
W Rosji od 1 czerwca 2014 roku wybory będą „przejrzyste”, co ma gwarantować ustawa podpisana właśnie przez prezydenta Władimira Putina. Zgodnie z nią urny do głosowania powinny być wykonane z przezroczystego lub półprzezroczystego materiału.
REKLAMA
Rosyjskie władze, broniąc się przed zarzutami, że organizowane przez nie elekcje są mało demokratyczne starają się udowodnić, że jest inaczej. Na przykład na ostatnich wyborach prezydenckich w lokalach wyborczych zainstalowano 90 tysięcy kamer wideo, z których relacje były dostępne w Internecie.
Fałszerstwa wyborcze bywają zarzucane wygranym przez przegranych. Opozycja niekiedy wręcz nie chce uznać wyników wyborów. Dorzucanie głosów zarzucane Partii Regionów Janukowycza na Ukrainie i masowe protesty z nimi związane doprowadziły do powtórnych wyborów w grudniu 2004 roku i zwycięstwa Juszczenki, któremu zresztą Ukrainki i Ukraińcy pięć lat później podziękowali. W wyborach prezydenckich w styczniu 2010 roku uzyskał niewiele ponad 5 procent poparcia.
Jednak przekręty przy liczeniu głosów odegrały w nieodległej przeszłości ogromne znaczenie także w Stanach Zjednoczonych. Nieuwzględnianie części głosów, które zostały legalnie oddane sprawiło, że w 2000 roku w USA wygrał George W. Bush. W skali kraju uzyskał on o 543 tysiące mniej głosów niż startujący z ramienia Demokratów Al Gore. Archaiczny system elektorski oraz fakt, że brat Georga W. - Jeb Bush zatroszczył się o to, aby na Florydzie, której był wówczas gubernatorem, wykreślono z listy wyborców 50 tysięcy osób, zadecydowały o zwycięstwie. Pomogła także telewizja Fox News, która przed policzeniem głosów obwieściła zwycięstwo swojego faworyta, a po niej niemal wszystkie inne stacje. Kropkę nad i postawił przychylny Bushowi juniorowi Sąd Najwyższy, który zadecydował wówczas, że nie należy kontynuować liczenia głosów w kluczowym dla zwycięstwa Republikanina stanie.
Wybory prezydenckie w USA przed 13 laty były bezczelnie przejrzyste. Bush dostał o pół miliona mniej głosów niż Gore? Nie szkodzi. Nie policzono wszystkich głosów na kontrkandydata? No i co z tego? Dyrektor Fox News przeprosił później na antenie, że popełnił błąd i że jego stacja "zawiodła widzów", przedwcześnie ogłaszając zwycięstwo prawicowego kandydata? Ale wiadomość poszła w świat i była punktem odniesienia dla wszystkich późniejszych działań. To sztab Gora musiał udowadniać, że Demokrata powinien zostać ogłoszony zwycięzcą.
A co do tego mają urny o przezroczystych ściankach? Czy wtedy, w 2000 roku przezroczyste urny zmieniłyby bieg historii? Uchroniłyby Afgańczyków czy Irakijczyków od ludobójstwa, które przyniosły kolejne wojny i ataki z dronów?
Prawo i Sprawiedliwość ustami Artura Górskiego zaproponowało we wrześniu, żeby w Polsce, którą w 2015 roku czekają ważne wybory, także wprowadzić przezroczyste urny. Jeśli pomysł przejedzie, co nie jest zbyt prawdopodobne, Jarosław Kaczyński będzie mógł pod jakimś względem dorównać darzonemu niechęcią, paranoicznie oskarżanemu o doprowadzenie do upadku samolotu pod Smoleńskiem, wschodniemu władcy. W Polsce zapanuje wyborcza przejrzystość niemal równa tej w Rosji. Zabraknie transmisji na żywo w Internecie, ale kto wie, może w przyszłości...
Przywołałem wybory w USA w listopadzie 2000 nie bez powodu. Pomysł z przezroczystymi urnami wydałby się absurdalny tam, gdzie nie zakwestionowano skutecznie szemranego zwycięstwa kandydata, którego poparło ponad pół miliona mniej wyborców niż jego rywala.
Z kolei w Rosji dosłownie rozumiana "przejrzystość" służy aktualnie rządzącym, gdyż opozycja wciąż jest zbyt słaba, aby legalnie - przy włączonych kamerach i przezroczystych urnach - zawalczyć o władzę z Putinem. A jak to miałoby zadziałać w Polsce?
U nas walka polityczna oparta jest na personalnych atakach i kłamliwych obietnicach przed- i powyborczych. W wielkiej polityce unika się dyskusji o wyzysku, biedzie, pozbawianiu praw pracowników, pozostawianiu najsłabszych na łaskę organizacji dobroczynnych, rodziny i zatrudniających na czarno przedsiębiorców-oszustów.
Prosocjalne reklamówki telewizyjne z kampanii w 2005 roku dały zwycięstwo Misiowi Mdlejącemu z Głodu na Pustej Lodówce. Lecz po wygranych wyborach niedożywiony zwierzak szybko spotkał się z ultraliberalną Zytą Gilowską, bo to tej nieprzejednanej obrończyni wolnego rynku PiS powierzył wówczas ministerstwo finansów. To za rządów tej partii zlikwidowano podatek od spadków, co jeszcze bardziej wzbogaciło bogatych z urodzenia, a zabrało niedożywionym misiom.
Ktoś powie: "Cyniczne kłamstwa, obłuda, niedotrzymanie przedwyborczych obietnic!" Spokojnie. Przy następnych wyborach zreformowane po Benthamowsku urny z pewnością pozwolą uniknąć tych bolączek. Miś, niczym w Panoptikonie, będzie mógł oglądać kartki uwięzione za ścianami z przezroczystego materiału. Demokracja da radę.
