Oskarżenia pod adresem arcybiskupa rzymskokatolickiego, który sprawował posługę na Dominikanie stały się przedmiotem zainteresowania mainstreamowych mediów. Sposób, w jaki relacjonowana bywa ta sprawa jest jednak kuriozalny. Drapieżne zazwyczaj media podkulają ogon i zachowują daleko idącą wstrzemięźliwość w sprawie "wysokiego rangą urzędnika kościelnego".
REKLAMA
Dziś rano do TVP Info zaproszono pewnego adwokata. Ocenił on, że zeznania diakona, który przyznał się do stręczycielstwa na rzecz abepe i został aresztowany, są mniej wiarygodne, niż byłyby zeznania kogoś nieoskarżonego. Chyba tylko prawnicza logika może doprowadzić do tak absurdalnego stwierdzenia. Jestem przekonany, że ktoś, kto zeznaje przeciwko sobie, choć nie ma w tym żadnego interesu i znacznie lepiej by się miał, gdyby milczał lub kłamliwie zaprzeczał, jest bardziej wiarygodny niż osoba, która łże i mataczy, aby się wybielić.
To nie tylko moje zdanie. Badania nad wpływem społecznym i perswazją znane w psychologii akademickiej od dziesiątków lat wykazały, że komunikaty niezgodne z własną rolą społeczną, a także pozostające w sprzeczności z własną korzyścią, są uznawane za bardziej wiarygodne niż te oczekiwane i zgodne z osobistym interesem. Na przykład przestępca domagający się surowej kary za przestępstwo jest postrzegany jako bardziej wiarygodny niż ten, który odrzuca odpowiedzialność czy bagatelizuje niedozwolony czyn.
Podobnie ksiądz, który wzywałby do większej swobody seksualnej lub choćby do używania środków antykoncepcyjnych, a przez to narażał się na nieprzyjemności z ekskomuniką włącznie, byłby bardziej wiarygodny, niż ten, który zgodnie z zaleceniami pracodawców głosi kult czystości i jednocześnie propaguje ryzykowny seks bez zabezpieczenia.
Kuriozalność dyskusji w publiczno-telewizyjnym studiu polega jednak nawet nie na kompromitującym braku logiki u mecenasa, lecz na tym, co stanowiło najważniejszy dylemat do rozstrzygnięcia. Otóż dziennikarz zastanawiał się, czy arcybiskup oskarżany o rzekomą (tak, koniecznie "rzekomą", bo to przecież rzekomo wysoki urzędnik, wysoce chroniony) pedofilię jest - będąc obywatelem polskim - także obywatelem Watykanu. Bo jeśli tak, to podlega prawu tego państewka i ewentualnie tam mógłby być sądzony, skazany, po czym osadzony gdzieś we Włoszech. O ekstradycji raczej nie byłoby wówczas mowy, zaś o samym wymierzeniu sprawiedliwości - także niekoniecznie, gdyż to, czy pedofilia jest przestępstwem w Watykanie pozostaje niejasne. Dziennikarz TVP Info albo się nie przygotował, albo nie udało mu się tego ustalić. Zamiast poinformować telewidzów, jak to jest z inkryminacją pedofilii w Państwie Papieskim jedynie "zakładał, że..."
Watykan był do niedawna bodaj jedynym krajem, gdzie wiek, w którym seks z nastolatkami poniżej 15. roku życia nie był zakazany. Zresztą może prawo do obcowania seksualnego osoby dorosłej z 13-latkiem lub -latką wciąż przysługuje mieszkańcem tej oazy bogobojności i moralności? Jeśli tak, to arcybiskup wiedział, co robi, gdy chronił się przed organami ścigania właśnie tam.
Zostanie ukarany czy nie - tego być może nigdy się nie dowiemy. Lochy Watykanu są przepastne i zapewne obejmują także komnaty wypoczynku i rozkoszy. Dlaczego jednak media nie dyskutują na temat niesamowitej obłudy tych, którzy zawodowo zajmują się pouczaniem w kwestiach etycznych, umoralnianiem i potępianiem ludzkich słabości?
Tajemnicą poliszynela jest to, że spora część mężczyzn, którzy ze względów pełnionej funkcji zawodowej zobowiązali się do wstrzemięźliwości, prowadzi obfite życie seksualne: hetero-, homo-, a niekiedy też przestępcze. Brak legalizacji związków z kobietami czy uznania dzieci nie stanowi przedmiotu roztrząsań moralnych, choć prawo prawdopodobnie i tu jest łamane.
Wykorzystywanie seksualne dzieci jest jednak nie tylko niemoralne. Stanowi przestępstwo. Jeśli nie w Watykanie, to na pewno na Dominikanie. Telewizyjna wypowiedź nieletniego utrzymanka arcybiskupa mnie osobiście przekonała. Stwierdzenie, że jego duchowny sponsor "nie był zbyt hojny" jakoś mnie nie zdziwiło. Misja katechetyczna jako przykrywka dla taniego folgowania swoim perwersjom? Świat tak zwanej cywilizacji zachodniej nie takie rzeczy już widział.
Może więc zastanówmy się, czy luminarze instytucji propagującej surowe standardy obyczajowe nie powinni nieco spuścić z tonu i wykazać więcej zrozumienia dla nieszkodzących nikomu zachowań seksualnych owieczek. Seks przedmałżeński, pozamałżeński czy bezpieczny nie stanowią w Polsce przestępstwa. Na Dominikanie chyba też. Dlaczego nazywać grzesznymi zachowania tak niewinne w porównaniu z wykorzystywaniem uprzywilejowanej pozycji społeczno-ekonomicznej, stręczycielstwem i pedofilią.
Wierni dając na tacę i płacąc za usługi rytualno-religijne, a wszyscy polscy podatnicy, także innych wyznań i niewierzący - finansując zwolnienia i przywileje podatkowe, dotacje państwowe oraz Fundusz Kościelny, wspierają instytucję, której prominentni funkcjonariusze korzystają z tych środków w sposób delikatnie mówiąc nieodpowiedni. Czy wierni kościoła rzymskokatolickiego mają świadomość, że umożliwiają także realizowanie przestępczych perwersji "wysokim urzędnikom kościelnym"? Dlaczego ateiści muszą chcąc nie chcąc sponsorować zwyrodniałe zachcianki hierarchów?
Purpurat może obłudnie mądrzyć się i puszyć, a gdy zostanie przyłapany - skrywać twarz w Centrali. Purpura szaty nie lubi purpury twarzy, choć nie mamy pewności, czy wstyd jest uczuciem, którego tak wysoki urzędnik doświadcza. Jeśli nie, to może warto mu w tym pomóc. Czas chyba wreszcie - jak dziecko w pewnej bajce - powiedzieć: "Król jest nagi!"
