Polska wygrała dzisiejszą bitwę o budżet na unijnym szczycie.Teraz uzgodnienia musi zatwierdzić Parlament Europejski. Nie wiadomo, jak sytuacja się rozwinie, ale jedno jest pewne - nie służy ona dobrze budowie wspólnej Europy.

REKLAMA
Polska otrzymała to, co oczekiwała, czyli pieniądze na politykę spójności i na rolnictwo (chociaż trochę mniej na rozwój obszarów wiejskich). Europa natomiast musiała zrezygnować z części środków na infrastrukturę, transport, energię i rozwój. Będzie też mniej funduszy na sprawy wewnętrzne czy zagraniczne.
Nie wiadomo czy taki budżet zaakceptuje Parlament Europejski. Przewodniczący Liberałów Guy Verhofstadt i przewodniczący Socjalistów Hannes Swoboda już zapowiedzieli, że go nie poprą. Jeżeli tak samo zrobią wszyscy posłowie z ich frakcji wynik głosowania w Parlamencie Europejskim będzie się ważyć do ostatniej chwili. O wszystkim zadecydują głosy Europejskiej Partii Ludowej. Przewodniczący EPL Joseph Daul, francuski rolnik, powinien być raczej zadowolony, podobnie jak kilka innych delegacji.
Trzeba więc jasno powiedzieć, że niezależnie od wyników dzisiejszego szczytu, do ostatecznej decyzji jeszcze daleko. Będziemy musieli poczekać do 13 marca, gdy odbędzie się tajne głosowania nad budżetem na posiedzeniu plenarnym w Strasburgu. Tajne głosowanie zawsze zwiększa niepewność, do końca nieznany więc będzie jego wynik.
W przypadku przyjęcia budżetu będziemy mieli Wieloletnie Ramy Finansowe, w których pieniądze na wszystkie nowe polityki Unii wynikające z Traktatu z Lizbony zostały obcięte. W przypadku jego odrzucenia budżety roczne, które nie pozwalają na realizacje długoterminowych planów, jak np. duże inwestycje w energetykę. Cokolwiek by się nie wydarzyło, nowy budżet nie będzie dobry dla Europy.