Sztuka dyskusji nie jest mocną stroną Polaków. Jakże często rzeczowe argumenty zderzają się z powodzią wyzwisk. Gdyby tylko tak było w sytuacjach prywatnych. Niestety, przykład idzie z góry.

REKLAMA
Długi weekend to okazja do spotkań towarzyskich. Spotkało się więc kilka osób z mojej klasy w ogólniaku. Tylko kilka, bo część, jak w piosence Kaczmarskiego, na wygnaniu, w kraju, w grobie… Początkowo było miło, bo wszyscy bardzo pilnowali tego, co mówią. Jednak, gdy kelnerka wniosła kolejną butelkę, hamulce puściły i zeszło na politykę.
Zaczęło się od deklaracji naszego klasowego wesołka. - Znacie mnie, zawsze miałem w nosie politykę… – zaczął. I prawdę mówił. Papierosy, alkohol, dziewczyny i dobry humor to były jego priorytety w czasach szkoły. Potem dziewczyny zamienił na zarabianie pieniędzy i na inne życiowe uciechy. - Nigdy się w nic nie mieszałem, ale 7 maja idziemy na manifestację całą rodziną. A wy? - zakończył pytaniem. Ja wzruszyłam ramionami i pokazałam mu torbę, do której na stałe mam przyczepiony znaczek KOD. - Byłam na wszystkich, będę i na tej - powiedziałam zgodnie z prawdą. - A mnie was żal - wtrącił inny kolega, dotąd znany z tego, że słucha a nie mówi. - Mnie was żal, bo dajecie sobą manipulować, naiwni jesteście - kontynuował. Zaczęliśmy więc dociekać, co świadczy o naszej naiwności. Nie do końca kolegę zrozumiałam (on pił, a ja byłam samochodem, więc różniły nas nie tylko poglądy, ale i poziom alkoholu we krwi), ale z jego wypowiedzi zrozumiałam, że KOD jest finansowany przez żydomasonerię, że nie rozumiemy sytuacji, bo dotąd miliardy były wywożone z Polski, a teraz miliardy będą do Polski płynąć. - Jakie miliardy? - dopytywał wesołek. - Oj, naiwni jesteście - tyle usłyszał w odpowiedzi. - Naprawdę uważasz, że wszystko wokół jest super? Że demokracja ma się dobrze? - przejęłam pałeczkę. Też usłyszałam, że jestem naiwna. Ustawa medialna? Nic nie rozumiemy. Trybunał Konstytucyjny? Dajemy sobą manipulować. Sprawa uchodźców? Nic nie rozumiemy. Na każde pytanie zamiast odpowiedzi słyszeliśmy diagnozę naszego stanu umysłowego.
Kolega nie jest moim problemem. Po imprezie odwiozłam go do domu, podobnie jak innych, miło się pożegnaliśmy, a przy następnym spotkaniu pewnie spróbujemy jednak bez polityki, bo politycy przeminą, a żal byłoby stracić kolegę, z którym znamy się 40 lat. Problemem jest coś innego. Tak jak my rozmawialiśmy z naszym kolegą, tak rządzący rozmawiają dziś z częścią społeczeństwa (i to wcale niemałą częścią, bo jednak PiS 100-procentowego poparcia nie ma). Każdy, kto twierdzi, że Prezes nie jest nieomylny, a PiS rujnuje demokracje w Polsce, może się spodziewać, ze zostanie zaatakowany personalnie - mądrzy ludzie mówią, że zostaną użyte argumenty ad personam. I tak ci co bronią Trybunału Konstytucyjnego to gorszy sort Polaków. W obronie telewizji publicznej występują, ci którzy trzymają się koryta. Prawo do wyrażania zaniepokojenia sytuacją w Polsce dają Unii Europejskiej rowerzyści i wegetarianie. A może jakieś argumenty na temat?
Polska szkoła niestety nie uczy nas dyskutowania. Za moich czasów nawet oduczała. Bo ileż razy ja słyszałam, że z nauczycielem się nie dyskutuje, nauczyciela się słucha. I mamy to co mamy, w najlepszym wypadku jedna strona próbuje przedstawiać argumenty, a druga ucieka się do wyzwisk, często obie strony w końcu się wyzywają, a wygrywa ten, który jest głośniejszy. Ja oczywiście wiem, skąd te ataki personalne - gdy się jest w odwrocie, gdy brakuje czegoś na poparcie własnych tez, to dobrze rzucić obelgę albo zmienić temat. Tylko do czego nas to prowadzi? Jak dyskutować z kimś, kto dyskutować nie potrafi? Jak uzyskać zgodę bez umiejętności dyskutowania?
7 maja pewnie nie będzie zbyt wielu okazji do dyskusji, gdyż spotkają się ludzie podobnie myślący. Będzie jednak sposobność do podładowania akumulatorów, bo dobrych słów i uśmiechów nie zabraknie. Pro forma więc jedynie przypominam, że w najbliższą sobotę KOD i partie opozycyjne zapraszają na marsz "Jesteśmy i będziemy w Europie". Spotykamy się o 13 w Alejach Ujazdowskich, pod KPRM.

Iwona Leończuk