Unia Europejska coraz silniej forsuje ambitne cele klimatyczne. Rzadko zdarza się, by w Parlamencie Europejskim ktoś je krytykował. Ostatnio kij w mrowisko wsadził profesor Dieter Helm, który jeszcze niedawno kierował grupą doradców Komisji Europejskiej pracujących nad energetyczną mapą drogową do 2050 roku.

REKLAMA
Na współorganizowanym przeze mnie spotkaniu w Parlamencie skrytykował efektywność unijnej polityki klimatycznej, a zwłaszcza przywódczą rolę Unii w tym względzie w świecie. Emisja CO2 na naszym globie zamiast spadać, z roku na rok rośnie. A europejski pakiet 20-20-20 nie odegrał większej roli w światowej polityce klimatycznej. Mówił też o tym, co wszyscy wiemy - świat dynamicznie się rozwija i produkuje coraz więcej dwutlenku węgla. Na każdą zamykaną w Europie elektrownię węglową przypada kilka nowych otwieranych właśnie w Chinach czy w Indiach. A Europa się dezindustrializuje się. Odnawialne źródła energii są drogie i nie rozwiążą w pełni problemu.
Dieter Helm wierzy, że musimy działać na rzecz zmniejszenia emisji dwutlenku węgla, ale w inny, niż Unia Europejska, sposób.
Po pierwsze, uważa że należy jak najszybciej zrezygnować z węgla na rzecz gazu. Wskazywał tu przede wszystkim na Polskę. Jego zdaniem gaz łupkowy (ale również inne rodzaje gazu) w szybki i tani sposób zmniejszyłyby emisję CO2. Inne rozwiązania uznaje za ważne, ale są pieśnią przyszłości.
Po drugie, kluczowe jest wprowadzenie w Unii "cła na CO2". Gdy koszty produkcji w Europie rosną, przemysł przenosi się tam, gdzie normy środowiskowe nie są tak surowe. I chociaż zmniejsza to być może emisje w Europie, jednak nie rozwiązuje problemu całej planety. A tanie produkty wyprodukowane w Chinach i Indiach i tak trafiają do nas. I stąd propozycja opodatkowania towarów sprowadzonych do Europy opłatą za emisję CO2, które powstają przy ich wyprodukowaniu, np. w Chinach.
Gdybyśmy rzeczywiście mieli podążać tą drogą, kluczowe są trzy sprawy:
Po pierwsze, "cło na CO2" musiałby być podatkiem zewnętrznym na towary sprowadzone do Unii. Wewnątrz Unii mamy już system handlu emisjami zanieczyszczeń (ETS). Nasz przemysł płaci już wystarczająco dużo.
Po trzecie, kraje spoza UE, które wprowadziły porównywalne do europejskiego systemu ETS opłaty, powinny być zwolnione z tego cła. Jeżeli zapłaciły już krajowy podatek węglowy, nie można od nich wymagać, by płacili podwójnie.
Po trzecie, należałoby - co podkreślał też Dieter Helm - na samym początku objąć cłami tylko kilka obszarów (np. stal, metal, papier etc.).
Czy to cło węglowe zadziała? Czy sprawi, że przemysł wróci do Europy? I czy ograniczymy emisje? Obawiam się też, że proponowane przez Dietera Helma rozwiązania mogłyby być postrzegane jako protekcjonizm i działanie na niekorzyść wolnego globalnego handlu. Ale to ciekawy pomysł, o którym należy rozmawiać. Zwłaszcza teraz, gdy pojawiają się różne nowe pomysły, np. europejskiego podatku węglowego.