
Czy zdarzyło Wam się, by kochana przez Was osoba próbowała Was otruć? Albo, by ktoś niemal obcy zaopiekował się Wami troskliwie, ratując od śmierci? Etykieta ze środka na szczury, którą zamieściła znajoma na Facebooku przypomniała mi o pewnej dawnej literackiej rozkoszy, o wymianie myśli sprzed lat i o ironicznych ścieżkach, którymi niekiedy chadzają relacje. Poniższa recenzja została napisana po pierwszej lekturze książki - w 2009 roku.
REKLAMA
Powieść Firmin Sama Savage’a stała się przebojem czytelniczym, ale i serca krytyków podbiła. Napisana jest sprawnie i lekko, choć miejscami zahacza o wysokie rejestry. Liczne aluzje literackie, odwoływanie się do znanych (i mniej znanych) dzieł czynią ją atrakcyjną dla erudyty i odrobinę niedoczytaną dla odbiorcy bez literackiej ogłady. Już na początku mamy, nie bez powodu, cytat z Lolity. Później tytułowy bohater przesiaduje w balonie lub na bal-konie, a przecież takich zabaw u Nabokova mamy mnóstwo.
Tematy literackie nie są przypadkowo eksponowane, bo gros akcji dzieje się w księgarni i okolicach. Pożerający (także dosłownie) książki Firmin zdobywa wiedzę o życiu głównie z dzieł, ale nie czyni go to mniej melancholijnym i pesymistycznym, niż gdyby tylko obserwo-wał na żywo masowo ginących przedstawicieli swojego gatunku. „Jeśli edukacja literacka do czegoś się przydaje, to do tego, by wywołać w nas poczucie nieuchronnego nieszczęścia. Nic tak nie podkopuje odwagi jak bujna wyobraźnia” – czytamy.
Znajdujemy w tej książce rzecz uroczą: podsumowywanie zdarzeń i akapitów tytułami wy-myślonych książek, a jednym z głównych bohaterów jest pisarz wiodący skromny żywot wolnego człowieka. Autotematyzm jest widoczny i w relacjonowaniu losów, i w zaskakująco głębokich, nie tylko jak na zoologiczne ograniczenia, rozważaniach głównego bohatera. Po-jawia się wiele myśli bardzo dojrzałych i pełnych dystansu.
Mądrości, jakie spotykamy nie są jednak nachalnie dydaktyczne czy zarozumiałe. Bronią się ironią, autoironią i towarzystwem wartkiej akcji. Niektóre perypetie poruszają w zaskakujący sposób. Czy zdarzyło Wam się, by kochana przez Was osoba próbowała Was otruć? Albo, by ktoś niemal obcy zaopiekował się Wami troskliwie, ratując od śmierci? Wszystko to jednak tylko sposób opowiedzenia o rzeczach ważnych, nieoczywistych. I mylą się ci, którzy na okładce książki napisali, że jest to opowieść o „namiętnych czytelnikach”. Czytelnictwo, magicznie realne, głównego bohatera jest tylko pewnym rekwizytem. Tak naprawdę rzecz jest o samotności, o trudności w porozumiewaniu się z otoczeniem, także o rozdarciu między niezależnością a miłością.
Krótko to wszystko trwa, tak krótko, jak życie szczura, więc zostawia niedosyt. W miarę jak świat bohatera chyli się ku upadkowi, jesteśmy coraz bardziej smutni. Jednak warto i przyjemnie jest tę dopracowaną redakcyjnie literacką perełkę wziąć do ręki. I tylko, uwaga, można nabrać sympatii do szczurów. Ale nie jest to za wysoka cena.
Sam Savage, Firmin, przeł. Radosław Nowakowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2009.
