Nie można oprzeć się wrażeniu, że PiS chce awantury na ulicach. I wiele robi, by tę awanturę wywołać. Ponieważ prowokacje na marszach KOD nie wychodzą, bo ich uczestnicy nie są skłonni do rozrób, to najwyraźniej partia próbuje innych sposobów.
REKLAMA
Nie pytając nikogo o zgodę, a do tego po ciemku, postawiono na placu Bankowym tablicę poświęconą Lechowi Kaczyńskiego. Stanęła naprzeciwko warszawskiego ratusza. Tak więc urzędnicy nawet gdy bardzo się starali, to i tak nie mogliby jej przeoczyć. Jakby mało było samowolki pomnikowej, to na tablicy napisano: "Profesor Lech Kaczyński. Pierwszy prezydent Warszawy wybrany w powszechnych wyborach przez mieszkańców stolicy 10 listopada 2002 roku. Twórca Muzeum Powstania Warszawskiego, senator i poseł RP. Prezes Najwyższej Izby Kontroli, minister sprawiedliwości, prezydent RP. Poległ w służbie ojczyzny 10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem. Wdzięczni rodacy. Warszawa, 10 kwietnia 2016 r."
Wdzięczni rodacy, którzy ufundowali tę tablicę mocno minęli się z prawdą twierdząc, że Lech Kaczyński poległ w służbie ojczyzny. Polegli w służbie ojczyzny żołnierze na wszystkich frontach II wojny światowej, polegli w służbie ojczyzny powstańcy warszawscy. Prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej.
Zbierzmy to wszystko do kupy. Tablicę postawiono w miejscu, które musi drażnić ratusz, postawiono bez pozwolenia, napisano na niej nieprawdę. To chyba jasne, że ta tablica nie miała szansy doczekać w tym miejscu kolejnej rocznicy. To że stała w czasie dwóch kolejnych miesięcznic, to już jej olbrzymi sukces.
Dziś już wiadomo, że lada moment zostanie wydana decyzja usunięcia tej samowolki.
Wczoraj na Facebooku jeden z moich internetowych znajomych puścił dalej tę informację z komentarzem: No to mamy początek wojny. Domyślam się, że miał na myśli to, że próba ruszenia obelisku spowoduje protest, który różnie może się zakończyć. Pytanie jednak, kto postanowił rozpocząć tę wojnę i o co tak naprawdę w niej chodzi? Czy czasami ta tablica nie stanęła tam jedynie po to, żeby władze miasta były zmuszone wydać decyzję o jej usunięciu? Czy PiS-owi nie zamarzyła się powtórka akcji z Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, gdy setki obrońców nawet księży nie oszczędzało, by tylko Krzyż zostawić?
Partia rządząca ma Sejm, Senat, Prezydenta. Nie ma jeszcze wpływu na władzę sądowniczą, z którą toczy spór od wielu miesięcy. Nie ma też wpływu na samorządy. I chyba już przygotowuje się do przejęcia władzy samorządowej. Wywołanie potężnej burdy w stolicy to dobry powód, by żądać przyspieszonych wyborów. O to chodzi?
Iwona Leończuk
