
System oświaty powinien być traktowany jako ciągła misja publiczna, wykraczająca poza polityczne podziały. Jeżeli chcemy zmienić system to początkiem powinna stać się diagnoza obecnego stanu polskiej oświaty i z niej powinny wynikać propozycje niezbędnych działań naprawczych. Rozsądnie, z głową i bez pośpiechu.
REKLAMA
Tymczasem PiS i minister edukacji Anna Zalewska zachowują się tak, jakby zastali kraj, w którym nie ma szkół, a wszystko trzeba zbudować od nowa, na już. Jeszcze kilkanaście lat temu sam Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz oraz Mariusz Kamiński głosowali "za" utworzeniem gimnazjów. A dziś Prezes ma kaprys, żeby je likwidować.
Podobnie Pani Minister Zalewska jeszcze w 2013 roku była przeciw likwidacji gimnazjów, pisząc w swojej interpelacji: „Łączenie poszczególnych szkół, w szczególności podstawowych z gimnazjami (…) i skoncentrowanie w jednej placówce dzieci i młodzieży prowadzić będzie nie tylko do „przeludnienia” szkół, ale co więcej, prowadzić będzie do wzrostu zachowań agresywnych, szerzenia się w szkołach przemocy oraz innych patologicznych zjawisk (narkomania, alkoholizm). Konsekwencją tego stanu rzeczy będzie nie tylko znaczne obniżenie się poziomu nauczania, ale również pogorszenie się warunków ich pracy i bezpieczeństwa w szkołach.” Dziś mówi zgoła co innego: „Będziemy wygaszać gimnazja. Chcemy wychowywać młodego człowieka. Patrzymy na 13-, 14-latka jako na osobę, która opiekuje się młodszymi”.
Czy to hipokryzja, czy celowe działanie na polityczne zamówienie?
Czy to hipokryzja, czy celowe działanie na polityczne zamówienie?
Co więcej, naczelnym argumentem Pani Minister za likwidacją gimnazjów jest, że „gimnazja nie wyrównują szans edukacyjnych, nie podnoszą jakości nauczania”. Niestety niczym nie uzasadnia tego stwierdzenia. Żeby to zrobić trzeba udowodnić na podstawie badań, analiz, że faktycznie jest gorzej niż przed 1999 r.
Czy Ministerstwo przeprowadziło ewaluację systemu gimnazjów?
Jakie badania i analizy dowodzą, że zaproponowana reforma edukacji zaowocuje poprawą systemu?
Jedyne miarodajne badania jakie istnieją to międzynarodowe badania PISA koordynowane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju. Niestety w każdej wypowiedzi medialnej Pani Minister traktuje je lekceważąco i podważa ich powagę. Miesiąc temu napisałam w tej sprawie interpelację i odpowiedź po prostu „zwaliła mnie z nóg”.
MEN w końcu powołał się na badania PISA! Problem w tym, że na badania z 2003 roku, a nie z 2012 r. Badanie PISA 2012 ukazuje znaczącą poprawę wyników polskich gimnazjalistów we wszystkich trzech obszarach objętych badaniem (czytanie i interpretacja, matematyka i nauki przyrodnicze), dzięki czemu Polska znajduje się w czołówce krajów Unii Europejskiej (zaraz za takimi krajami jak Holandia, Estonia czy Finlandia). Ale MEN woli podawać te badania, które im pasują. To jakby teraz ulepszać silnik najnowszego modelu samochodu, na podstawie parametrów sprzed ponad 10 lat, a po drodze jeszcze było przynajmniej z 5 modeli.
Kolejnym przykładem na mijanie się z prawdą Pani Minister jest mówienie o jakichś badaniach, które rzekomo pokazują, iż: „częsta zmiana szkoły i grupy rówieśniczej (…) powoduje nie tylko obniżenie jakości kształcenia, ale przeszkadza w edukacji i ogranicza motywację ucznia”. Jakie to badania? Tego niestety nie wiemy i raczej się nie dowiemy.
Prawda jest taka, że gimnazja integrują̨ młodzież̇ będącą w tym samym okresie dojrzewania. Młodzi ludzie uczą̨ się̨ razem w tych samych warunkach i uczą̨ się̨ od siebie. Ta zmiana środowiska współpracy i relacji miedzy nimi ułatwia im start w szkołach średnich. To również szansa na zwiększoną mobilność społeczną. Potwierdzają to choćby badania prof. Jerzego Vetulaniego, wybitnego polskiego neurobiologa. Podkreśla on w swych pracach, że całe życie to zmiana i trzeba nauczyć dziecka przystosowywania się. Np. w Japonii co roku miesza się klasy, właśnie po to, aby wyrabiać w dzieciach silną umiejętność integracji.
Dziś cały świat edukacji wprowadza w szkołach nowoczesną naukę opartą na umiejętnościach miękkich takich jak współpraca, działanie w grupie, natomiast dla Pani Minister nowoczesność w edukacji oznacza tylko szerokopasmowy Internet.
Po reformie edukacji polska szkoła będzie podporządkowana Ministerstwu Edukacji. Bez autonomii i pod silną władzą kuratorów oświaty nie jest możliwe funkcjonowanie nowej, lepszej szkoły. Jeśli młodzi Polacy mają być kreatywni i twórczy, to ich nauczyciele też tacy być muszą. To wymóg współczesnego świata. Nie można narzucać programu nauczania na godziny wychowawcze bądź wprowadzać na siłę obowiązkowego wolontariatu.
Po co zatem reforma, która nie wprowadza do polskiej szkoły nowoczesności, a wręcz ją wyprowadza? Tu nie liczą się dla rządu żadne badania. PiS chce po prostu zmienić szkołę tak, aby produkowała nowy rodzaj obywatela bezwarunkowo popierającego jedną, słuszną wizję świata. Bez Lecha Wałęsy, Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Kuronia, za to z wiarą w zamach smoleński i braci Kaczyńskich. Prezes ma kaprys, a Minister Zalewska musi go spełnić.
