Niby te kolejne rocznice są różne, a jakby takie same. Każda staje się okazją do uczczenia pamięci Lecha Kaczyńskiego.

REKLAMA
Za nami rocznica wybuchu powstania warszawskiego, bitwy warszawskiej, a przed nami rocznica podpisania porozumień sierpniowych, a zaraz po niej wybuchu II wojny światowej. W czasie tych dwóch pierwszych, które już obchodziliśmy, jedną z najważniejszych rzeczy było uczczenie pamięci Lecha Kaczyńskiego. Padały słowa o tym, że poległ w służbie ojczyzny, a ostatnio o jego „ofierze krwi”. 31 sierpnia dowiemy się, że dzięki Lechowi Kaczyńskiemu doszło do podpisania porozumień sierpniowych, a 1 września ktoś z rządu z pewnością przyrówna śmierć prezydenta Kaczyńskiego do bohaterstwa polskich żołnierzy oddających życie w obronie ojczyzny. Pewnie byłoby to nawet śmieszne, gdyby nie było smutne.
Lech Kaczyński zginął w katastrofie lotniczej. Racja, nigdy nie powinniśmy zapomnieć o tej katastrofie. I dlatego, że zginęło w niej wielu wspaniałych ludzi, ale również z tego powodu, że pamiętając o niej jesteśmy w stanie zapobiec w przyszłości podobnym tragediom. Bo tej akurat tragedii można było uniknąć. Wystarczyło przestrzegać procedur. Tylko tyle i aż tyle. Jednak wokół tej katastrofy buduje się obecnie mit założycielski bodaj V RP, choć może wciąż tworzona jest IV RP. Aby mit działał, musi być bohater, musi być walka, musi być wróg. PiS nie jest w tym oryginalny. Zdarzało się już w historii, że właśnie takie mity tworzono. Nigdy jednak nie tworzono ich w demokratycznych państwach. Bo demokracja ma to do siebie, że ma wiele twarzy. To ustroje autorytarne firmuje jeden człowiek.
Czy PiS-owi może się udać fałszowanie historii? Przez jakiś czas to może działać. PRL funkcjonował w ten sposób przez niemal pół wieku. Czytaliśmy książki o „Człowieku, który się kulom nie kłaniał”. Oglądaliśmy filmy i seriale, z których wynikało, że to głównie komuniści tworzyli podziemie w czasie II wojny światowej, że przypomnę, bardzo dobry skądinąd, serial „Polskie drogi”, w których AK to w zasadzie jakieś peryferyjne i nieznaczące grupy. W końcu jednak prawda doszła do głosu. Bo zawsze w końcu dochodzi. Czasami po prostu trwa to nieco dłużej. I zawsze prawda brutalnie obchodzi się z tymi, którzy historię fałszowali.
Iwona Leończuk