
We Francji mamy dużo dzieci. Nie tylko w rodzinach biedoty i emigrantów. Wszyscy mają dużo dzieci. Taki wzór rodziny to 2+3.
REKLAMA
Yes!!! I wreszcie z moją 5-osobową rodziną czuję się tu dobrze i nie stanowię osobliwości. W Polsce, jak po pierwszym dziecku urodziły mi się bliźnięta, to kolega zażartował, że z dnia na dzień stałam sie rodziną patologiczną. A we Francji należę do rodzin podstawowych. Bo tutaj ma się 3, 4, 5 dzieci. Przy szóstym słyszy się pierwsze pełne zaskoczenia pytanie: naprawdę ???
Dzieci tutaj oznaczają dobrobyt dla rodziny. Francja jest jednym z niewielu krajów zachodnioeuropejskich z dodatnim przyrostem naturalnym. Kobiety zachodzą w ciążę i pracują do ostatniego dnia. Nie biorą dziewięciomiesięcznego L-4, jak tylko zobaczą dwie niebieskie linie na teście ciążowym, nie wysiadują swojego jaja, jak to w Polsce ostatnio stało się normą. Nawet nie znalazłby się lekarz, który by się zgodził na takie oszustwo, na które składają się wszyscy obywatele. Po porodzie Francuzki zostają z dzieckiem w domu przez trzy miesiące, a potem jest creche czyli żłobek lub operka czyli najczęściej angielska opiekunka. Młode Brytyjki pracują za wikt i opierunek i niewiele ponadto, tak żeby wystarczyło na opłacenie szkoły językowej i jeden dzień szaleństwa w weekend w Paryżu.
I wiecie co, francuskie matki mówią o tym tak normalnie, bez wyrzutów sumienia i bez tych polskich westchnień, że jestem wyrodną matką i porzucam swoje dziecko, ale muszę, bo mamy kredyt i z chęcią zostałabym z maleństwem, ale z jednej pensji się przecież nie utrzymamy.... Nie wiem, gdzie to się w Polsce zaczyna; w kościele, telewizji czy szpitalu? Młode dziewczyny poddawane są takiemu praniu mózgów na temat bycia polską matką, że miotają się pomiędzy karierą a macierzyństwem, i gdziekolwiek potem są: w domu z dzieckiem, czy w pracy, to czują się nieszczęśliwe. Dlatego wolą zakończyć rodzicielstwo na jednym dziecku. I żadne becikowe, tatusiowe czy inne roczne urlopy ich nie namówią na kolejnego malucha.
Tymczasem państwo francuskie w bardzo mądry sposób wspiera rodziców. Oferuje liczne odpisy podatkowe, olbrzymie zniżki na żłobki, przedszkola, dopłaty do lekarzy, opiekunek, przyborów szkolnych, bony na kolonie. Nawet korepetycje można odpisać od podatku! Ponoć odejście jednego dziecka z domu powoduje naprawdę odczuwalną zmianę wysokości podatku.
Po pierwszym dziecku jest drugie, trzecie, i ciągle ten sam mechanizm. I dotyczy to także kobiet na wysokich stanowiskach tzw. cadre. Krótki macierzyński, szybki powrót do pracy, operka lub żłobek do 19.00. A jeszcze wieczorem obowiązkowo rodzice, po ciężkim dniu pracy, muszą wyskoczyć na kolację do restauracji. Zrozumiałe! Kto siedzi z dziećmi? Babcia? Nie, babcia z dziadkiem mają swoje życie. Od tego jest operka. Potem też zabiera się ją do opieki nad dziećmi w góry i nad morze. Opiekunka staje się członkiem rodziny.
Ale co z dziećmi? Jak udaje się utrzymać rodzinę razem, tworzyć więzi przy tak sporadycznych kontaktach? Przy takim długim dniu pracy do 19-20? Pozostają weekendy, które są tutaj święte i dla rodziny. W weekendy, myślę, wychowuje się dzieci.
I bardzo was zaskoczę, ale w większości, to są bardzo dobrze wychowane dzieci. Usłyszałam niedawno pytanie: wiecie po czym odróżnia się dzieci francuskie od angielskich w pociągu pod kanałem La Manche? Po tym, że angielskie wrzeszczą, biją się i szarpią drzwi przedziałów, a francuskie w tym czasie karnie siedzą obok rodziców i czytają. Nie wiem, czy straszakiem jest to, że rodzice nie mają tutaj zahamowań żeby przylać dziecku na ulicy, w twarz!!! lub naprawdę mocno w pupsko. Sama widziałam to kilka razy na ulicy i zmroziło mnie. Takie francuskie "Wychowanie bez porażek". Dr Gordon czy dr Spock nie byliby zadowoleni, ale jak się ma tyle dzieci, to jak sobie radzić? Nie ma przecież dotacji świętej cierpliwości i dofinansowania z opanowania…
I bardzo was zaskoczę, ale w większości, to są bardzo dobrze wychowane dzieci. Usłyszałam niedawno pytanie: wiecie po czym odróżnia się dzieci francuskie od angielskich w pociągu pod kanałem La Manche? Po tym, że angielskie wrzeszczą, biją się i szarpią drzwi przedziałów, a francuskie w tym czasie karnie siedzą obok rodziców i czytają. Nie wiem, czy straszakiem jest to, że rodzice nie mają tutaj zahamowań żeby przylać dziecku na ulicy, w twarz!!! lub naprawdę mocno w pupsko. Sama widziałam to kilka razy na ulicy i zmroziło mnie. Takie francuskie "Wychowanie bez porażek". Dr Gordon czy dr Spock nie byliby zadowoleni, ale jak się ma tyle dzieci, to jak sobie radzić? Nie ma przecież dotacji świętej cierpliwości i dofinansowania z opanowania…
