Fawzia Koofi
Fawzia Koofi Żródło: Wikimedia Commons

W dniu, w którym w Polsce odbył się „Marsz Szmat”, w Afganistanie posłowie i posłanki zagłosowali przeciwko ustawie przyznającej prawa kobietom. Przeciwnicy obowiązującego od 2009 roku prezydenckiego dekretu twierdzą, że narusza on zasady islamu i zachęca od cudzołóstwa. Obrończyni praw kobiet, wiceprzewodnicząca Zgromadzenia Narodowego Fawzia Koofi chciała, by uchwaliło ono ustawę, tak by prawo zyskało większą moc i nie było narażone na wycofanie przez następnego prezydenta. Co takiego aż tak trudno było zaakceptować afgańskim parlamentarzystom?

REKLAMA
Projekt ustawy uznaje za przestępstwo między innymi poślubianie zbyt młodych dziewcząt oraz wymuszone małżeństwa, a także delegalizuje tzw. baad, czyli zwyczaj wymieniania dziewcząt i kobiet w celu rozstrzygania sporów. Obecnie młode kobiety często nie decydują o swoim losie, a pusztuńska tradycja używania ich przez starszych krewnych do spłacania długów czy zażegnywania konfliktów nie ma nic wspólnego z prawami człowieka czy równouprawnieniem płci. Amerykańska obecność w Afganistanie nie przeszkadza w uprawianiu tego procederu. Prezydencki dekret jest łamany. Koszmar kobiet w zdominowanym przez mężczyzn społeczeństwie trwa.
Nagłośniony przez magazyn „Time” przypadek Bibi Aiszy świadczy o stosowaniu okrutnych praktyk wobec kobiet. Dziewczyna w wieku 12 lat została obiecana jako rekompensata za zabójstwo dokonane przez mężczyznę z jej plemienia, została zmuszona do małżeństwa w wieku 14 lat, a po czterech latach doświadczania przemocy ze strony należącej do innego plemienia nowej rodziny próbowała zbiec. Została schwytana przez policję i oddana rodzicom. Ci jednak odesłali ją do męża. Ten wraz ze swoim ojcem i trzema innymi mężczyznami wywiózł ją w góry, odciął nos i uszy i pozostawił na pewną śmierć. Została odnaleziona i ocalona przez pracowników organizacji świadczących pomoc humanitarną. Udało jej się przeżyć, a zdjęcie jej oszpeconej twarzy na okładce poczytnego czasopisma w sierpniu 2010 roku zwróciło uwagę zachodniego świata na problem, który dotyczy bliżej nieustalonej liczby kobiet w Afganistanie i Pakistanie.
W odrzuconym 18 maja przez afgański parlament projekcie ustawy zapisano, że za przemoc domową grozi kara do trzech lat więzienia. Wśród sprzeciwiających się temu zapisowi były – padające ofiarą takiej przemocy wielokrotnie częściej niż mężczyźni – posłanki, których jest ponad sześćdziesiąt. Co jeszcze bardziej uderzające, zgodnie z prawem, które odrzucono ofiar gwałtów nie należy oskarżać o cudzołóstwo, co obecnie jest częstą praktyką. Zdaniem jednego z deputowanych ten ostatni zapis wywołałby chaos i zachęcałby kobiety do seksu pozamałżeńskiego. Cudzołóstwo samo w sobie jest niezgodne z islamem, niezależnie od tego, czy jest ono wymuszone czy też nie - powiedział inny poseł.
Nic dziwnego, że obowiązujący obecnie prezydencki dekret nie jest rygorystycznie przestrzegany, skoro nie ma poparcia nawet w elitach politycznych kraju. Z raportu ONZ z 2011 roku wynika, że afgańskie władze badały tylko niewielki procent zgłaszanych przestępstw przeciwko kobietom. Od marca 2010 do marca 2011 roku prokuratorzy wnieśli akt oskarżenia tylko w 155 przypadkach, a więc 7 proc. wszystkich tego rodzaju spraw. Pozostałe kobiety pozostawiono na łaskę ich krewnych, mężczyzn, z których część zapewne skorzystało ze swojej bezkarności, by zemścić się za zgłoszenie przestępstwa.
Jednego dnia zbiegły się dwa wydarzenia związane z ochroną ludzi, gównie kobiet przed przemocą i gwałtem: optymistyczne w Polsce i smutne w Afganistanie. Warszawski, pełen radości, swady, zadziorności i zorganizowany w słusznej sprawie „Marsz Szmat” zwrócił uwagę na odpowiedzialność gwałcicieli za gwałt. Przestępstwo to obecnie ma być w naszym kraju ścigane z urzędu, co oszczędzi ofiarom części cierpienia związanego z procedurami prawnymi. Problem odpowiedzialności i społecznego jej postrzegania jednak pozostaje. „Mit gwałtu”, zgodnie z którym ofiara musiała jakoś sprowokować sprawcę, wciąż stanowi problem nawet w najbardziej wyemancypowanych społeczeństwach.
Gdy walczymy o zmianę świadomości społecznej w Polsce, nie powinniśmy zapominać, że w innych krajach przemoc seksualna wobec kobiet, ich przedmiotowe traktowanie i bezkarność sprawców bywa sprawą życia i śmierci. Tamte kobiety są bardziej bezbronne, częściej cierpią z powodu traktowania przez najbliższych i jeszcze są z tego powodu karane, piętnowane, wykluczane, niekiedy zabijane. Ich gwałciciele nie są ścigani ani z urzędu, ani na wniosek pokrzywdzonych. Może warto upomnieć się także o prawa tamtych kobiet?