Mamy przygotowany kompleksowy program, który ma na różnych płaszczyznach i w różnych obszarach wspierać rodzinę – zapewniała w pierwszych dniach rządzenia premier Beata Szydło. Teraz wydaje się, że mówiła prawdę, ale miała myśli rodzinę Krewnych i Znajomych PiS.
REKLAMA
Czy jest jeszcze stanowisko w Polsce, o którego obsadzeniu, decydują ludzie związani z rządem, a które nie zostało obsadzone kimś z PiS, kimś zaprzyjaźnionym z kimś z PiS bądź kimś z rodziny kogoś z PiS? Jeśli tak, to pewnie przez przeoczenie.
Czy zeszłotygodniowa afera z głosowaniem na dwie ręce też wpisuje się w tą PiS-owską troskę o swoją rodzinę? Właśnie pojawiło się podejrzenie, że mogło chodzić o interesy członka PiS – wicepremiera Mateusza Morawieckiego, w partii od miesiąca. Przypomnijmy: posłanka Kukiz’15 Małgorzata Zwiercan głosowała za kolegę z klubu Kornela Morawieckiego w głosowaniu za kandydaturą prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Oba głosy zostały oddane wbrew ustaleniom klubu. Tego dnia wieczorem Paweł Kukiz zarzucił Kornelowi Morawieckiemu, że zależy mu jedynie na karierze syna. Teraz wychodzą na jaw nowe fakty. - Kornel Morawiecki nie głosował, bo w momencie głosowania stał w kuluarach i rozmawiał ze swoim synem (…) Nie wiem, czy premier Mateusz Morawiecki przyszedł z własnej woli, czy został przysłany przez PiS, natomiast to wątpliwe moralnie, żeby wysłać syna do ojca przed ważnym głosowaniem – powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik Stanisław Tyszka z Kukiz’15.
Jeśli rzeczywiście Kornel Morawiecki robi to co robi, by zapewnić synowi stanowisko w rządzie, to jasne wydają się teraz jego wypowiedzi. - Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość. (…) Nad prawem jest dobro narodu – mówił kilka miesięcy temu, stając w jednym szeregu z PiS. I niszcząc tym samym swoją legendę. Bo to naprawdę kiedyś był wspaniały człowiek, z którego inni brali przykład. Dziś stał się dobrym ojcem. Też nieźle, ale szkoda, że interes rodziny staje się ważniejszy od interesu narodu, na który sam się powoływał.
Kompleksowy program wspierania rodzin działa. Rodziny PiS mają się więc dobrze. I pojawia się tylko drobna wątpliwość. To nawet miłe, że politycy tak wiele są w stanie poświęcić dla swoich dzieci. Ale czy myślą przy okazji o wnukach? Bo to one zapłacą za PiS-owską wersję programu „Rodzina na swoim”. I to zapłacą bardzo dużo.
Czy zeszłotygodniowa afera z głosowaniem na dwie ręce też wpisuje się w tą PiS-owską troskę o swoją rodzinę? Właśnie pojawiło się podejrzenie, że mogło chodzić o interesy członka PiS – wicepremiera Mateusza Morawieckiego, w partii od miesiąca. Przypomnijmy: posłanka Kukiz’15 Małgorzata Zwiercan głosowała za kolegę z klubu Kornela Morawieckiego w głosowaniu za kandydaturą prof. Zbigniewa Jędrzejewskiego na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Oba głosy zostały oddane wbrew ustaleniom klubu. Tego dnia wieczorem Paweł Kukiz zarzucił Kornelowi Morawieckiemu, że zależy mu jedynie na karierze syna. Teraz wychodzą na jaw nowe fakty. - Kornel Morawiecki nie głosował, bo w momencie głosowania stał w kuluarach i rozmawiał ze swoim synem (…) Nie wiem, czy premier Mateusz Morawiecki przyszedł z własnej woli, czy został przysłany przez PiS, natomiast to wątpliwe moralnie, żeby wysłać syna do ojca przed ważnym głosowaniem – powiedział w rozmowie z Moniką Olejnik Stanisław Tyszka z Kukiz’15.
Jeśli rzeczywiście Kornel Morawiecki robi to co robi, by zapewnić synowi stanowisko w rządzie, to jasne wydają się teraz jego wypowiedzi. - Prawo jest ważną rzeczą, ale prawo to nie świętość. (…) Nad prawem jest dobro narodu – mówił kilka miesięcy temu, stając w jednym szeregu z PiS. I niszcząc tym samym swoją legendę. Bo to naprawdę kiedyś był wspaniały człowiek, z którego inni brali przykład. Dziś stał się dobrym ojcem. Też nieźle, ale szkoda, że interes rodziny staje się ważniejszy od interesu narodu, na który sam się powoływał.
Kompleksowy program wspierania rodzin działa. Rodziny PiS mają się więc dobrze. I pojawia się tylko drobna wątpliwość. To nawet miłe, że politycy tak wiele są w stanie poświęcić dla swoich dzieci. Ale czy myślą przy okazji o wnukach? Bo to one zapłacą za PiS-owską wersję programu „Rodzina na swoim”. I to zapłacą bardzo dużo.
