Dzisiaj unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding miała zaproponować nowe unijne prawo zachęcające spółki w Unii Europejskiej do zapewnienia kobietom miejsc w zarządach. Tak się jednak nie stało.
REKLAMA
Żeby propozycja komisarz Reding stała się oficjalnym stanowiskiem Komisji Europejskiej musiałoby zgodzić się na nie kolegium komisarzy. Z przecieków wiemy, że na dzisiejszym spotkaniu w tej sprawie 11 komisarzy było przeciwko kwotom, a 8 za.
Sprawa jest więc na razie odłożona na bliżej nieznaną przyszłość. Mówi się, że będzie to kolejna sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu (czyli koniec listopada), ale nie jest to przesądzone.
To że kobiece kwoty budzą kontrowersje widać było chociażby dzisiaj w Strasburgu. W czasie debaty o wynikach zeszłotygodniowego szczytu prawie każdy mówca odnosił się do tej kwestii. Teraz zwolennicy kwot będą pilnowali, by kwoty pojawiały się we wszystkich możliwych sytuacjach i dokumentach. Już dzisiaj Socjaliści, Liberałowie i Zieloni przekonywali głośno i po cichu do głosowaniu przeciwko promowanemu przez Hermana van Rompuya kandydatowi na członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego. Zarząd EBC składa się tylko z mężczyzn, a ta kandydatura nie zmieniłaby tej sytuacji.
Podziały dotyczące kwot są polityczne, ale też narodowościowe, co oznacza że przebiegają wewnątrz poszczególnych grup. Posłowie krytykujący te pomysł sugerują, że nowe ustawodawstwo łamie fundamentalne prawa gospodarki wolnorynkowej. Komisarz Reding podkreśla jednak jak ważne jest równouprawnienie ze względów ekonomicznych, a nie ideologicznych. Jej zdaniem zwiększenie udziału kobiet może poprawić rentowność przedsiębiorstw i przyspieszyć zrównoważony wzrost gospodarczy.
Nawet zwolennicy kwot dzielą się na tych, którzy chcą osiągnąć swój cel metodami perswazyjno-edukacyjnym i takich, którzy uważają, że bez rozwiązań prawnych się nie uda. Wygląda na to, że kwestia kwot w zarządach będzie jedną z najbardziej kontrowersyjnych w najbliższych miesiącach.
W Polsce dyskusja już się zaczęła. Kilka tygodni temu na Kongresie Kobiet Donald Tusk poparł propozycję Viviane Redin, sugerując jednak pewne jej modyfikacje.
Sprawa jest więc na razie odłożona na bliżej nieznaną przyszłość. Mówi się, że będzie to kolejna sesja Parlamentu Europejskiego w Strasburgu (czyli koniec listopada), ale nie jest to przesądzone.
To że kobiece kwoty budzą kontrowersje widać było chociażby dzisiaj w Strasburgu. W czasie debaty o wynikach zeszłotygodniowego szczytu prawie każdy mówca odnosił się do tej kwestii. Teraz zwolennicy kwot będą pilnowali, by kwoty pojawiały się we wszystkich możliwych sytuacjach i dokumentach. Już dzisiaj Socjaliści, Liberałowie i Zieloni przekonywali głośno i po cichu do głosowaniu przeciwko promowanemu przez Hermana van Rompuya kandydatowi na członka zarządu Europejskiego Banku Centralnego. Zarząd EBC składa się tylko z mężczyzn, a ta kandydatura nie zmieniłaby tej sytuacji.
Podziały dotyczące kwot są polityczne, ale też narodowościowe, co oznacza że przebiegają wewnątrz poszczególnych grup. Posłowie krytykujący te pomysł sugerują, że nowe ustawodawstwo łamie fundamentalne prawa gospodarki wolnorynkowej. Komisarz Reding podkreśla jednak jak ważne jest równouprawnienie ze względów ekonomicznych, a nie ideologicznych. Jej zdaniem zwiększenie udziału kobiet może poprawić rentowność przedsiębiorstw i przyspieszyć zrównoważony wzrost gospodarczy.
Nawet zwolennicy kwot dzielą się na tych, którzy chcą osiągnąć swój cel metodami perswazyjno-edukacyjnym i takich, którzy uważają, że bez rozwiązań prawnych się nie uda. Wygląda na to, że kwestia kwot w zarządach będzie jedną z najbardziej kontrowersyjnych w najbliższych miesiącach.
W Polsce dyskusja już się zaczęła. Kilka tygodni temu na Kongresie Kobiet Donald Tusk poparł propozycję Viviane Redin, sugerując jednak pewne jej modyfikacje.
