
Dla jednych dzień wagarowicza to beztroski dzień wolny od zajęć szkolnych, spędzany na wypatrywaniu pierwszych bazi i wystawianiu buzi do nieśmiało przygrzewających promieni słonecznych. Dla innych to dzień, w którym zakłada się niemodne ciuchy, zostaje się podpalonym i zrzuconym z mostu do smrodliwej rzeczki.
REKLAMA
Klancyk: Dla wielu pierwszy dzień wiosny i topienie Marzanny to radosne, kojarzące się z dzieciństwem święto. Czy może to Pani opisać ze swojej perspektywy, własnymi słowami?
Marzanna: Już przygotowaniom do tego barbarzyńskiego święta towarzyszą szyderstwa, śmiechy, obelgi. Potem jestem wleczona przez wiele kilometrów. Czasem ląduje w każdej śmierdzącej kałuży po drodze. Wreszcie dochodzimy do rzeki. Tam zdziczały tłum wpada w szczytowy punkt zwierzęcej ekstazy. Krzyki, pieśni. Wrzucają mnie. Czasem podtopią ręką czy nogą. Mam szczęście, jak nie trafię głową w krę i się nie rozpadnę od razu. Czuję, jak zimna woda wlewa się między moje źdźbła słomy...
K: Co Panią boli najbardziej?
M: Okrucieństwo dzieci, proszę Pana, okrucieństwo dzieci. To jest chyba najstraszliwsze. Małe, rozkrzyczane, ogłupione telewizją i grami komputerowymi demony jeden przez drugiego wyrywające sobie nasączone naftą szmatki, ciskają kamieniami. Otumanione przez ludowe gusła. A ja wielokrotnie próbowałam tłumaczyć, że zmienność pór roku wynika z nachylenia osi Ziemi do orbity, a co za tym idzie zmiany kąta padania promieni słonecznych w ciągu roku, a aktualna pogoda to zasadniczo efekt przesuwania się mas zimnego i ciepłego powietrza w wyniku różnicy ciśnienia atmosferycznego. Ale czy to kogoś obchodzi? Skąd! Dalejże kukłę w lodowatą wodę.
K: Jednak teraz już nikt nie pamięta, że jest Pani symbolem bogini Śmierci.
M: Kiedyś przynajmniej się bali. Wie Pan, nie można było się spojrzeć za siebie, bo rok chorób, jak ktoś mnie dotknął płynącą w rzece, to rękę mu mogłam ususzyć, a teraz? Nic. Bez szacunku, bez szansy na miłość. Nawet chochoł nie chce ze mną tańczyć. Tylko ten taniec miliarda mi został.
K: A może jednak dostrzega Pani jakieś pozytywy tego zajęcia?
M: Pociąg z Warszawy do Gdańska jedzie teraz ponad 8 godzin. Zwykle docieram nad morze szybciej niż koleją. To jest niewątpliwy plus.
K: Czy to prawda, że pociesza się Pani w gronie innych znanych topielic?
M: Owszem. Tylko na spotkaniach naszego koła możemy liczyć na wzajemne współczucie i zrozumienie. Wymieniamy też cenne wskazówki. Ostatnio Virginia [Wolf przyp. redakcji] sprzedała nam ten patent z kieszeniami. Zwykle panuje miła, niezobowiązująca atmosfera. Wie Pan, kawa, ciastka. Świtezianka upiecze czasem jakiś sernik. Ofelia, jak akurat nie ma humorów, to opowie jakiś żart.
K: Same Panie?
M: Tak się złożyło. Kiedyś zaprosiłyśmy podmiot liryczny z piosenki "Takie ładne oczy" Czerwonych gitar, ale była niezręczna sytuacja, bo facet wystraszył łabędzie dwa, a Wanda, co nie chciała Niemca, działa w Polsko-Niemieckim Towarzystwie Ornitologicznym.
K: Ewidentnie jest Pani ofiarą dyskryminacji. Czy nie myślała Pani o przyłączeniu się do którejś z kobiecych inicjatyw społecznych, by nagłośnić swój problem?
M: Naturalnie, że tak. Ale Kongres Kobiet we wrześniu jest... Ja zazwyczaj staram się wtedy stylem grzbietowym przewalczyć wysokie fale wzburzonego Bałtyku i zawrócić, rozpaczliwie bijąc słomianymi ramionami odartymi z resztek ubrania i godności...
***
najbliższy spektakl:
najbliższy spektakl:
"Komora maszyny losującej jest pusta" inaugurująca wiosnę
czwartek, 21.03 o 20:00, Klub U Artystów, Warszawa
czwartek, 21.03 o 20:00, Klub U Artystów, Warszawa
