Trudno będzie skłonić Unię Europejską do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Ukrainą. Przed wyborami politycy unijni przyjęli postawę wyczekującą: uzależniali podpisanie tej umowy od poszanowania przez władze ukraińskie procedur demokratycznych. Teraz pojawia się wiele negatywnych ocen procesu wyborczego i coraz częściej słyszymy nawoływanie do niepodpisywania umowy z Ukrainą.

REKLAMA
Już właściwie przed wyborami duża część polityków unijnych ogłosiła, nie bez racji, że wybory, w których przywódcy opozycji siedzą w więzieniu, można z góry uznać za niedemokratyczne. Liczono jednak, że te wybory będą bardziej demokratyczne od poprzednich, że sytuacja na Ukrainie będzie ulegała poprawie. Jednak już dwa dni po wyborach Wilfried Martens, szef grupy chadeckiej w Europie, wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że Wiktor Janukowycz chce zepchnąć Ukrainę z drogi demokracji, państwa prawa i euro-atlantyckiej integracji. Napisał też wyraźnie, że w obecnej sytuacji porozumienie unijno-ukraińskie nie powinno być ratyfikowane. Do opinii tej dołączył jeden z najbardziej wpływowych polityków w Parlamencie Europejskim - Mario David. Uznał on, że w tych wyborach Ukraina cofnęła się, a Komisja Europejska powinna wstrzymać regularne spotkania z władzami Ukrainy.
W Polsce dużo łagodniej oceniamy te wybory, mówiąc że szklanka jest w połowie pełna. Zaczęły się nawet pojawiać głosy sugerujące, że tak naprawdę nie jest ważny przebieg wyborów na Ukrainie. Nie można było oczekiwać w pełni demokratycznych wyborów, bo kraj ten odbiega od standardów zachodnich. Ukraina jest po prostu "inna".
Sami siebie możemy tak przekonywać, ale nie jest to dobry argument dla kolegów w Parlamencie Europejskim. Również inny argument, który stosuje Polska, też wybrzmiewa dzisiaj słabiej. Mianowicie dowodzimy wszędzie, że podpisanie umowy przeciągnie Ukrainę na stronę Unii i skłoni władze do przestrzegania demokracji. Po wyborach argument ten stracił jednak swoją siłę, ponieważ władze Ukrainy nie starały się specjalnie o przestrzeganie zachodnich standardów. W Unii mamy też przykłady Bułgarii i Rumunii, które po wejściu do UE nie "zaraziły się" demokratycznymi standardami i walką z korupcją. Samo otworzenie drzwi do Unii nie wystarczy więc. Władze danego kraju muszą pokazać dużą determinację i wolę reformowania kraju. Dziś jest to szczególnie aktualne.
Polska, jak dotychczas, będzie zabiegała o wejście Ukrainy do Unii Europejskiej powołując się na proeuropejskie postawy dużej części społeczeństwa. Musimy argumentować, że szczególnie dzisiaj ważne są różnego rodzaju działania przyciągające Ukrainę do Europy. Ale pamiętajmy, że Unia Europejska jest w kryzysie. Zajęta jest ona własnymi problemami i niechętna otwarciu na nowe kraje. Boi się dalszych wydatków. Bardziej martwi się, że wyjdzie z niej Grecja czy Wielka Brytania, niż tym jak przyciągnąć Ukrainę do siebie. Polska musi więc przemyśleć argumenty i taktykę wobec Ukrainy. A obecne władze naszego sąsiada zadeklarować wyraźny program reform.