Polowanie oglądaliśmy parę miesięcy temu, a jednak wciąż wracamy z Elą do tego filmu i dyskutujemy o nim jak o mało którym. Może dlatego, że jego zakończenie jest tak zupełnie nieprawdopodobne, nierealistyczne, przeczące wszelkim mechanizmom psychologicznym. Trochę tak, jakby ambitne europejskie kino sięgnęło po hollywoodzki happy end, aby widzowie wychodzili w lepszym nastroju i nie odradzili znajomym kupienia biletów. Szkoda. Miał szansę powstać rzeczywiście wybitny obraz, taki jak „Cztery noce z Anną” Jerzego Skolimowskiego.
REKLAMA
Wychowawca przedszkolny w średnim wieku, nawet jeśli postępuje w sposób absolutnie profesjonalny z całą pewnością łamie stereotyp, zgodnie z którym paroletnimi dziećmi zajmują się kobiety. „Męskie” zawody to te, w których potrzebna jest albo siła czy sprawność fizyczna, albo zdolności techniczne czy wyobraźnia przestrzenna. „Kobiece” z kolei związane są z opieką nad dziećmi czy ludźmi w ogóle i relacjami interpersonalnymi, a jako takie wymagają umiejętności społecznych. Drwale, kierowcy i inżynierowie stawiani są więc w opozycji do nianiek, pielęgniarek i kadrowych. Określenie „przedszkolanka” nie ma męskiej formy; „przedszkolanek” brzmiało by równie nienaturalnie jak „drwalka”.
Nagłośnienie skandali pedofilskich sprawia, że mężczyźni pracujący z dziećmi mogą uruchomić inny stereotyp. Dlaczego mężczyzna, zamiast być ślusarzem czy menedżerem, wybiera taki niemęski zawód? Nie trzeba być ani podstarzałym harcerzem (jak Henio „Parowóz”), ani seksualnie wygłodzonym księdzem (tutaj litościwie nie wyróżnię nikogo, trochę też, przyznaję, bojaźń boża mnie powstrzymuje), aby jakieś dziecko stało się atrakcyjnym łupem – tak mógłby brzmieć wywód zgodny z płciowym stereotypem. Od posadzenia na ławce podejrzanych do przesadzenia na ławę oskarżonych niedługa zaś droga.
Podejrzany, którego w filmie Thomasa Vinterberga znakomicie zresztą zagrał
Mads Mikkelsen, był ideałem wychowawcy: kompetentny, zaangażowany, lubiący dzieci i swoją pracę, robiący znacznie więcej, niż się od niego wymaga. Nic dziwnego, że przedszkolaki za nim przepadały. Problem zaczął się, gdy uczucia jednej z dziewczynek przekroczyły granice sympatii. Odrzucona laurka stała się powodem do zemsty – niedojrzałej i niezamierzenie okrutnej. Jednak trudno pięcioletnią dziewczynkę obarczać odpowiedzialnością. Głupie rzeczy bez złych intencji robią często dorośli, a co dopiero dzieci. Dlaczego jednak szefowa uwierzyła dziecku, a nie podwładnemu? To był przecież tylko jeden, niejednoznaczny sygnał. Dlaczego nie próbowała tego wyjaśnić? Nic nie wiemy o jej osobistej niechęci do pomówionego mężczyzny, a więc mógł zadziałać stereotyp, zgodnie z którym mężczyzna + dziecko = molestowanie.
Mads Mikkelsen, był ideałem wychowawcy: kompetentny, zaangażowany, lubiący dzieci i swoją pracę, robiący znacznie więcej, niż się od niego wymaga. Nic dziwnego, że przedszkolaki za nim przepadały. Problem zaczął się, gdy uczucia jednej z dziewczynek przekroczyły granice sympatii. Odrzucona laurka stała się powodem do zemsty – niedojrzałej i niezamierzenie okrutnej. Jednak trudno pięcioletnią dziewczynkę obarczać odpowiedzialnością. Głupie rzeczy bez złych intencji robią często dorośli, a co dopiero dzieci. Dlaczego jednak szefowa uwierzyła dziecku, a nie podwładnemu? To był przecież tylko jeden, niejednoznaczny sygnał. Dlaczego nie próbowała tego wyjaśnić? Nic nie wiemy o jej osobistej niechęci do pomówionego mężczyzny, a więc mógł zadziałać stereotyp, zgodnie z którym mężczyzna + dziecko = molestowanie.
Muszę z przykrością przyznać, że niektórzy, na szczęście nie wszyscy, psycholodzy walnie przyczynili się do rozpowszechnienia fałszywego poglądu o powszechności molestowania seksualnego dzieci przez ich rodziców i opiekunów. Ze względów finansowych, w obliczu możliwości ubiegania się o gigantyczne odszkodowania proceder „odzyskiwania wspomnień” rozplenił się początkowo w Stanach Zjednoczonych, później także w innych krajach. Polega on na zadawaniu sugerujących pytań przez psychoterapeut(k)ę, który(a) ma graniczące z pewnością podejrzenia, nadinterpretacji wieloznacznych wypowiedzi dorosłej osoby poddawanej „terapii” i wzmacnianiu (nagradzaniu) wypowiedzi „ujawniających traumę”. Sfabrykowane w ten sposób „wspomnienia” stają się podstawą do wytaczania procesów i walki o pieniądze. Często te prawnicze zmagania kończą się na zniesławieniu jednego z podstarzałych rodziców i stanowią kulminację jego/jej trwającego przez dziesiątki lat konfliktu z dzieckiem. Niekiedy sprawiedliwości zapewne staje się zadość. W wielu przypadkach trudno o stuprocentową pewność, jak było naprawdę.
W Polowaniu widz ma taką pewność przez cały film. Niewinny człowiek na skutek rozpowszechnienia oszczerstwa przez przełożoną zostaje brutalnie wykluczony z lokalnej społeczności. Traci pracę, przyjaciół, sympatię i szacunek mieszkańców miasteczka. Staje się przedmiotem słownej i fizycznej agresji. Jego życie ulega zniszczeniu: nawet tak prosta rzecz, jak zrobienie zakupów w sklepie musi zostać okupione krwią. Krzywda niewinnie karanego człowieka dla współczującego widza zapewne okazałaby się trudna do wytrzymania. Pełnia dramatu jest jednak możliwa do uzyskania przez twórców jedynie wtedy, gdy tragiczne konsekwencje pozornie błahego zdarzenia zostaną doprowadzone do końca. W tym przypadku wyrok sądowy, a w łagodniejszej wersji – przeprowadzka o setki kilometrów, może nawet zmiana nazwiska, stanowiłyby takie ostateczne następstwo paru słów wypowiedzianych przez małą dziewczynkę. W filmie Skolimowskiego bycie świadkiem gwałtu doprowadziło do wieloletniego więzienia, zaś ostatecznym, głęboko symbolicznym domknięciem dramatu był mur nie do przejścia dla nieszczęśliwie zakochanego.
Twórcy Polowania pokazali coś, co w życiu raczej nie mogło się zdarzyć. Mężczyzna, który został wykluczony z lokalnej społeczności, zaetykietowany jako „zboczeniec”, poniżany i bity, powraca do tej społeczności na dawnych prawach i z dawną obustronną życzliwością i sympatią. Psychologiczny mechanizm przypisywania ofierze odpowiedzialności za opresję, w która popadła, sprawia, że raz uznana za „samą sobie winną”, raz określona jako sprawca własnego nieszczęścia, ma szanse na zawsze pozostać ofiarą. Naziści dyskryminowali i zabijali Żydów, bo przypisywali im rzekome złe cechy o rzekomo wrodzonym charakterze. Amerykańscy żołnierze traktują więźniów w Guantanamo w okrutny sposób, bo są przekonani, że ci dokonali aktu lub nawet wielu aktów terroru. To podobno daje moralne prawo do znęcania się, wykluczania, nawet zabijania. Czy wyobrażacie sobie przemianę, która sprawiłaby, że gestapowiec biesiadowałby z uwolnionym z komory gazowej jak równy z równym? Albo torturującego w szczerej komitywie z niedawno jeszcze własnoręcznie torturowanym?
Nieprawdopodobieństwo nie oznacza wprawdzie niemożliwości, jednak w Polowaniu nie stało się nic takiego, co uzasadniałoby nagłe uwierzenie przez ojca dziecka w niewinność domniemanego pedofila. Bardzo trudno byłoby przyznać się, że nie miało się racji, nawet pod wpływem niezbitych faktów, a co dopiero – jak na filmie – jedynie na podstawie histerycznych zapewnień pomówionego. Jeszcze trudniej byłoby przekonać do tego pozostałych kilkadziesiąt, może nawet kilkaset osób. A przywrócić zniszczone relacje? Nie, takie rzeczy się nie zdarzają. Dlatego warto dobrze się zastanowić, zanim damy wiarę oskarżeniu. Można zniszczyć komuś życie, zwłaszcza jeśli nie jest tylko postacią z filmu.
