O autorze
Komitet Obrony Demokracji to nieformalna grupa ludzi, którym drogie są zasady demokracji i szacunek dla Konstytucji RP.

Zawiązała się w ostatnich dniach listopada 2015, po wydarzeniach w Sejmie, w wyniku których zagrożona została niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego. Początkowo jedyną drogą kontaktów był… Facebook. W tej chwili jest ponad osiemdziesiąt tysięcy fanów KOD.

Komitet Obrony Demokracji to obecnie stowarzyszenie w fazie rejestracji. 2 grudnia 2015 r. odbyło się spotkanie założycielskie stowarzyszenia, a następnie dokumenty zostały złożone do sądu i czekamy na zakończenie formalności.

KOD na facebooku

Sama rozmowa to za mało

W internecie wszyscy wiedzą jak przekonać innych do zmiany poglądów. Podobno najlepiej rozmową. W prawdziwym życiu rozmowa nie zawsze zdaje egzamin.


Połaziłam ostatnio po internecie i poczytałam, o czym dyskutują ludzie na forach. W sumie bez zaskoczeń. Nie podoba nam się obecna władza, więc chcemy ją zmienić. Jak? Oczywiście demokratycznie i rozsądnie, a więc przekonując swoich przeciwników. W tym celu należy z przeciwnikami rozmawiać. Oczywiście w odpowiedni sposób. Na pewno nie należy krzyczeć, nie należy tych ludzi traktować z góry… Jestem za. Też uważam, że rozmowa raczej krzywdy nie robi. Czemu jednak mam wrażenie, że oglądam grecką tragedię, w której chór śpiewa: - Biegniemy! Biegniemy! I stoi w miejscu.


Internet cierpliwy i wszystko zniesie. Możemy w internecie rzucać wiele haseł. Możemy obmyślać sposoby ratunku Polski. Możemy stawiać diagnozy i przedstawiać problemy rozwiązania problemów. Tylko co z tego wynika? Ot, po prostu jeszcze parę liter przeleciało po ekranie. Ktoś może nawet skomentował i pochwalił - też się przy okazji lepiej i mądrzej poczuł.

Problem z rozmowami jest taki, że zwykle jednak funkcjonujemy w środowiskach dość jednorodnych światopoglądowo. A nawet gdy tak się zdarza, że np. pracuje z nami ktoś o innych poglądach, to raczej o polityce się nie rozmawia. Bo tak jest bezpieczniej. Ja w tym momencie mam na Facebooku już tylko jednego znajomego zadeklarowanego zwolennika PiS. W sumie fajny i mądry facet, ale politycznie nasze drogi dawno temu się rozeszły. Ja nie komentuję jego peanów na cześć Prezesa, on nie komentuje mojego obrażania Prezesa. Raz nie wytrzymałam, bo puścił w obieg zdjęcie człowieka rzekomo skopanego i obitego kijami na demonstracji KOD. Używając logicznych argumentów chyba go przekonałam, że to bzdura, ale to tyle. Generalnie kontakt ograniczamy do składania sobie życzeń urodzinowych. Kiedyś nawet próbowaliśmy przekonywać siebie nawzajem do własnych racji, ale obydwoje okazaliśmy się oporni.


Wiem że sąsiad moich rodziców głosuje na PiS. Jego synowa ma ośmioro dzieci (w tym troje z jego synem). Sąsiad ma więc dodatkowy powód, by lubić PiS. Jak mam go przekonać, żeby lubić przestał? Zwłaszcza, że to jest bardzo prosty człowiek, z którym mi jest trudno znaleźć wspólny język. Nawet kiedyś próbowałam (jeszcze przed programem 500+), ale pechowo zaczęliśmy od Trybunału Konstytucyjnego. Sędziowie TK srają (przepraszam, ale on naprawdę tak powiedział) pieniędzmi, a jeśli ktoś uczciwie żyje to go prawo w ogóle nie powinno obchodzić. Na argument, że jeśli nie będziemy walczyć o to, żeby prawo było przestrzegane, to może się okazać, że nawet uczciwi mogą mieć kłopoty, sąsiad odpowiedział, że mało kto jest w Polsce uczciwy i dodał, że najlepiej interesować się tym, co ma się w domu i nie wychylać, a ja nie mam męża i dzieci i dlatego mam czas na głupoty.

Mnie się więc wydaje, że przekonywanie przeciwnika przez rozmowę to dobry pomysł, ale mało realny. I nie tylko dlatego, że ci przeciwnicy są zabetonowani w swoim myśleniu. O wiele większą przeszkodą jesteśmy my sami i nasze zabetonowanie. Bo nam się wydaje, że nasze widzenie świata jest jedyne słuszne i że wystarczy, żeby inni szerzej otworzyli oczy i umysły i zaraz będą myśleć tak jak my. Otóż nie będą, bo oni też mają swoje rację i zanim ich zaczniemy przekonywać, powinniśmy te racje poznać. Właśnie dlatego PiS wygrał i właśnie dlatego, nie daj Boże, może znów wygrać. Bo PiS świetnie rozgrywa ludzkimi problemami. I tego od tej partii powinniśmy się uczyć.


Iwona Leończuk

P.S. "Wszyscy dla wolności". To hasło marszu, który odbędzie się 4 czerwca w Warszawie. Spotykamy się o godz. 16 na roku Królewskiej i Marszałkowskiej, a potem idziemy na Plac Konstytucji.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"
0 0"Jak po pobiciach". Chirurg z Warszawy opisał, jak "składał" twarz 19-latka – ostrzega przed hulajnogami