Gdy zdarzy mi się jednak obejrzeć "Wiadomości", czuję się jak nastolatka. I bynajmniej nie dlatego, że nagle schudłam a kolano przestało mnie boleć. Dzisiejsze "Wiadomości" tak bardzo przypominają komunistyczny "Dziennik Telewizyjny", że momentami czuję się jakbym się cofnęła w czasie.
REKLAMA
Dziś garść wspomnień starszej pani. Zacznijmy od 1976 r., bo wtedy miało miejsce pierwsze ważne wydarzenie polityczne, które widziałam na własne oczy. I za które potem w pewien sposób oberwałam. Jestem z Ursusa, więc wydarzenia czerwcowe widziałam. Matka zaprowadziła mnie pod zakłady, żebym wiedziała, co się dzieje, a przede wszystkim dlatego, żebym czasem sama tam nie polazła. Tego samego dnia wieczorem w telewizji przemówił Piotr Jaroszewicz, który powiedział, że zapowiedziane podwyżki po konsultacjach społecznych (chłe, chłe, konsultacje) zostają cofnięte. W "Dzienniku TVP" mówiono tez wtedy o warchołach z Ursusa i Radomia. Te "warchoły" ciągnęły się potem za mną przez całe wakacje. - Skąd jesteś? - pytał ktoś nowo poznany. - Z Ursusa - odpowiadałam. - A! To tam mieszkają warchoły - padało, a rozmówcy wydawało się, że jest oryginalny i dowcipny.
Pamiętam też lato 1980 r. Byłam na obozie w Bieszczadach. Przyjechali na obóz jacyś ludzie z PZPR, żeby spotkać się młodzieżą. Ku ich konsternacji koledzy zaczęli ich wypytywać o strajki w Lublinie (od nich tak naprawdę zaczęło się wszystko, co było później i co doprowadziło do Porozumień Sierpniowych). Wtedy dowiedziałam się, że takie strajki mają miejsce. I to nie tylko dlatego, że na obozie był problem z dostępem do telewizji. Gazety przecież kupowaliśmy. Tyle że w gazetach było o pogodzie, o braku w sklepach parówek i pewnie o braku sznurka do snopowiązałek. O strajku nic nie było.
O telewizji stanu wojennego nawet nie chce mi się mówić. Były jednak konkretne powody, że opozycjoniści pisali na ścianach: "DTV kłamie" lub "Falska kłamie" (Falska była wtedy gwiazdą Dziennika Telewizyjnego, dziś można ją pewnie porównać do Danuty Holeckiej). Zbiorowe spacery w czasie emisji DTV też nie wzięły się znikąd.
Porównuje się czasami dzisiejsze "Wiadomości" do komunistycznego "Dziennika telewizyjnego". Prawica uderza wtedy w wielki dzwon i krzyczy, że za PO też partia wpływała na telewizję. Może. Ja jednak żyję wystarczająco długo, żeby móc porównać efekty tych wpływów w minionych 40 latach. I z pełną odpowiedzialnością za słowa piszę, że tak jak kiedyś "Dziennik Telewizyjny" przedstawiał ludzi walczących z komuną, dziś "Wiadomości" przedstawiają ludzi związanych z KOD. Tak jak kiedyś "Dziennik Telewizyjny" informował o strajkach w Lublinie tak dziś "Wiadomości" informują np. o strajku pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka.
Obowiązkiem dziennikarza pracującego w serwisie informacyjnym jest po prostu informować. Brak informacji to oczywiście też jest informacja, ale informacja o serwisie, który nie informuje. Nie myślałam, że dożyję tego, że w Polsce znów będzie telewizja taka jak za PRL. I nie dlatego, że myślałam, że politycy odpuszczą telewizji. Byłam pewna, że politycy nie znajdą ludzi, którzy nie będą się wstydzili robić takiej telewizji. Kochani koledzy z "Wiadomości", naprawdę Wam nie wstyd? Tak po ludzku…
Iwona Leończuk
P.S. 4 czerwca kolejny marsz KOD. Spotykamy się o godz. 16 na skrzyżowaniu Królewskiej i Marszałkowskiej, a następnie idziemy na Pl. Konstytucji. Pewnie znów "Wiadomości" będą źle o nas mówić. Postarajmy się, by musieli się mocno napracować, by pokazać nas jako garstkę:)))
