
To nie będzie o Coco Chanel, choć z nią się ten dzień zaczął. Śladami Chanel oprowadzała nas angielska stylistka. Początek trasy przy rue Saint-Honore, jednej z najstarszych ulic Paryża. Założył ją Ludwik XIV, wielbiciel nie tylko przepychu, ale też mody. Do dziś wiszą tutaj latarnie zamontowane za jego czasów. Dla zamożnych Paryżan handel ubraniami trwał do 23.00, do najbogatszych styliści przychodzili do domu.
REKLAMA
Madame Pompadour wydawała fortunę na nowe kreacje. Kilkadziesiąt lat później, Maria Antonina przepuszczała podobne sumy. Jak obliczono, była to równowartość dzisiejszych 4 mln euro rocznie! Z tym, że pierwsza była królewską metresą i jej wydatki nie bolały Francuzów, a druga królową. I to bolało bardzo. O ironio, właśnie tą ulicą, rue Saint-Honore, szlakiem jej ukochanych, eleganckich butików, wieziono na szafot rozrzutną królową.
Dziś nadal są tutaj ekskluzywne sklepy. Zaraz nieopodal przy rue Cambon znajduje się niepozorny z zewnątrz, a naprawdę olbrzymi wewnątrz sklep Chanel z tzw. haute couture. Dosłownie znaczy to: wysokie krawiectwo. Nie tylko wysokie, w znaczeniu na wysokim poziomie, ale też dlatego, że pracownie krawcowych znajdowały się zazwyczaj na ostatnich piętrach budynków. Na pierwszym piętrze najczęściej było miejsce do przymiarek i indywidualnych pokazów, zaś na samym dole znajdowały się tak zwane show-room`y, czyli dzisiejsze sklepy z witrynami.
Chanel nie mieszkała w tym budynku. Tutaj miała pracownię i biuro, w których spędzała prawie cale dnie i noce. Była całkowicie oddana swojej pracy. Twierdziła, że chociaż nie posiada dzieci, to tak naprawdę ma jedno dziecko. Swoją firmę. Była rewolucjonistką w modzie, dała kobietom wygodną elegancję. I małą czarną! I także wadę postawy, jak twierdzi znajomy instruktor Pilatesu! Bo pozwoliła nam stać niedbale…
Dała też perfumy. Słynne Chanel nr 5. Piątka była jej szczęśliwą cyfrą.
Choć jej następca, Karl Lagerfeld, jest równie utalentowany, to właśnie perfumy wyniosły dom mody Chanel na niedostępne dla innych szczyty. Co 30 s. kupowane są na świecie perfumy marki Chanel. Ponoć obsługa hotelu Ritz, w którym prawie 40 lat mieszkała Chanel, skrapiała przed nią korytarze, jak tylko słyszała, że się zbliża…
Butelka Chanel nr 5 jest w kształcie Placu Vendome, przy którym znajduje się Ritz, na środku stoi kolumna z pomnikiem Napoleona, a cały plac to ukochane miejsce najdroższych jubilerów świata. I złodziei klejnotów także …
Stąd już tylko krok do butiku Hermesa. Kolejne produkty marketingowe dla bogatych: apaszki i torebki. Taką apaszkę ponoć trzeba mieć. Trzeba myślę też mieć, grono odpowiednio bogatych znajomych, żeby odróżnili, że to Hermes, a nie zwykła chustka z bazarku. Żeby wiedzieli, że nasza torebka kosztuje 6000 €, 15.000 €, 38.000 € (ilość zer naprawdę się zgadza), 120.000 €, lub 204.000 €???? Nie, tej ostatniej nie zobaczą, bo, właśnie jak przyszłam była przez kogoś zarezerwowana.
Mężczyzna z aparatem fotograficznym stojący obok mnie przed oszkloną gablotą, prawie oszalał jak zobaczył cenę tej torebki. Po prostu wpadł w trans strzelania zdjęć, całymi seriami. Torebka była średniej wielkości, czarna, z lakierowanej skóry. Klamrę miała z jakichś kamyczków. Aha, już przeczytałam - z brylantów. Nagle gablota się otwiera, ekspedientka wyjmuje torebkę i zaprasza do kasy panią Chinkę. Zresztą większość klienteli markowych butików stanowią obecnie Chińczycy.
Ekspedienci już bez żadnych problemów wymieniają ich nazwiska przy przywitaniu. Wiecie jak wygląda ktoś, kto kupuje torebkę za prawie milion złotych? Normalnie. Ma dwie ręce, dwie nogi, azjatyckie rysy twarzy, ok. 30 lat, czarną mini spódniczkę i biało-czarną bluzkę w panterkę. Nawet nie wiem, jak się płaci taką sumę? Kartą czy przelewem? Świat jest zwariowany.
Tuż obok w podziemiach kościoła Madeleine można zjeść trzydaniowy obiad za 8 €. I jeszcze mieć satysfakcję, że za te pieniądze kościół nakarmi paryskich biedaków. Większość klientów stanowią biznesmeni z okolicznych firm. Sceneria jest magiczna. W wąskich korytarzach podziemi, ustawione stoliki, do których podają 70-letnie kelnerki wolontariuszki. Z uśmiechem na twarzy robią coś dla kogoś i dla siebie zarazem, bo widać, że ta praca daje im kupę radości.
Wychodzę na zewnątrz, a tu kordon policji, uzbrojonej po zęby. Eskorta dla Chinki? Żeby mogła sobie paradować ze swoją torebkę za milion? Nie, to związkowcy z CGT, przeciwko czemuś protestują, jak zwykle. Bo przecież nie ZA czymś…
Nie widziałam żeby kogoś chcieli wieszać lub mieli transparenty, że ktoś jest czyimś pachołkiem. Kukieł też nie palili. Potężna demonstracja wkracza na plac de la Concorde. Prosto na szlak królewski, pod wielką karuzelę świąteczną i tuż obok targu bożonarodzeniowego. Paryżanie nawet nie zwracają na nich uwagi, wkurzeni szukają czynnej stacji metra, bo, z powodu protestu pozamykano okoliczne. Jak już wreszcie usiadłam w metrze i spokojnie chciałam sobie wyobrazić scenę jak Chinka wkłada do torebki najbardziej podstawowe przedmioty: szminkę, telefon, klucze, drugą szminkę, błyszczyk… to nagle wkroczyło do wagoniku dziesięciu kontrolerów sprawdzających bilety! Dziesięciu kontrolerów w jednym wagonie! Na szczęście miałam bilet…
