Co otwiera listę siedmiu grzechów głównych? Pycha! Najwyraźniej jednak PiS pychę uważa za cnotę i pielęgnuje ją z zapałem godnym lepszej sprawy.

REKLAMA
- Gdyby słuchano głosu premier Beaty Szydło, to do Brexitu by nie doszło, ale elity UE są głuche i ślepe na te głosy - powiedział dziś zupełnie serio sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera. Ja od siebie mogę dodać, że gdyby mnie słuchano, to też by do Brexitu nie doszło, bo też mówiłam, że Brytyjczycy nie powinni głosować za wyjściem z Unii. Ale nie posłuchali. Ani mnie, ani Beaty Szydło. Tyle, że ja nie widzę powodu, dla którego mój głos miałby przebić się do Wielkiej Brytanii. Politycy PiS najwyraźniej uważają, że cały świat powinien ich słuchać.
Trudno to chyba nazwać inaczej niż pychą?
Pycha bywa oczywiście śmieszna. I słowa ministra Dery śmieszne są. Pycha jednak jest też groźna. I dlatego nie dość, że wpisano ją na listę tych najcięższych grzechów, ale do tego na zaszczytnym pierwszym miejscu. Bo pycha prowadzi do innych wynaturzeń. Przepełniony pychą polityk nie jest skłonny słuchać innych, nie reaguje na krytykę i w końcu nie uczy się na własnych błędach - jak zresztą mógłby się uczyć, skoro wierzy, że ich nie popełnia?
My obecnie mamy do czynienia z pychą w czystej postaci. Jarosław Kaczyński zawsze był przekonany o własnej wielkości, a jeśli świat tej wielkości nie widział to tym gorzej dla świata. Otoczył się ludźmi, którzy nie dość, że pompują jego ego to sami przy okazji też nabierają przekonania, że są wyjątkowi. Jak więc mogliby dostrzegać maluczkich?
Stąd pewnie ta niechęć do opozycji, a szczególnie do KOD. Bo my zamiast całować po nogach i bić brawo po każdym słowie, wytykamy błędy. I będziemy to robić. I kto wie, może w końcu w tym murze pychy pojawi się rysa?

Iwona Leończuk