Sondaż TNS Polska przeprowadzony w dniach 13-18 marca 2015 r. na ogólnopolskiej reprezentatywnej próbie 971 mieszkańców Polski w wieku 18 i więcej lat wykazał, że zdecydowany zamiar wzięcia udziału w wyborach parlamentarnych zadeklarowało jedynie 23 procent Polek i Polaków. Spośród nich 19 procent nie było zdecydowanych, na kogo by zagłosowało.
REKLAMA
Spośród tych 23 procent wspólna lista Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego, Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry i Polski Razem Jarosława Gowina mogłaby liczyć na 32 procent głosów (wzrost o 5 punktów procentowych w porównaniu do lutego). PiS, SP i PR cieszą się więc wspólnie poparciem około 7,4 proc wszystkich obywateli.
Na drugim miejscu uplasowała się Platforma Obywatelska, na którą zagłosowałoby 30 procent (spadek o 3 pkt. proc. w porównaniu z lutym) z 23 procent głosujących. Społeczne poparcie partii rządzącej obecnie wynosi więc według prezentowanego sondażu 6,9 procent obywateli.
Do Sejmu weszłyby jeszcze: SLD z poparciem 8 proc. głosujących (spadek o 1), czyli 1,8 proc. ogółu dorosłych Polek i Polaków, a także PSL z poparciem 5 proc. głosujących (spadek o 3), czyli 1,2 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania.
Do Sejmu weszłyby jeszcze: SLD z poparciem 8 proc. głosujących (spadek o 1), czyli 1,8 proc. ogółu dorosłych Polek i Polaków, a także PSL z poparciem 5 proc. głosujących (spadek o 3), czyli 1,2 proc. wszystkich uprawnionych do głosowania.
Wśród pozostałych partii, o które pytano w badaniu, po 2 proc. głosów uzyskały partie: KORWiN oraz Twój Ruch (wzrost o 1), a po 1 proc. - Ruch Narodowy i Kongres Nowej Prawicy. W każdym przypadku oznacza to poparcie poniżej 0,5 proc. uprawnionych do głosowania.
Czy takie poparcie uprawomocnia obecny system społeczno-polityczny? A co z 77 procentami tych, którzy nie poszliby na wybory? Masowa propaganda i lobbowanie ze strony beneficjentów systemu oczywiście jest w stanie wywindować frekwencję do 40 czy 50 procent, jednak to nie eliminuje alienacji politycznej. Brak poczucia wpływu na politykę elit oznacza bierne przyzwolenie na dowolne niemal działania polityczne.
Czy Polkom i Polakom żyje się aż tak dobrze, że nie są zainteresowani demokracją parlamentarną? A może pomimo tego, że mają problemy zawodowe, materialne czy zdrowotne, nie uważają, by politycy mogli je rozwiązać?
Wydaje się, że największą porażką III RP jest zniechęcenie obywateli do partycypacji w życiu publicznym. Politykom głównego nurtu i kolejnym rządom udało się jedno: zohydzili do siebie zdecydowaną większość z nas.
