
W ubiegłym roku w słoneczny dzień było wiele radości, spontanicznych przemówień, może dwie setki osób. Niosłem transparent „Pracownicy wszystkich krajów łączcie się”, a Ela w swojej przepastnej torebce butelkę wody mineralnej, aby w razie czego odgonić gorąco, popić nagły napad bólu. Uśmiechaliśmy się do profesjonalnej lustrzanki, bo wiedzieliśmy, że na nas polują, a myślmy chcieli być zwierzyną, poczynić publiczne zwierzenie z naszej lewicowości. Później wziąłem adres mailowy od tego młodego fotoreportera i dopilnowałem, żeby się dobrać do jego portfolio z tego konkretnego dnia. Lans, szpan, ekshibicjonizm. Radość. Satysfakcja po słonecznym dniu. Wcześniej radość z rozmowy z Michałem, Syską oczywiście, przypomnienie o zamówionym tekście, który obiecałem. Wieczorem „lajki” pod naszym z Elą zdjęciem pod Lwami, gdy z zadziornym, przewrotnym transparentem jednocześnie afirmującym i puszczającym oko szczerzyliśmy zęby w okularach chroniących nas od pierwszomajowego słońca. Lewicowiec ze śliczną żoną w mocno średnim wieku pasie się zachwytami nad wspólnym niezramoleniem.
