
Najdroższe usługi nie muszą być najlepsze. W Guantanamo na Kubie utrzymanie jednego więźnia kosztuje 2 miliony 700 tysięcy dolarów rocznie. Pobyt każdej przetrzymywanej tam bezprawnie osoby kosztuje osiemnaście razy więcej niż mieszkanie w apartamencie w luksusowym nowojorskim hotelu Ritz-Carlton. To najdroższe więzienie na świecie słynie ze złych warunków, torturowania jego lokatorów i pozbawiania ich podstawowych praw. Uprowadzonych przez amerykańskie wojsko ludzi przetrzymuje się latami bez postawienia zarzutów i bez prawa do procesu. Amerykańskie władze przypisują im zaangażowanie w działalność terrorystyczną, jednak nie tylko nie są w stanie, lecz nawet nie chcą im tego udowodnić.
Trudno mi sobie wyobrazić, aby bezprawnie i bezterminowo przetrzymywani więźniowie głodowali, aby ulżyć oprawcom, którzy ponoszą za duże wydatki. Mam natomiast skojarzenie z kultowym polskim filmem Stanisława Barei z 1980 roku. Guantanamo jest nie tylko drogie, przeczy demokracji i stanowi symbol naigrywania się z zasad sprawiedliwości.. Guantanamo to przejaw absurdalnej megalomanii. Ot, taki „miś na miarę naszych możliwości”.
