Czym różni się mentalność holenderskiego przedsiębiorcy od polskiego? Holendrzy chyba częściej skupiają się na znalezieniu rozwiązania, a nie na problemie. Jednak jestem pełen optymizmu, bo sektor biznesowy zarówno w Polsce jak i w Holandii rozumie, że nawet podczas pandemii nadal warto inwestować.

REKLAMA
W Holandii mieszkam większość mojego dorosłego życia. Od wielu lat z sukcesami prowadzę tam kilka firm. Jedna z nich Florek Vastgoedonderhoud zajmuje się m.in usługami remontowo, renowacyjnymi. Oczywiście mógłbym napisać, że miałem szczęście - Holendrzy, tak jak większość osób na świecie, przenieśli swoje biura do mieszkań, a dla mnie to po prostu oznacza więcej pracy. Ludzie remontują, tworzą sobie nowe przestrzenie do pracy. Podobnie jest z właścicielami biurowców, którzy wykorzystują ten trudny czas, aby skutecznie przygotować się na powrót pracowników: zamawiają nowe systemy wentylacyjne, przebudowują przestrzenie do pracy, czy po prostu odświeżają biura. Tak, mojej firmy pandemia tak bardzo nie dotkęła, ale czy naprawdę to wynika wyłącznie z zrządzenia losu?
logo
W biznesie nie ma przypadków. Od wielu lat tworzę i udoskonalam system zarządzania finansami, tak aby zawsze mieć rezerwę na trudne czasy czy niespodziewaną sytuacje. Dzięki temu, moje firmy są w stanie przetrwać nawet rok, aby dopasować się do zmian i potrzeb rynku.
W mojej książce „Gunnen” napisałem, że Holendrzy mają wyjątkową umiejętność znajdowania rozwiązań w trudnych sytuacjach, potrafią też ze sobą współpracować. Czas pandemii nie dla wszystkich okazał się łaskawy. Najbardziej ucierpiał sektor usługowy - restauratorzy, właściciele butików. Szczególnie na początku pandemii, kiedy jeszcze nie spopularyzował się system dowozów domowych, lokale, które próbowały „przeczekać”, nie reagując na zbliżający się lockdown nie przetrwały. Idąc ulicami Zoetermeer, gdzie mieszkam, widać wiele pustych miejsc, jeszcze niedawno zajmowanych przez małe i średnie restauracje, czy sklepy z ubraniami.
Na skraju bankructwa znalazła się także popularna sieć kin Kinepolis, gdzie wyświetlano np polskie filmy. Wprowadzenie ograniczeń do trzydziestu osób na sali okazało się niewystarczające do zachowanie płynności finansowej. Chociaż od przyszłego tygodnia znowu otwierają kina, to Kinepolis może zbankrutować. Bardzo zła sytuacja jest w sektorze lotniczym, najbardziej znane linie KLM zmuszone zostały zwolnić setki pracowników, mimo dużego wsparcie ze strony rządu.
logo
Chociaż sytuacja daleka jest od idealnej, Holendrzy wciąż ufają swojemu rządowi. Właściwie nie obserwuje się protestów, czy manifestacji (wyjątkiem był strajk rolników, którzy domagali się podwyżek skupu mleka). Pod względem zaufania do działań władzy, Holendrzy dość znacznie różnią się od Polaków. Tutaj nikt niczego nie nakazuje, natomiast jeżeli premier mówi: „Nie mogę wam zabronić wychodzenia z domu, ale dla dobra nas wszystkich, lepiej w nim zostańcie, noście maski i dbajcie o higienę”, to większość stosuje się do tego zalecenia.
Niemal nie widzę na ulicach ludzi bez masek, mimo braku kar za niestosowanie się do zaleceń. Odpowiedzialność i solidarność w działaniu widzę, kiedy ćwiczę na siłowni (kluby fitness nadal są otwarte, ale zajęcia grupowe odbywają się na zewnątrz) - każdy dezynfekuje po sobie sprzęt, wszyscy zachowują bezpieczny odstęp.
Od początku pandemii, holenderski rząd przygotował wsparcie dla przedsiębiorców. Pracownicy, dostają coś w rodzaju polskiego „postojowego” - w Holandii to jest wyrównanie w wysokości minimalnej pensji. Procedura wniosków jest dość prosta i wszystko odbywa się sprawnie. Kryteria oceniane są według Jaarographu (czyli holenderskiego zaświadczenia o zarobkach). Rządowe dotacje pokrywają dużą część opłat związanych z prowadzeniem działalności czyli gaz, prąd, wynajem lokalu. W wielu przypadkach, właściciel budynku zwalnia z opłat za wynajem.
Według mnie to jest to najrozsądniejsze podejście - lepiej wspólnie przeczekać kryzys, niż zostać z pustym lokalem. Jedną z głównych cech Holendrów jest pragmatyzm, dlatego bardzo szybko zrozumieli, że aby przetrwać trzeba się dostosować. Prowadzę w Holandii trzy duże firmy i na razie nie muszę zamykać żadnej z nich. Postanowiłem za to sprawdzić, czy w takich trudnych warunkach mogę rozwinąć się jako przedsiębiorca. W grudniu rusza moja nowa, czwarta firma. Traktuje ją jako wyzwanie. Tym razem moimi parterami biznesowymi są także polscy przedsiębiorcy. I jestem pełen optymizmu, bo bardzo szybko okazało się, że mamy taką samą biznesową mentalność. To się bardzo zmieniło. I to mnie niezmiernie cieszy.