
Rok 2012 zszedł dumnie ze sceny świata, ustępując miejsca młokosowi 2013. Wiele już ukazało się ocen, rankingów czy podsumowań, ale nikt nie zapytał jego samego o te minione 366 dni. Co było dla niego trudne? Co go rozbawiło? Co wywołało łzę w oku? W tym ekskluzywnym wywiadzie Rok 2012 opowiada nam swoją historię.
REKLAMA
Klancyk: Przede wszystkim dziękujemy za zgodę na tę rozmowę - Pana koledzy w przeszłości unikali wypowiedzi prasowych. Oriana Fallaci bezskutecznie starała się o wywiad z Rokiem 1939. Ryszard Kapuściński wielokrotnie odbijał się od drzwi Domu Spokojnej Starości „Kalendarz” i wreszcie zamiast Roku 1989 musiał zadowolić się zaledwie kilkoma zdaniami z 1987 R. I nawet Hannie Krall udało się wyciągnąć na kawę tylko dwa kwartały 1995, a i tak rozmawiały tylko o denominacji. Panie 2012, Pan jest odważniejszy?
2012: Proszę mi mówić Rok Korczaka. Odwaga jest w tej pracy absolutnie niezbędna. W przeciwnym razie jak mógłbym patrzeć na Mitta Romneya ocierającego się o Biały Dom?
K: Kiedy Rok Korczaka patrzy na siebie wstecz, to co uznaje za swoją największą porażkę, a co za największy sukces?
2: Nie wypada mi się chwalić, ale pasmo moich sukcesów zaczęło się jeszcze we wczesnym dzieciństwie. Byłem zaledwie niemowlęciem, gdy sprowadziłem na świat dziecko Beyonce i Jaya Z. Niestety nie miałem wpływu na kretyńskie imię, które wybrali - jeszcze nawet nie umiałem mówić. Na pewno ważnym osiągnięciem było rozpoczęcie nadawania w HD przez programy pierwszy i drugi Telewizji Polskiej.
Skoro pyta pan o porażki... Byłem trudnym nastolatkiem. Wie pan, głupie błędy młodości, które człowiek popełnia, mimo że obiecywał sobie „nigdy więcej”: wybory prezydenckie w Rosji, Eurowizja... Poza tym typowe problemy dojrzewania: masowe protesty w Grecji, trądzik, apatia. Niestety rynki odczytały moją depresję dosłownie.
K: No właśnie, ale melancholia nie opuszczała Pana - pod koniec pracy, zapatrzony w obce kultury, otarł się Pan o samounicestwienie.
2: Teraz, kiedy już jest po wszystkim, mogę ujawnić, że cała ta akcja była sponsorowana przez Toyotę. Chcieliśmy zrobić coś jak kolega 2000 z tym błędem komputerowym, ale na większą skalę.
K: Czyli product placement na skalę czasu...
2: Tak. Ubocznym, ale pozytywnym efektem całej sprawy była promocja cywilizacji Majów. Prowadzimy właśnie rozmowy z Ministerstwem Turystyki czy za jakiś czas nie powtórzyć tego zabiegu z jakąś straszliwą przepowiednią Łużyczan z Biskupina.
K: Wróćmy jednak na nasze podwórko, Polska jest wszak ulubieńcem Historii. w Pana Roku wiele się działo, jednak chyba zgodzi się Pan z opinią, że zostanie Pan zapamiętany jako rok UEFA EURO 2012?
2: Jestem bardzo zmęczony sportem. Euro, Igrzyska w Londynie, Leo Messi... ciągnąłem rekordy jak mogłem, uwierzcie - ale to nie jest łatwe. Jedno tylko przyszło łatwo - Usain Bolt. Ziuuuuuuu! To jest facet! Patrzeć na tę błyskawicę to prawdziwa przyjemność. Czy uwierzy Pan, że podczas biegu na 200 m. wcale nie dmuchałem mu w plecy?
A EURO? Przyznam, że miałem trochę żalu do UEFA, oni umyli na wstępie ręce, mówili - to jest EURO 2012. No nic, musiałem wszystko zrobić sam. Było, minęło - zapunktowałem w Hiszpanii, gdzie dostałem taki mały domek na wybrzeżu, czasem z kolegami tam jeździmy... przyznam też, że właśnie tam poczęty został 2013...
K: Skoro nie sport, to może kultura?
2: Och, długo by wymieniać. Muszę od razu odnieść się do plotek jakobym kierował się tylko i wyłącznie kryterium fizycznej atrakcyjności twórców kultury. Tak, to prawda. Adele, Jean Dujardin, Mo Yan, Jennifer Lawrence, Michael Haneke, Jessie Ware, Artur Żmijewski (artysta, nie Ojciec Mateusz), Michał Sufin, Maciej Stuhr. Byłem ich rokiem.
K: Ale Wisławę Szymborską Pan zabrał...
2: To niestety była straszliwa pomyłka.
K: A jak zdrowie?
2: Wie Pan, w mojej sytuacji trzeba się z sobą obchodzić jak z jajkiem. 30 czerwca czknąłem i ludzie dodali to zegara przestępną sekundę, żeby zsynchronizować zegarki z ruchem globu. Ale jak raz kroiłem cebulę na kolację, to się skończyło powodzią na pół Australii. Kiedy przyszedł czas na kontrolę stomatologiczną i musiałem się poddać borowaniu, to Francuzi wybrali Francois Hollande’a. Swoją drogą to ironia, bo jak kolega 2008 brał coś na poprawę krążenia, to Sarkozy ożenił się z Carlą Bruni.
K: Jakie rady ma Pan dla młokosa 2013?
2: Lepiej będzie dla niego, żeby dziecko Williama i Kate było ładne.
K: A na koniec coś o sobie. Ulubiona książka?
2: „Rok w merde”
K: Ulubiony film?
2: „Dobry rok” i „Szkoła Rocka”. Na jakieś większe seanse z przyjaciółmi to „Siedem lat w Tybecie”.
K: Ulubiona sentencja?
2: Rok nie wyrok.
K: Bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas, wszystkie 366 dni.
