepska.
W końcu doszliśmy do wniosku, że spróbujemy wyprodukować ją sami. Dziewięć miesięcy prób i błędów, i w końcu udało się! Z naszej bawełny powstała baza 30 wzorów, które sprzedają się do dzisiaj. Osobny problem mieliśmy z nazwą marki. Nie mogła być ani banalna ani za trudna. Pojechaliśmy więc do Londynu, do agencji brandingowej, która miała nam w tym pomóc. Wiedzieliśmy, że mamy dość prosty produkt, więc chcieliśmy ciekawą nazwę. Z 3000 propozycji wybraliśmy jedną. Tak powstało ByNameSakke. Jest nazwą właściwie nic nie znaczącą, a dwa ‘kk’ pochodzi od naszych nazwisk. Każdy wymawia to jak chce i to się nam podoba. Później powstał dopisek "make your own story in life". Nie ważne co nosisz i jak wymawiasz nazwę marki, ważne jak się w niej czujesz.
Inspirują mnie...
Ludzie przede wszystkim. Inspirują mnie małe, malusieńkie rzeczy np. kolor kamienia w doniczce czy odcień przebarwień na skórze bądź kolor opalenizny na nogach mojej córki :).
Ludzie przede wszystkim. Inspirują mnie małe, malusieńkie rzeczy np. kolor kamienia w doniczce czy odcień przebarwień na skórze bądź kolor opalenizny na nogach mojej córki :).
