Dziś mija miesiąc, odkąd jesteśmy w Stanach. Tych ogromnych, zamożnych, wolnych Stanach Zjednoczonych Ameryki.

REKLAMA
Wszystko tu jest wielkie – domy, samochody, porcje jedzenia w restauracjach, nawet niebo i chmury. Wszyscy są tu bogaci, stać ich na dalekie podróże, wille, po kilka samochodów w rodzinie. Wolność słowa wpisana jest w konstytucję, w niektórych stanach można legalnie kupić trawkę, a popełnienie wykroczenia skutkuje uprzejmą pogawędką ze stróżem prawa. Byle pucybut może stać się milionerem, jeśli tylko ma odrobinę oleju w głowie. Istny raj na ziemi…
Czy aby na pewno? Jak bardzo byliśmy w błędzie…
Do tej pory patrzyliśmy na Stany przez pryzmat wyidealizowanych opowieści zasłyszanych w dzieciństwie („bogata ciocia z Ameryki”), filmów, czy licznych bajek jak np. Marty ulubiona „Amerykańska opowieść”. Gdy byliśmy tu pięć lat temu w celach wyłącznie turystycznych, mieliśmy zupełnie odmienne wrażenie, niż teraz.
Okazuje się bowiem, że sytuacja zdążyła się już mocno zmienić.
Przez ostatnie trzy tygodnie rozmawialiśmy o Stanach z wieloma osobami: „rdzennymi” nowojorczykami wychowanymi na Manhattanie (86 i 84 lata), ich dziećmi (52 i 50 lat), Polką, która ponad dwie dekady mieszka w Chicago, koleżanką Marty, która żyje w Nowym Jorku raptem kilka lat, oraz całą gromadą osób z Kolorado. Wszyscy mają taką samą, złą opinię o obecnej sytuacji USA, polityce prezydenta Obamy, cenach, podatkach, itd. Ich zdaniem amerykański sen minął bezpowrotnie. Niektórzy uważają nawet, że to wielkie mocarstwo chyli się ku upadkowi.
Z naszej perspektywy Stany są przede wszystkim… krajem półprawdy.
Wolność słowa? W telewizyjnym programie można swobodnie krytykować prezydenta, ale „społeczna poprawność polityczna” zabrania komentowania rzeczywistości, czy wyśmiewania większości jej aspektów. Strach przed procesem sądowym, czy wysoką grzywną za obrazę np. Murzynów, mocno ową wolność ogranicza. Niektórzy twierdzą, że niebawem nie będzie można rozmawiać w zasadzie o niczym.
Tolerancja? Do Kolorado przyjechaliśmy z czarnoskórym weteranem wojny w Wietnamie, jego samochodem (share ride, wspólne przejazdy, u nas znane jako blablacar). Okoliczni mieszczańscy, z kelnerką na czele, mocno dali do zrozumienia jakie mają zdanie na temat Murzyna w miasteczku. Zamiast standardowych uśmiechów i zwrotów grzecznościowych spotkaliśmy się z… „polską gburowatością” Amerykanów.
Legalizacja marihuany? Kolorado zalegalizowało z początkiem 2014. roku marihuanę. Można ją legalnie hodować, czy kupić w specjalnym sklepie. Teoretycznie… Praktycznie każdy powiat (ang.: county) może wprowadzać własne regulacje. Dlatego w naszym miasteczku, Walden, nie ma żadnego miejsca, gdzie trawkę można kupić, bo lokalny samorząd się na to nie zgodził. Także ziele kupić można, ale nie można, bo nie ma gdzie.
Dobrobyt? Wszyscy, z którymi mieliśmy okazję się zetknąć narzekają na obecną sytuację – na podatki (nawet napiwki są opodatkowane), na ilość pracy (zdaniem naszego obecnego gospodarza, przeciętny Amerykanin może w ciągu roku wziąć… aż 5 dni urlopu wypoczynkowego!). Narzekają na dodatkowe opłaty za ubezpieczenia zdrowotne, często mówią, że Stany to kraj dla młodych i zdrowych.
Tańsze i lepsze oferty; rozwinięte usługi telekomunikacyjne? Nie. W jednej z pierwszych firm jaką odwiedziliśmy w celu zakupu amerykańskiej karty SIM widniał wielki, kolorowy napis „NOWOŚĆ! Niewykorzystane minuty przechodzą na następny miesiąc!”… Powszechny dostęp do sieci jest, ale za bardzo wysoką cenę. Wydawało nam się, że Polska jest daleko w tyle – kolejny błąd.
Należy jednak oddać Stanom sprawiedliwość gdyż prawdą jest też, że: kelnerka – nasza koleżanka z Walden, posiada 3 samochody i odpoczywa (jeśli akurat dostanie wolne) na Bahamach; Afroamerykanie mają takie same prawa jak wszyscy inni, dodatkowo są mocno chronieni przed jakimikolwiek objawami rasizmu; trawkę w Kolorado zapalić można, jeśli respektuje się zasady; w bardzo wielu miejscach jest też darmowe WiFi.
W zasadzie nie ma rozmowy, która nie kończyłaby się dużym zaskoczeniem. Nie tylko dla nas. Gdy opowiadamy o sytuacji w Polsce (ew. Europie), większość również robi duże oczy ze zdziwienia. Na przykład pewien obywatel Ameryki był niemal rozczarowany, gdy nie potwierdziliśmy, że… Polska jest wyspą.

Pocztówka od Taty:
Wasze zaskoczenie sytuacją w Stanach jest silnie zaskakujące ... Mniej więcej od 1922 roku (proklamacja ZSRR) cały czytający świat wie, że w Stanach Murzyni mają przechlapane, a tamtejsi pracodawcy to krwiopijcy i Wasza ocena sytuacji w "kraju półprawdy" nie jest oryginalna.
Jeśli tranzyt przez Stany ostatecznie Wam zbrzydzi tę upadającą potęgę sugeruję, byście następną podróż rozpoczęli ruszając na wschód, bo tam są rosnące i miłujące prawdę mocarstwa.
Ah ! Jeszcze słowo w obronie " ... pewnego obywatela Ameryki" on miał podstawy, by sądzić, że Polska to wyspa - zapamiętał deklaracje p. Donalda Tuska .
W sumie Jankesi dość często dowodzą, że nie jesteśmy krajem szczególnie ciekawym (patrz niedawny lapsus Dyrektora FBI).
Tu ? Dziś wybory prezydenckie ! W ostatniej niemal chwili wyczytałem, że ubiegający się o reelekcję kandydat to nad hochsztapler, natomiast jego najpoważniejszy rywal poza prezydenturą ma prawo oczekiwać rychłej beatyfikacji.
Serdeczności !