Gdybym dziś wygrała w lotto, przeznaczyłabym połowę na cel charytatywny. I nie byłyby to chore dzieci, ani cierpiące zwierzęta, ani bezdomni, ani rośliny na wyginięciu. Byłoby to promowanie dojrzałych relacji w pracy. Może to Was oburza, ale mam swój argument. Jeśli tak wielu dorosłych, zdrowych, produktywnych ludzi będzie tak zniechęconych do pracy i życia, to nie będzie kto miał ratować słabszych. Zupełnie jak z zasadą w samolotach - maskę tlenową ma najpierw założyć rodzić sam sobie, a dopiero później dziecku.

REKLAMA
Czy ludzie nienawidzą pracy? Nie. Nienawidzą ludzi, z którymi muszą tam obcować.
Czy ludzie rzucają pracę? Nie. Z reguły opuszczają przełożonych.
Praca to też dom. W naszym kraju zbyt często toksyczny i patologiczny.
Była śnieżna jesień… tak, śnieżna! Dokładnie w tamtym roku. Śnieg sypał już w październiku. Pewna dziewczyna wahała się, stojąc na krawężniku dzielącego przejście dla pieszych od chodnika i rozważała, jaki uszczerbek na zdrowiu i ciele spowodowałoby wejście pod koła nadjeżdżającego z niewielką prędkością auta. Złamanie nogi lub ręki byłoby najbardziej optymalne. Tylko nie jakieś złożone, no i nie bolesne. Ważne też, żeby nie było to samo otarcie, czy podarty płaszcz. Zależało jej na 2-3 miesiącach zwolnienia. Nie była już w stanie wytrzymać w swojej firmie, a zwłaszcza poddawać się temu niewidzialnemu, nigdy nie udowodnionemu mobbingowi. Właściwie nawet nie wiedziała, czy jest to mobbing, czy nie. Wiedziała, a raczej czuła, że zbliża się do tej cienkiej czerwonej linii. Ta cienka czerwona linia, podobnie jak krawężnik, na którym stała, oddzielała jej zdrowie psychiczne od jakiejś nerwicy, albo depresji. Z jednej strony wiedziała, że to głupie – zrobić sobie krzywdę fizyczną, ale z drugiej co dzień robiła sobie krzywdę psychiczną, chodząc do pracy. Nie mogła się po prostu zwolnić. Nie wiedziała, jak szybko znajdzie kolejna pracę i czy w ogóle. Czuła się jak w matni. Nienawidząc szefa, nienawidziła też siebie.
logo
http://www.greencalgary.org/workshops/business-and-organization-workshops/waste-at-work/

Tego samego popołudnia, pewien mężczyzna poszedł z kumplem na wódkę. Chciał się po prostu znieczulić. Prezes coraz bardziej go cisnął, a on nie wiedział, jak ma wyprowadzić statystyki na zadowalający poziom. Niewdzięczni i mało rozgarnięci pracownicy albo denerwowali go swoją niekompetencją, albo nieprzewidywalnością, albo co gorsza nadgorliwością. Wszystko było nie tak. Czuł, że nikt go nie słucha, a on musi pełnić rolę psychologa, nauczyciela i cholera wie, kogo jeszcze. Czuł, że jeszcze bardziej musi kontrolować sytuacje i pogonić ludzi do pracy, aby nie mieli głupot w głowie. Gdzieś z tyłu głowy wiedział, że sam sobie kiepsko radzi, ale nigdy się do tego nie przyzna, byłaby to totalna porażka, gdyby chciał skorzystać z pomocy. Bał się i czuł się bezradny. Poker face natomiast to zabieg, który nieźle mu wychodził. Nakręcał się więc w swoich myślach do czasu, gdy pijąc kolejnego drinka, poczuł przyjemne otępienie w głowie i błogi wpływ nie myślenia.
Przedstawione powyżej historie nie są oddalone od prawdy i fałszywe. Znane mi bezpośrednio osoby (nawet nie jedna, ani nie dwie.. dziesiątki!) – tak w roli podwładnych, jak i w roli szefów przeżywają swoje frustracje. Te frustracje czasem prowadzą do znacznie poważniejszych objawów – nerwic, depresji, raka, ale też ryzykownych posunięć życiowych.
Prawdopodobnie 80% naszego życia spędzamy w pracy. Bo nawet gdy tam nie jesteśmy, myślimy o niej, przejmujemy się, planujemy, rozważamy.
To, w jakich ludzie są emocjach opowiadając o niektórych wydarzeniach w pracy, przypomina świeże wrażenia z kolejnej części „Obcego”, albo „Piły”. Czasem jest komicznie i absurdalnie, jak u Monty Pythona.
Trudno zwalić wszystko na bezpośredniego przełożonego, w końcu to cała machina, która porusza kolejne trybiki i jeden trybik jest zależny od kolejnego trybiku, więc teoretycznie, aby cokolwiek zmienić, potrzeba byłoby zmienić machinę, system.
Sądzę, że to jednak pozory. Firmy to nie machiny, a ludzie to nie roboty. Wygodnie jest szukać takich wytłumaczeń i zwalać na innych, tłumacząc, że jest to nie nasze kompetencje. To powoduje, że relacje w pracy są płaskie jak deski.
Zasada dojrzałych relacji jest prosta – uczciwa, precyzyjna komunikacja, umiejętność wysłuchania, empatia, asertywność. Traktowanie drugiego człowieka nie jak nazwiska z listy, tylko kogoś, kto ma swoją historię osobistą, uczucia, marzenia, problemy. Koniec, kropka. Tyle i aż tyle starczy, by zmienić kulturę pracy w polskich organizacjach. Wtedy też tworzy się więź.
logo
ZImbardo http://www.sfgate.com/entertainment/article/HOW-DID-IT-COME-TO-THIS-San-Francisco-2605332.php

Efekt Lucyfera to termin, który został wprowadzony po stanfordzkim eksperymencie więziennym dr Zimbardo. Ochotnicy, młodzi, zdrowi mężczyźni wchodzili w rolę strażników i więźniów. Eksperyment udowadniał, że role, w jakie człowiek wchodzi i kontekst sytuacji oraz okoliczności mogą w człowieku wyzwalać skłonności do okrucieństwa.
Należy jasno napisać, że eksperyment sam w sobie nie spełniał mnóstwa wymogów metodologicznych. Poza tym badaczom zarzucono nieetyczne działanie.
Moim zdaniem, istotne jest coś zupełnie innego – Zimbardo w trakcie tego badania sam wszedł bardziej w rolę dyrektora więzienia niż badacza. Jako przełożony strażników dał im przyzwolenia na niemal nieograniczoną władzę i dominację (nie pozwolił co prawda używać przemocy fizycznej, ale strażnicy znaleźli inne sposoby upokarzania swoich kolegów odgrywających rolę więźniów). Myślę też, że uczestnicy badania postępowali bardziej według wyobrażeń o swojej roli niż praktycznych doświadczeń poprzedzonych jakimikolwiek praktykami.
Wysunę wniosek, że podobne mechanizmy mają miejsce w wielu firmach, gdzie po pierwsze to przełożony – już tego najniższego szczebla kreuje kulturę pracy, po drugie niejeden przełożony/menedżer pełnią swoje rolę tylko w oparciu o wyobrażenie, jak ta rola powinna wyglądać. Ktoś, kto był w jednym ekstremum - zdominowanego, wchodzi w drugie ekstremum - dominacji, nie potrafiąc znaleźć balansu.
Człowiek jest zawsze podmiotem jakiejś relacji, za którą nie zawsze bierze odpowiedzialność.
Treningi asertywności, komunikacji, leadershipu niewiele dają, jeśli na poziomie nieświadomym funkcjonują niedojrzałe, nieadekwatne wzorce, przekonania, wartości, kiepskie nastawienie do ludzi i świata.
Przełożeni nierzadko powtarzają, że nie są psychologami. Warto zadać jednak pytanie, czy są świadomymi ludźmi? Przełożony nie musi zabierać się za rozwiązywanie problemów, wystarczy, że interesuje się drugim człowiekiem.
Przełożony z uwagi na stanowisko musi być bardziej dojrzały, musi potrafić zarządzać emocjami, musi potrafić słuchać, musi potrafić motywować i budować zespół, nie może oceniać zbyt pochopnie, nie może przenosić frustracji na pracowników.
Rozmowa o pracy z niejednym Polakiem, pracującym za granicą, zwłaszcza w krajach skandynawskich daje do myślenia. Większa inwestycja w relacje, większy szacunek, unikanie przepracowania i nakręcania się pracą, daje efekt w postaci work life balance.
Może jestem naiwna, ale mam ogromną nadzieję na to, że jeszcze kilka lat i u nas też tak będzie. Najpierw człowiek, potem biurokracja. Najpierw wartości, potem cele.
Szefowanie to nie stała relacja międzyludzka, to nie pozycja, czy nazwisko na drzwiach. To proces, który wymaga cały czas dawania dowodów, że ta osoba potrafi motywować i tworzyć zespół. Współistnieć z tym zespołem a nie być obok.
W Polsce awansują najczęściej eksperci lub ci, którzy dużo pracują. Problem tworzy się, kiedy osoba nie posiada cech lidera. Owszem, należy wynagradzać ludzi za ciężką pracę, chwalić, dawać podwójne premie, ale nierzadko te osiągnięcia nie wystarczają, by awansować kogoś na lidera. Wielu ludzi radzi sobie świetnie ze swoimi celami, ale nie z innymi ludźmi.
Nie raz widziałam łzy w oczach ludzi skrzywdzonych przez swoich szefów, przełożonych. Nie raz sama płakałam, nie raz idiotyzm sytuacji był nie do pojęcia a o ludzkim losie decydował ktoś, kto zajmował tylko ten szczególny fotel, gabinet, pozycję na liście.
Małe incydenty urastają do dużych problemów, gdy ludzie załamują się, chorują na raka, depresje, wypalają się zawodowo przez swoją pracę. Sądzę więc, że praca jest równie ważna jak rodzina.
10 głupich rzeczy, które każda firma i instytucja potrafi zrobić z wartościowym pracownikiem:
1. Dają ci indywidualne zadania, rozliczają indywidualnie i mają pretensję, że nie potrafisz pracować zespołowo.
2. Zatrudniają cię w uwagi na twoją kreatywność, umiejętność wprowadzają innowacji, nowe pomysły, a potem karzą za nietrzymanie się starych procedur i „nadgorliwość”.
3. Wydają pieniądze firmy na kolejny level w organizacji, kolejnych pośrednich menedżerów, którzy wymagają od ciebie więcej za mniej. Twój przełożony ma przekonanie, że powinieneś być wdzięczny, że pracujesz, gdy sam nie pamięta, że ma pracę m.in dzięki tobie.
4. Nie słuchają cię, ignorują twoje zdanie, nie chwalą, mając pretensję, że nie identyfikujesz się z firmą.
5. Jeśli dobrze i dużo pracujesz, wiedzą, że mogą dać ci jeszcze więcej.
6. Ignorują Twoje inteligentne sugestie co do zmian, a po kilku miesiącach wprowadzają je jako własny pomysł.
7. Nie ufają ci, kontrolują, nie biorą pod uwagę osobistych potrzeb, potem zwalniają lub dyscyplinują, jeśli idziesz na zwolnienie lekarskie.
8. Rozmawiają z tobą z pozycji silniejszego, wydają polecenia, są hipokrytami, którzy mówią o partnerstwie z pozycji autorytatywnej.
9. Myślą o sobie, nie widzą, że są odpowiedzialni za system, który tworzą dziesiątki ludzkich historii osobistych. Czujesz, że nawet przez moment nie są w stanie wejść i spojrzeć na sytuację z twojej perspektywy.
10. Każde zadanie staje się priorytetem. Jedyną rzeczą, która nie jest dla nich priorytetem są twoje potrzeby.
Jeśli czytasz ten teks i już jesteś przełożonym, albo będziesz nim niebawem, gratuluję. Większość przełożonych nie ma czasu na refleksję, co można by ulepszyć.
Czasem mi mówią, że naiwnością jest próba zmiany zachowania jednej osoby, gdy zmienić trzeba cały system i mentalność. Nie zgadzam się. Duże zmiany zaczynają się od małych trendów. Pojedynczych relacji. Człowiek wywiera wpływ na innych, jak kamień rzucony w wodę, który inicjuje powstające na wodzie kręgi. Efekt kręgów na wodzie przypomina nasz wpływ na innych, których znamy bezpośrednio, pośrednio a także nie znamy wcale.
Na koniec chcę zostawić jakikolwiek optymistyczny akcent. Zaproponuję więc na poprawę nastroju jeden ze swoich filmów.