Życie publiczne w Polsce jest jednak bardzo dynamiczne. Wystarczy na kilka godzin zająć się czym innym i już - gdy człowiek włączy internety - nie nadąży. Zdarzyło mi się to dzisiejszego dnia. Wstałam rano – dzień był piękny, przywitałam się kulturalnie ze znajomymi na fejsowej tablicy, do kawki zrobiłam sobie codzienną, nawet nie bardzo irytującą prasówkę i wyszłam na zewnątrz z książką. Wiało, ale było pogodnie. Gdy na powrót wróciłam do komputera, zdębiałam. Krew zaczęła się gotować. Od wschodu się niebo zaniosło. Posłanka Pawłowicz szaleje.

REKLAMA
Krystyna Pawłowicz - prawnik, nauczyciel akademicki, doktor habilitowany nauk prawnych, w latach 2007–2011 sędzia Trybunału Stanu, posłanka na Sejm VII kadencji, w środkach masowego przekazu, nazywa pewną część społeczeństwa kurwami i szmatami. Bez zbędnej cenzury. Prowadzącemu dziennikarzowi, który cokolwiek zaszokowany stara się ją tonować, sugeruje lekcje z konstytucji. Jak raz – to nie żart – miałam ustawę zasadniczą przed sobą. Z głupia frant, dla własnego dobra, zajrzałam.
Rozdział I, „Rzeczypospolita” Art. 1.: Rzeczypospolita jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli. – o zgrozo, może się okazać, że także tych, których prawnik Pawłowicz, publicznie znieważa, nazywając kurwami i szmatami.
Rozdział II „Wolności prawa i obowiązki człowieka i obywatela” – Art. 30.: Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych. – Art. 104., mówi, że posłowie są przedstawicielami Narodu.
Ciekawostką jest fakt, iż konstytucja nasza pojęcia „Naród” nie precyzuje w żadnym punkcie. Ale każdy głupi i bez tego wie, że na Naród składają się wszyscy Polacy. Także ci, których posłanka Krystyna Pawłowicz predestynowana do pełnienia podobno zaszczytnej funkcji publicznej, miast - zgodnie z wytycznymi ustawy zasadniczej – bronić czy przynajmniej nie pozbawiać ich godności, nazywa kurwami i szmatami.
Art. 31. ust. 2.: Każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych. (...) – sądzę, że poseł to też konstytucyjny „everyman”. Nawet mimo immunitetu. Art. 32. Ust.1.: Wszyscy są wobec prawa równi. Wszyscy mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne. Ust. 2.: Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny.
Za oknem zerwał się wiatr. Zagrzmiało.
Art. 47, tego samego rozdziału: Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz o decydowania o swoim życiu osobistym. – nawet „kurwy i szmaty” jak nazwała ich posłanka, protestujące przeciwko gwałtom. Zgodnie z literą prawa zresztą. Legalnie, co w konstytucji wyraża rozdział „Wolności i prawa polityczne”, a konkretnie art. 57 (Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa) i art. 58, ust. 1 (Każdemu zapewnia się wolność zrzeszania się).
W szumie ulewy, zrodziła się w głowie mej cokolwiek może pustej, ale braki nadrabiającej nadaktywnością tkanki szarej myśl, że posłanka albo nie wie, co mówi, albo działa w jakiejś chorej zmowie z kimś. Tylko z kim? Z mediami, którym jest ideowo przeciwna? Posłanka mogła przewidzieć, o co zapyta ją redaktor, jaką powinna dać odpowiedź, żeby nie wywołać wojny od lewa do prawa. Ba!! Możliwym jest, że dostała nawet potencjalnie listę pytań od researchera, który pewno dzwonił odpowiednio wcześniej i dopinał z nią kwestie występu na wizji. Miała czas na zaplanowanie występu, czemu zatem wyglądał on tak, jak wyglądał?
Prawo konstytucyjne to przedmiot wdzięczny i dla prawnika bardzo podstawowy. Poraża trochę, że prawnik, poseł, wykładowca akademicki i do tego były sędzia Trybunału Stanu, powołuje się na treść ustawy zasadniczej, samemu chyba nie pamiętając, jakie zapisy się tam znajdują i co oznaczają. No chyba, że Pani Poseł, chodzi o jakąś inną konstytucję. Na przykład, III Rzeszy. Której nigdy nie było, ale na pewno poglądowo zgadzałaby się z posłanką, w kwestii... zaraz zaraz... dziwek, kurew i alfonsów, dla których nie ma miejsca na ulicy.
Wyszło słońce. Wrzucę ten tekst na serwer i już więcej – obiecuję – nie zajrzę do żadnego serwisu informacyjnego. Na to naprawdę szkoda czasu. Którego ja co prawda nie liczę tak skrupulatnie jak minister Nowak, ale wolę tracić go na bardziej konstruktywne działania, niż śledzenie życia publicznego, które w dyskusji coraz bardziej ustawia się frontem: w stronę rynsztoka.
***Na marginesie moich rozważań jest miejsce na jeszcze coś, co posłanka Pawłowicz niechcący, ale dobitnie pokazała w komentowanej rozmowie: można molestować i gwałcić kobietę, bo odważyla się wyjść z domu w spódnicy, zatem sama szuka "alfonsa", czy raczej - podążając za tokiem myślenia Pani Poseł - klienta. Pisalam o tym w innym miejscu: http://mamzdanie.blox.pl/2012/12/Puszczalskie-w-Polsce.html Smutek...