
Pomyślałem sobie, że napiszę tekst o polskich architektach, którzy dzięki międzynarodowym sukcesom przebili się do mediów codziennych i pojawiając się w nich dosyć często, oswajają zwykłego Kowalskiego ze współczesną architekturą. Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu tekst taki ukazał się w czasopiśmie Zawód Architekt, wydawanym przez Izbę Architektów. Autor jednak pozostał anonimowy, co mocno daje do myślenia. Artykuł zamieszczam w całości i zachęcam do przeczytania!
może to nie grzech?
Bezinteresowną zazdrość proponuję wreszcie schować do lamusa i uwiadomić sobie, że każdy architekt posiada własną buławę „celebryty”. Musi ją tylko sam wyjąć z przysłowiowego tornistra.
Niejeden z nas, architektów, zadaje sobie pytanie – dlaczego nasze środowisko nie jest bardziej wyraziście dostrzegalne w społeczeństwie? Odpowiedź jest prosta, łatwa, ale niestety lekko nieprzyjemna: sami siebie ściągamy na ziemię, i żaden najlepszy, najbardziej sowicie opłacany specjalista od reklamy, wizerunku czy pijaru nas nie wylansuje, jeżeli my sami nie zechcemy zaistnieć publicznie.
- podejmują trud aktywnego uczestnictwa w życiu lokalnej społeczności, bywają na oficjalnych spotkaniach i uroczystościach, dzięki czemu ich wypowiedzi są dostrzegane przez organizatorów spotkań i konferencji oraz odnotowywane przez media,
- są zapraszani, jako autorytety, do uczestnictwa w różnych społecznych rankingach dotyczących architektury, co jednoznacznie buduje prestiż i rangę zawodu,
- wypowiadają się publicznie na tematy dotyczące nie tylko architektury i budownictwa, mają dar nawiązywania relacji ze słuchaczami, czym udowadniają renesansową wszechstronność umiejętności architekta,
- dbają o swój osobisty wizerunek, dobrze się prezentują, są medialni, i wiedzą jak współpracować z dziennikarzami.
