O autorze
Postanowiliśmy wyjechać, zobaczyć świat. Tyle, ile się da! Na blogu dzielimy się swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, czy zdjęciami.
https://www.facebook.com/koniecswiata4/

Nowy Jork – miasto niczym swing

Manhattan z promu.
Manhattan z promu.
Wylądowaliśmy na lotnisku imienia J.F.Kennedy’ego już po zmroku, ok. 21 czasu lokalnego. Odebrał nas znajomy moich rodziców, u niego też spędziliśmy pierwsze trzy noce. W drodze na dolny Manhattan, do jego mieszkania, zobaczyliśmy drapacze chmur spowite we mgle, a raczej w mroku, bo wyglądały niczym z Gotham City w czasach, zanim Batman wziął się za łapanie zbirów.



Po szybkim prysznicu, padliśmy wykończeni podróżą. Przy próbie zaśnięcia dało się zauważyć pierwszą, charakterystyczną cechę miasta: hałas. Nieustanne klaksony, śmieciarki, koguty policyjne, ogólny zgiełk.

Cały pobyt w Nowym Jorku wykorzystaliśmy na piesze lub rowerowe wędrówki po mieście, które tak dobrze znasz z filmów i zdjęć, że mógłbyś nigdy tu nie być, a i tak wszystko wygląda znajomo. Jednak kilka kroków po „downtown” i spostrzeżenia nieco zaskakują: brudno tu. W rynsztokach walają się gazety, kubki po kawie, milion innych śmieci. Trotuary pokryte są czarnymi plamkami od gum do żucia. Nikt tu nie sprząta ulic?

Ciasno tu. Nagłe zatrzymanie na chodniku, w celu wykonania zdjęcia kolejnego wieżowca, skutkuje kilkuosobową kolizją i krzywymi spojrzeniami. A sezon przecież jeszcze się nie zaczął. Na ulicach wieczny korek. Wściekli taksówkarze trąbią, na kogo popadnie, po czym sami stają na środku ulicy. Obtrąbiani kierowcy oczywiście nic sobie z tego nie robią, co najwyżej coś odwarkną. Dodajmy do tego dość ślamazarne, ale duże autobusy, sporo rowerzystów i mamy gotową miksturę na wieczorne wiadomości lokalne.

Szukając miejsca na odpoczynek doszliśmy do jakiegoś skwerku (oczywiście zatłoczonego). W pustej fontannie grupka ulicznych artystów zachęca akrobacjami liczną widownię do sponsorowania występu. Obok ktoś gra na wiolonczeli. Ktoś inny zbiera cudze myśli (dosłownie – spisuje wszystko to, co przypadkowi przechodnie chcą mu powiedzieć). Szczupła pięćdziesięciolatka ćwiczy na trawniku jogę, grubszy pan w garniturze czyta gazetę, zajadając kanapkę, studenci grają we frisbee, hindus doznaje nirwany, ktoś kradnie komuś rower, szara wiewiórka terroryzuje gołębie.
A ja się uśmiecham…


O co chodzi? Dlaczego będąc w tym galimatiasie czuję się tak dobrze? Dlaczego ten brud, tłok, hałas i drapacze chmur tworzą tak wspaniały klimat? To chyba przez rytm tego miasta. Tu wszystko ze sobą tańczy, każdy element jest częścią składową skomplikowanego układu. Wszystko pędzi w rytmie szybkiego swinga, dając niezapomniany i unikatowy pokaz. Autobus jednak nie rozjeżdża rowerzysty. Ciężarówka omija zatrzymaną nagle taksówkę. Przechodnie omijają gapiów, niczym strumień opływający kamień. Wszystko ze sobą współgra, dopasowuje się do siebie. Albo znajdziesz w sobie ten rytm i wpadniesz w szaleńczy wir, albo nie. Ja wpadłem, ale tylko na tydzień. Nie wiem, czy dłużej dałbym radę. Wiem natomiast, że jeszcze tutaj wrócę. Na pewno!

Jędrek


Pocztówka od Taty: Rozumiem Wasze wahanie - etat w wydziale promocji nowojorskiego magistratu, czy alterglobaliści? Mnie o tyle łatwiej, że już 40 lat temu w NYC podobał mi się tylko Woody Allen i mimo to czułem jedynie zbędny pośpiech, a nie swinga.
"Klimat" w molochu ? Zazdroszczę wrażliwości ...
Tu - WIOSNA , ale czekamy na 2016 - żadnych wyborów!
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Przez dwa miesiące byłam streamerką gier. Oto, czego się nauczyłam
JANDA 0 0Kremy z kolagenem: nie bierz pierwszego lepszego. To skomplikowany składnik
dadHERO 0 0Prawie półtora miliona złotych na polską planszówkę. Skąd ten sukces gry "Beyond Humanity:Colonies"?
0 0Polskiej szkole przydaliby się tacy nauczyciele. "Stowarzyszenie Umarłych Poetów" w teatrze
WYWIAD 0 0Dlaczego faceci nie chcą seksu. Seksuolożka wylicza powody i radzi, jak to zmienić
0 0Słynna fabryka ogłasza zwolnienia grupowe. Miśnieńska porcelana walczy o przetrwanie