O autorze
Klancyk jest jedną z pionierskich grup impro w Polsce. Ich komediowe spektakle, powstające na bieżąco, bez przygotowania i zainspirowane podpowiedzią publiczności, można oglądać w warszawskich klubach od 2006 roku. Klancyk działa też w przestrzeni publicznej, pisze, koncertuje, realizuje słuchowiska i filmy, prowadzi warsztaty improwizacji, ogarnia chaos, krzepi, drażni i łączy ludzi. Teatr współpracował m.in. z Instytutem Teatralnym im. Z. Raszewskiego, Akademią Teatralną im. A. Zelwerowicza, Muzeum Powstania Warszawskiego, Centrum Nauki Kopernik, Amnesty International, Bluszczem i Radiem Wnet. Klancyk to ośmiu facetów, z których trzech ma brodę, a dwóch dziecko. Ktoś powiedziałby, że Klancyk to zjawisko artystyczne. Ktoś inny - zupełnie by tego nie powiedział.

Jedyny wywiad z Muzycznymi Chwilami!

Na kilka godzin przed kolejnym, tłumnie obleganym warszawskim koncertem, Krzysiek i Maciek - założyciele legendarnej grupy "Muzyczne chwile z Maćkiem i Krzyśkiem", znaleźli czas na rozmowę z naszym reporterem. O muzyce, o pasji, o męskiej przyjaźni.




Biografia na ich oficjalnym fanpage’u zaczyna się tak:

Legend nie trzeba nikomu przedstawiać. Nie trzeba o nich nawet mówić. Nie trzeba zachęcać nikogo do spotkania z Legendą. Ale Legendzie czasem trudno stać samotnie na piedestale. Maciek i Krzysiek pochodzą z Buska- Zdrój. W przedszkolnej interpretacji utworu "Tańcowała ryba z rakiem" jako ryba i rak podbili serca publiczności. Busko-Zdrój stało się dla nich za małe. Pełni zapału i wiary w swój talent opuścili szkolne mury już w 4 klasie podstawówki. Życie miało być odtąd ich nauczycielem. Nie sposób na mniej niż 8000 stron opowiedzieć ich historię.


Duet, który już dziś o 19:00 zagra wskazane przez widzów piosenki w Klubie Komediowym Chłodna, zaczyna rozmowę od ostrego dementi: “Napiszcie, że nasze piosenki nie są improwizowane”. Siedzimy w busie. Obsługa koncertu rozładowuje ciężarówki ze sprzętem przed wieczornym show. Postanawiamy zacząć z wysokiego C.


Klancyk: Co odpowiadacie tym, którzy mówią, że jesteście odpowiedzią Mazowsza na Simona i Garfunkela?

Muzyczne chwile z Maćkiem i Krzyśkiem: Mówimy zwykle, że Pepe Santiago już 1964 roku powiedział że "Gdyby żył Manfred Mildnau to wróciłby do waltorni, żeby zorkiestrować "Poranek świerszczy"… (śmiech). Ale poważnie to Paul i Simon są naszymi dobrymi kumplami. Pokazaliśmy im parę sztuczek i nie mamy im za złe, że nigdzie nie wspomnieli nawet o tym, kto wymyślił melodię i pierwszą zwrotkę “Sound of silence”. Nie jesteśmy pamiętliwi.


K: U podstaw rozpadu wielu legendarnych zespołów były kobiety. A wy wciąż trwacie. Czy kobiety, delikatnie mówiąc, nie są w kręgu waszych zainteresowań? Czy może to tylko plotki?

MChzMiK: Jak mawiał nasz mentor Duke Ellington - jest jedna kobieta - muzyka. Mamy wiele kochanek i są to nasze piosenki. Co do złośliwych komentarzy pod naszym adresem - co jest złego w tym że dwóch facetów połączyła boska iskra muzyki? Jest to związek na dużo wyższym poziomie od tych ludzkich, niedostępny i niezrozumiały dla motłochu.



K: Jeden z moich przyjaciół jest tak bardzo indie, że uważa Coco Rosie za szczyt komerchy. Ze znanych lubi tylko Kwartet Rampa i was. Jak połączyć niebywały sukces sprzedażowy i nigdy nie pójść na kompromis artystyczny?

MChzMiK: To jest jak jajko niespodzianka - z zewnątrz banalna, czekoladowa polewa, pod spodem smakowity kokos, a jeszcze, w samym jądrze, tytułowa niespodzianka. Nasza twórczość to z pozoru kapitalne, wpadające w ucho utwory. Gdy przyjrzeć się dokładniej, pojawia się niezwykła harmonia i klasa kompozycji. Ale prawdziwy meloman dostrzeże niespodziankę. Każdy inną.

K: Biografowie nie są zgodni, co do tego, kto grał rybę, a kto raka w waszym roztańczonym debiucie. Zanurzmy się w aleję wspomnień. Jak to było?

MChzMiK: Eh... “Rak nieborak, rak nierybak” to było czyste szaleństwo. Monciak w Sopocie napakowany ludem jak pierożki farszem. Szczerze mówiąc, wszystko latało w powietrzu, również kostiumy, także granice postaci były płynne.

K: Jak udało Wam się namówić Twiggy, żeby zapozowała do okładki waszej płyty “W leśniczówce drzemał sam”?

MChzMiK: Nie namawialiśmy jej. Chodziła za nami przez pięć lat, błagając o zrewanżowanie się nam za ich okładkę - słynny banan z albumu The Velvet Underground to był spontaniczny pomysł Krzyśka, który swoim drugim śniadaniem uratował kompletnie nieudaną sesję fotograficzną zespołu.

K: Komu dedykowany jest szlagier “Onieniemenienie (Nie ze mną te numery, Czesław)”?

MChzMiK: Stanowi Borysowi.

K: Najcieplej wspominiana trasa koncertowa?

MChzMiK: Wyścig Pokoju w 79’ i nasz “Muzyczny Bicykl”. Wielu znanych zawodników przekreślało swoje szanse na zwycięstwo w prestiżowej rywalizacji, rezygnując z walki na rzecz spokojnej jazdy i przysłuchiwaniu się naszemu muzykowaniu.



K: Pomimo kilku prób, przyznacie sami, nie udało Wam się przebić na Zachodzie. Złośliwi pisali, że wróciliście z Hollywood z podkulonymi ogonami. Ale przecież sukces był tak blisko. Jedno z waszych nielicznych nagrań z tamtego okresu - “Nobody puts Baby in the corner” krąży na bootlegach. Dlaczego ten numer ostatecznie wycięto z Dirty Dancing, a producenci w ostatnim momencie zdecydowali, że to jednak “Time of Your Life” będzie wiodącym singlem?

MChzMiK: Świat nie był jeszcze gotowy na tak odważny, prokobiecy numer. W naszej wersji, to Baby dyktowała warunki gry. Ta krucha kobietka wywijała cielskiem Patricka Swayze nad głową. Niestety, producenci uznali, że wolą bezpieczniejszą drogę i postać słodkiej kruszynki, która mdleje na widok jednej kropli potu swojego partnera.

K: Na koncert do Polski przyjeżdża Paul McCartney, czy nie będzie między wami zgrzytu?

MChzMiK: Jeśli znowu nie będzie wciskał kitu, że ma cokolwiek wspólnego z napisaniem “Deliverance” to uznamy sprawę za niebyłą.

K: Niedawno obchodziliśmy rocznicę 100 urodzin artysty, który był dla Was niezwykle ważny - mowa o Jerzym Wasowskim. Czy możecie przybliżyć szczegóły Waszej współpracy?

MChzMiK: Kiedy solowa kariera pana Jerzego znalazła się na zakręcie, namówiony przez kolegę, niechętnie, wybrał się na nasz koncert. Po powrocie do domu, przy szklance ciepłego kakao olśniło go - dwóch mężczyzn i piosenki - to jest to! Wiedział, że jeden z nich musi mieć nieco semicki wygląd. Znalazł Przyborę i tak to się zaczęło. Był fantastycznym człowiekiem i w podzięce zadedykował nam utwór “Tanie dranie”. Choć jak wszyscy wiedzą (aż głupio nam obrażać naszych fanów, taką oczywistością) największym naszym wspólnym osiągnięciem była utwór o rodzinie, z którym dotarliśmy aż do finału konkursu na uwór towarzyszący czołówce “Klanu”. Pozdrawiamy Ryśka Rynkowskiego, który wyprzedził nas dosłownie o włos!



K: 36 lat nieprzerwanie w trasie koncertowej, 5 790 009 sprzedanych płyt na całym świecie (choć ponoć milion kupił jeden z kolumbijskich bossów narkotykowych), 17 458 utworów muzycznych, a ciągle tak młodo wyglądacie. Jak to robicie? Jakie są Wasze najważniejsze “Muzyczne chwile”?

MChzMiK: Maciek stara się wzruszać otaczającym go światem. Łka na widok syna piekarza, który z (nomen omen) wypiekami na twarzy spieszy pomóc ojcu w rozładunku o świcie, rumieni się obserwując kotka nieśmiało siorbiącego mleczko z podstawionej miski, ryczy jak bóbr, gdy deszczowe chmury przykrywają niebo swoim szarawym tiulem. Krzysiek natomiast codziennie wypija szklankę krwi młodej sarny.

Co do drugiego pytania (a właściwie jest to też odpowiedź na pierwsze), zawsze lubimy powtarzać, że najważniejsze Muzyczne Chwile są wciąż przed nami. Może właśnie te najbliższe?




***
Muzyczne chwile z Maćkiem i Krzyśkiem
koncert w środę, 5 czerwca o 19:00 w Klubie Komediowym Chłodna
facebook.com/muzycznechwile

najbliższy spektakl Klancyka
Klancyk gra książki na wakacje w środę, 5 czerwca o 21:00 w Klubie Komediowym Chłodna
klancyk.art.pl
facebook.com/klaaancyk