- Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni… – śpiewał przed laty Kazik Staszewski. Wydaje się, że wakacyjne posiedzenia rządu zaczynają się właśnie od tej piosenki. A skoro podopiecznych nie ma, to można zgłaszać najbardziej niedorzeczne pomysły.
REKLAMA
Zaczęło się od zapowiedzi odwrócenia reformy oświaty. Tej samej, za którą przed laty głosowali Jarosław Kaczyński czy Antoni Macierewicz. Dziś minister edukacji narodowej Anna Zalewska oznajmia, że reforma była zła i wśród innych zmian zapowiada likwidację gimnazjów. Jeszcze nie tak dawno PiS popierał akcję "Ratujmy maluchy", która to akcja miała ratować 6-latki przed kontaktem z 12-latkami. Dziś nie ma nic przeciwko, aby 7-latki chodziły do tej samej szkoły co 15-latki. Co rodzice na to? Ano większość rodziców ma teraz na głowie co innego - zorganizowanie wakacji dla dzieci - nie śledzi więc pomysłów MEN. I może o to chodzi?
Nie zdążyła ucichnąć dyskusja o likwidowanych gimnazjach, a zaczęła się zabawa z pomysłami ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego. Chodzi o reformę emerytalną. Przyznam, że nie do końca zrozumiałam, o co ministrowi chodzi, ale nie zrozumieli również ekonomiści, których dyskusji przysłuchiwałam się dziś w radiu TOK FM. Chodzi w każdym razie o to, żeby ruszyć pieniądze zgromadzone na drugim filarze. I to być może ruszyć tak, że przyjdzie mi (jako osobie od lat pracującej na etacie i płacącej regularnie wszystkie składki do ZUS) się nimi podzielić z innymi. Tak w ramach solidarności. Mam nadzieję, że jednak nie, ale sam pomysł ruszania tych pieniędzy mi się nie podoba. Pewnie nie tylko mnie. Z tym że sporo innych osób odkładających na emeryturę do ZUS jest obecnie nad morzem, nad jeziorami albo w górach. W Polsce lub zagranicą. Ci ludzie nie śledzą inicjatyw ministra Morawieckiego. I może o to chodzi?
Rząd nim został rządem obiecywał, że będzie liczył się ze zdaniem społeczeństwa. Potem powoływał się na wolę suwerena. Dziś najwyraźniej stara się, by tylko suweren nie dowiedział się, co wybrany przez niego rząd robi. Wakacje i upały to świetny okres, by zgłaszać co bardziej kuriozalne pomysły. Co z tego, że dziennikarze pokrzyczą? Jest lato, ludzi interesują ceny czereśni, a nie to co w mediach. Tyle że kiedyś wakacje się skończą. Co poniektórzy mogą się zdziwić jak im w tym czasie PiS urządził kraj.
Iwona Leończuk
