Ojciec Patrick Lawson, który we wrześniu został przez Biskupa Galloway usunięty z kościoła parafialnego w Galston, Ayshire w Szkocji, pozwał swojego pracodawcę. Uważa, że jego prawa pracownicze zostały złamane, a zwolnienie z pracy miało charakter niezasłużonej szykany.
REKLAMA
Lawson przez 17 lat walczył o to, by inny ksiądz został pociągnięty do odpowiedzialności za napastowanie i wykorzystywanie seksualne ministrantów. Gdy ujawnił sprawę w wywiadzie dla brytyjskiego tygodnika "The Observer" (weekendowa edycja dziennika "The Guardian") dostał ostrzeżenie dyscyplinarne.
Biskup John Cunningham, który zwolnił Lawsona z pracy, powołał się na 23 listy ze skargami z parafii i orzekł na ich podstawie, że ksiądz "doznał utraty swojej dobrej reputacji". Jednak ten sam biskup otrzymał od parafian ponad 200 deklaracji poparcia dla księdza. Niektórzy wierni ostentacyjnie wyszli z mszy, na której ogłoszono usunięcie Lawsona.
Dodatkowego (gorzkiego) smaczku sprawie dodaje fakt, że walczący o ukaranie zboczeńca w sutannie ksiądz źle się czuł, co przypisywał zdiagnozowanej u niego chorobie nowotworowej. Biskup odmówił mu wtedy zmniejszenia zakresu obowiązków, choć stan zdrowia jak najbardziej to uzasadniał. Za to w "dekrecie o usunięciu" Cunningham napisał, że zdrowie Lawsona "nie pozwala mu na pełnienie obowiązków duszpasterskich w satysfakcjonujący sposób", a jego zwolnienie jest "uzasadnione i konieczne dla dobra dusz".
Poprzednie wyroki w podobnych sprawach sugerują, że Lawson ma spore szanse na zwycięstwo. W 2005 roku Izba Lordów orzekła na korzyść jednego z duszpasterzy Kościoła Szkocji, którego zwierzchnicy argumentowali, że nie został zatrudniony przez nich, a przez Boga. Także w listopadzie 2013 orzeczono, że sprawa innego duszpasterza, tym razem Kościoła Anglii, może być rozpatrywana przez sąd pracy. Jednak spór między urzędnikami Kościoła Katolickiego nigdy dotąd nie toczył się przed sądem w Wielkiej Brytanii.
Opisywane wydarzenie jest konsekwencją zamiatania pod dywan przestępstw popełnianych przez księży. Gdyby podobne rzeczy robili nie z pozycji władzy i świętości, ale jako szeregowi obywatele, dawno temu trafiliby do więzienia, a być może - na przymusową terapię. Pedofilia niemal we wszystkich państwach (Watykan ma bardziej liberalne podejście) jest przestępstwem, a pedofilia w wykonaniu księży budzi wzmożoną odrazę. W końcu dopuszczają się jej moralizatorzy, którzy z ambon potępiają homoseksualizm, seks przedmałżeński, antykoncepcję i areprodukcyjną seksualność jako taką.
Kościół Szkocji opublikował wyniki audytu dotyczącego nadużyć. Istnieją poważne obawy, że nie wykazał on wszystkich aktów molestowania i wykorzystywania seksualnego osób zależnych przez księży. Warto przypomnieć, że Kościół Anglikański stanowi w Wielkiej Brytanii oficjalną instytucję religijną, a jego głową jest królowa Elżbieta II. Teoretycznie więc państwo może mieć większą kontrolę nad przestępstwami popełnianymi przez duszpasterzy. W przypadku Kościoła Rzymskokatolickiego tego rodzaju powiązań już nie ma.
Sprawa Lawsona mogłaby stanowić materiał do refleksji dla polskich purpuratów, legislatorów i sędziów. W dużej mierze tajna i działająca według niejasnych zasad instytucja krzywdzi nie tylko ministrantów, lecz i parafian, którzy muszą doznawać ogromnych cierpień psychicznych, gdy dowiadują się, że ich dzieci były wykorzystywane seksualnie, a autorytet, któremu ufały zdradził ich cynicznie, jest bezkarny i nie zamierza ponieść konsekwencji. Cierpią także, gdy usuwa się księdza, który stoi po ich stronie i próbuje - wbrew własnemu interesowi - walczyć o sprawiedliwość.
Rzadko się jednak zwraca uwagę, że ofiarami Kościoła padają sami księża i to zazwyczaj ci najbardziej sumienni, moralni, o dużej wrażliwości na ludzką krzywdę i wyczuleni na niesprawiedliwość. Znamy także w Polsce przykłady ludzi, którzy musieli przejść przez gehennę rozstania ze swoim Kościołem, bo ich wysoka moralność i prawdomówność nie pasowały do panującej tam hipokryzji. Czy ich odejście naprawdę nie jest odczuwane jako strata przez zarządzających Kościołem?
Nawet jednak jeśli zakłamana instytucja pozbywa się tylko niewygodnych i - z jej punktu widzenia - nielojalnych urzędników, to wciąż pozostają oni, w świetle prawa, zwalnianymi pracownikami i przysługują im te same prawa, co innym zwalnianym pracownikom. Warto o tym pamiętać, podobnie jak o tym, że ksiądz-pedofil w świetle prawa jest przede wszystkim pedofilem. Bycie księdzem może co najwyżej stanowić dodatkową okoliczność obciążającą.
