Domek w Bocas
Domek w Bocas

Panama słynie głównie z kanału, który łączy dwa oceny, znacząco skracając drogę morską pomiędzy Europą, a zachodnim wybrzeżem Stanów (60% statków korzystających z przesmyku jest pod banderą USA). Przynosi to wymierne korzyści dla budżetu tego niewielkiego państwa. Kraj ten jest pod ogromnym wpływem Stanów – oficjalną walutą jest dolar amerykański, nie ma panamskiej armii, gdyż granic broni armia USA; wielu emerytów przenosi się tutaj na starość, gdyż ceny są niskie, a klimat ciepły.

REKLAMA
Do granicy kostarykańsko – panamskiej dojechaliśmy z Golfito (po pracy w botaniku) autobusem za jakieś grosze. Samą granicę przekroczyliśmy pieszo, oczywiście uprzednio płacąc po 7 dolarów za fakt wyjazdu z Kostaryki. Następnie wsiedliśmy w autobus rejsowy do miasta David, drugiego największego w Panamie. Na pierwszy rzut oka obydwa te kraje nie różnią się od siebie, jednak na ulicach i wzdłuż dróg da się widzieć mniej śmieci, a w sklepach ceny są niższe o 1/3.
Ponieważ chcieliśmy od razu dojechać do górskiej miejscowości Boquete, nie zwlekając przesiedliśmy się z autokaru do… starego, amerykańskiego School Bus’a. Tym, za drobną opłatą, dotarliśmy w półtorej godziny do celu.
Boquete to małe miasteczko położone u podnóża wulkanu Baru, najwyższego szczytu Panamy. Można się na niego wspiąć, rozpoczynając wędrówkę o północy, aby na szczyt dojść około 6 rano, tuż przed wschodem słońca. Wówczas, jeśli ma się szczęście i chmury nie zakrywają góry, rozpościera się widok nietypowy – można zobaczyć Ocena Spokojny z jednej strony i Morze Karaibskie z drugiej. Jest to bodaj jedyne miejsce, z którego widać dwa brzegi jednocześnie.
logo
Boquete u podnóża wulkanu Baru
Niestety nie wybraliśmy się na tę wycieczkę. Po 4 tygodniach leniwego życia w botaniku, kiedy to nie ćwiczyliśmy kondycji spacerując (po prostu nie było gdzie), uznaliśmy, że nie jesteśmy gotowi na 12 godzin marszu, z czego 6 pod górę, w środku nocy…
Wybraliśmy się za to na inny szlak (Pianisty), podczas którego dopadła nas ulewa, przewiał wiatr. Szlak był słabo oznaczony i nie dotarliśmy na szczyt, z którego ponoć rozpościerał się piękny widok. Efekt wycieczki był taki, że Marta była chora przez następny tydzień.
Miasteczko samo w sobie jest klimatyczne, pełne traperów i amerykańskich emerytów. Nie da się ukryć, że wpływ USA jest tam bardzo odczuwalny, ale akurat z tej dobrej strony – jest czysto, schludnie, a okoliczne domy chwalą się kwiecistymi ogrodami. Jest też bezpiecznie, także nawet w nocy nie baliśmy się włóczyć po barach z muzyką na żywo. Inną zaletą tego miejsca jest klimat. Ze względu na wysokość nad poziomem morza jest chłodniej (25 stopni). W końcu, po 6 tygodniach w tropikach, gdzie pot się z nas lał w dzień i w nocy, było czym oddychać. Okoliczni farmerzy zajmują się głównie uprawą kawy.
Po 4 dniach odpoczynku zaczęliśmy podróż nad wybrzeże karaibskie. Do Bocas del Toro jechaliśmy stopem, który tutaj okazał się działać jeszcze lepiej, niż w Kostaryce. Dłuższą część podróży przejechaliśmy na pace pickup’a. Zawsze chciałem to zrobić! Przeprawa przez górskie przełęcze, spowite chmurami lasy i maluteńkie indiańskie wioski była niezapomnianym przeżyciem.
logo
Pickupem przez Panamę.
Do miasteczka Bocas, położonego na wyspie, dopływa się małą motorówką z miejscowości Almirante. Było to chyba najbrzydsze miejsce, jakie w życiu widziałem. Rozpadające się domki na palach, częściowo zanurzone były w wodzie, a częściowo w śmieciach. Ludzie żyją tam, jak na wysypisku. Na szczęści łódka była niemal pełna, więc długo nie bawiliśmy w tym okropnym miejscu. Ponieważ zostały ostatnie dwa miejsca, udało nam się wynegocjować lepszą cenę; z sześciu do pięciu dolarów za bilet tam, oraz z pięciu do czterech za powrotny.
logo
Bocas Town

Bocas del Toro to urocze wyspy otoczone turkusową wodą. Można na nich spotkać leniwce, wyjce, papugi oraz mnóstwo surferów. Niektóry plaże, w pewnym okresie w roku, zapełniają się żółwiami morskimi, składającymi jaja na piaszczystych plażach. Niestety nie sprzyjała nam pogoda, chyba po raz pierwszy podczas tej podróży; woda nie wydawała się tak piękna, jak na zdjęciach. Cóż, nie zawsze się udaje. Trzeba jechać dalej!
Z Bocas do Panamy! Nie dało się ominąć zapomnianego przez Boga Alimrante. Łapanie stopa tym razem trwało nieco dłużej, ale ewentualnie udało się i ponownie dotarliśmy do miasta David, gdzie spędziliśmy noc.
Do stolicy dojechaliśmy po dwóch dniach podróży dwoma samochodami osobowymi i jedną ciężarówką, co uważamy za wynik dobry. Nie spieszyliśmy się, nie wstawaliśmy o świcie, żeby cały dzień spędzić w drodze. Na spokojnie, bez pośpiechu, a i tak przed czasem.
Panam City to miasto kontrastów. Zdecydowanie wyróżnia się na tle reszty kraju, jako stolica. Z jednej strony linia brzegowa ukazuje spektakularne drapacze chmur, których nie powstydziło by się Miami, z drugiej – rozpadające się bloki, brak chodników, blaszane stragany na ulicach. Jednak na każdym kroku widać zmiany. Główny bulwar tętni życiem, zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorem mnóstwo osób uprawia sport na otwartych siłowniach, boiskach, czy ścieżkach rowerowych.
logo
Rozpadający się blok w stolicy. Ten i tak nie był w najgorszym stanie.
Starówka też ma się czym pochwalić – przepiękna zabudowa zachwyca. Duża część kamienic jest już odrestaurowanych, inne otoczone są rusztowaniami. Na każdym rogu widać policję, jest bezpiecznie.
logo
Parada policjantów na starówce.
W Panamie spędziliśmy 2 tygodnie i uznaliśmy, że kraj ten godny jest polecenia. Ceny są przystępne, wiele osób mówi po angielsku, różnorodności przyrody łatwo doświadczyć na własnej skórze, gdyż odległości są stosunkowo niewielkie, a połączenia autobusowe dobre. Jeśli miałbym wracać do Ameryki Centralnej, to zapewne tutaj!
logo
Centrum robi wrażenie.
Jędrek